Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hiro. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

| 020 | Atumnal love ( seria Trouble of Torture )

  Dziś jest wyjątkowo pogodny dzień. Spaceruję z Hirohito po parku. Rozmawiając, obserwujemy dzieci, które wesoło bawią się w berka. Ich śmiech niesie się wokół wraz z wiatrem. Przystajemy. Odchylam głowę do tyłu i z uśmiechem spoglądam w niebo.
- Chciałbyś mieć kiedyś dzieci?
  Najwyraźniej jest zaskoczony moim pytaniem, ponieważ przez milczy. Obserwuję, jak kłębiaste, przypominające watę cukrową chmury przewijają się nad Tokio. Słowa "stolica" i "spokój" zazwyczaj są jak antonimy, ale teraz, tutaj to wyrazy bliskoznaczne. Ten park żyje własnym życiem.
- Myślę, że nie byłbym dobrym ojcem - mówi nagle.
- Dlaczego tak uważasz? - staję naprzeciw niego i spoglądam mu w oczy. Obiema dłońmi chwytam jego twarz. - Przecież jesteś cudowny. Pamiętam, jak śpiewałeś kiedyś tą piosenkę z "Krainy lodu". Zaśpiewasz dla mnie?
  Uśmiecha się nieśmiało i oblewa rumieńcem. Cicho, niezbyt chętnie zaczyna śpiewać:
Yukidaruma tsukurou yooo
mou soto de asobou
Konogoro wa nazeka
awanai no wa
nanndedarooo
Przesuwam ręce na jego kark i, śmiejąc się, wtulam się w zagłębienie jego obojczyka. Głęboko wciągam do płuc jego zapach.
makushi wa itsudemo
isshou datta noni
naze kieta nooo
Oplata mnie rękoma w pasie i całuje w czubek głowy. Kątem oka zauważam, że dwie dziewczynki z długimi warkoczami przysłuchują się wyczynom mojego przyjaciela z uradowanymi buźkami. Nieco podnoszę głowę i macham do nich. Oburzone i wyraźnie zdegustowane matki podchodzą i odciągają je. Czarnowłosy przestaje śpiewać.
- Widzisz, co narobiłeś?.. - wzdycha, odsuwając mnie od siebie. - Powinienem Cię za to ukarać...
  Odwracam się do niego plecami.
- Co mi zrobisz? - prycham. - Zaatakujesz mnie od tyłu?
- A żebyś wiedział.
  Podbiega i chce mnie złapać, lecz ja, śmiejąc się, uciekam mu między drzewami i pięknie rzeźbionymi kamiennymi ławkami. Chowam się za ogromnym dębem i obejmuję go. Nawet nie zauważam, kiedy Hirohito łapie mnie od tyłu i rzuca w stertę kolorowych liści lśniących w promieniach jesiennego słońca. Wybucham śmiechem zupełnie jak mały chłopiec podczas harców z kolegami z sąsiedztwa.
  Mój skarb kładzie się obok i przytula mnie, swoimi zaszklonymi oczami wpatruje się w moje z czułością. Opieram głowę o jego klatkę piersiową. Zamykam oczy.
  Wielu osobom jesień kojarzy się ze smutkiem, przywodzi na myśl ból i depresję. Ale nie mi. Dla mnie jesień to miłość.
~~~
O rany... Od kiedy ja piszę shounen ai?.. Jestem sobą załamana i mi niedobrze. Idę się uderzyć w łeb... ;;

piątek, 30 października 2015

| 019 | Drugi pierwszy raz ( kontynuacja Zaprzedałem się diabłu )

Jako, że postanowiłam kontynuować to opowiadanie, Zaprzedałem się diabłu staje się tytułem pierwszej części, a seria otrzymuje nazwę Trouble of Torture.
~~~
DLA TSUDZUKU
~~~
  Minęły już trzy miesiące. Trzy miesiące pełne lęku, strachu. Niepokoju. Boję się, że któregoś dnia On wróci i ponownie mnie skrzywdzi. Stałem się przez niego nieufny w stosunku do ludzi - bo kto wie, czy ktoś z nich nie jest takim samym potworem? Nawet przyjaciół traktuję z dystansem.
  To się stało z dnia na dzień. Wystarczyło spotkanie ucieleśnienia wszelkiego zła, kilka czy kilkanaście godzin z nim spędzonych, abym stał się kimś innym, kimś kim nigdy nie byłem i nigdy nie chciałem się stać.
  Idąc do sklepu po fajki jestem ubrany od stóp do głów, na nosie mam duże okulary przeciwsłoneczne, a na ustach - maseczkę chirurgiczną. Nerwowo rozglądam się na boki. Co, jeśli On czai się gdzieś w pobliżu? Nie chcę, aby mnie rozpoznał. Nagle zderzam się z czymś twardym. To coś łapie mnie za ramiona i lekko odsuwa od siebie. Spoglądam w górę. Hiro.
- Ejejej... - szepcze. - Co się dzieje, Masashi-chan?..
  Przygryzam wargę. Nie mam pojęcia, co mu odpowiedzieć. W dodatku czuję się skrępowany jego dotykiem. Mam ochotę uciec i to jak najdalej.
- Masashi-chan, odpowiedz mi.
- Nic się nie dzieje! - krzyczę, wyrywając się z jego objęć.
- Właśnie widzę... - pochyla głowę, lecz już po chwili unosi ją z powrotem. - I tak do Ciebie szedłem, więc chodź.
  Łapie mnie za dłoń, splata nasze palce i ciągnie w kierunku, z którego szedłem.
- Ale fajki! Nie mam co palić.
- Mam przy sobie spory zapas.
  Idziemy zdecydowanie zbyt wolno. Cały się trzęsę, lecz nie jestem pewien, dlaczego.
- Odpowiada Ci czerwone wino?
- Hm?..
- Pytam się, czy odpowiada Ci czerwone wino. Wziąłem dwie butelki.
  Dopiero teraz dostrzegam skórzaną torbę zawieszoną na jego prawym ramieniu.
- Z jakiej to okazji?..
- Zobaczysz.
  Marszczę brwi w zamyśleniu. Nie mam pojęcia, czego on może ode mnie chcieć.
  Reszta drogi mija nam w milczeniu. Wchodzimy na klatkę schodową. Nie chce nam się czekać na windę, więc idziemy po schodach. Cały czas trzymamy się za ręce i, o dziwo, wydaje mi się to przyjemne. Kiedy otwieram drzwi i wchodzimy do mieszkania puszcza mnie. Ściąga torebkę, skórzaną kurtkę i buty, po czym pomaga się rozebrać mi. Onieśmiela mnie to.
  Widzę w lustrze, że pod pachami mam na bluzie mokre ślady, twarz błyszczy mi się od potu, a włosy lepią pozlepiały się w strąki. Kiedy ja się ostatnio myłem tak w ogóle?.. Dobre pytanie. Rumienię się, bo głupio mi, że Hirohito-kun widzi mnie takiego. Każę mu rozgościć się w salonie, przepraszam i udaję się do łazienki.
  Ściągam z siebie ubrania oraz bieliznę. Wchodzę pod prysznic i zasuwam drzwi kabiny. Odkręcam wodę w ten sposób, że ma idealną temperaturę. Zamykam oczy i wsłuchuję się w szum strumieni. Po pewnym czasie zaczynam odnosić wrażenie, że ktoś za mną stoi. Otwieram oczy.
  Umięśnione ręce delikatnie oplatają mnie w pasie. Im bardziej uścisk staje się ciaśniejszy, tym mocniej czuję, jak twardy penis mojego przyjaciela dotyka moich pośladków, w efekcie czego sam dostaję wzwodu. Odchylam głowę do tyłu, wzdychając z przyjemności. Jego czarne włosy opadają na moją twarz. Jest mi tak dobrze, bezpiecznie, że nie potrafię się powstrzymać i mówię:
- Kochaj się ze mną.
  Nie muszę powtarzać dwa razy. Odwraca mnie przodem do siebie i ostrożnie opiera o ścianę. Rozsuwając nogi, patrzę mu się głęboko w oczy. Składa pocałunek na moich wargach, a rękoma wodzi po ciele, zostawiając na mojej skórze jakby smugi ciepła. Wstrząsają mną rozkoszne dreszcze. Cichutko pojękuję prosto w jego twarz.
- Róbmy to już, błagam.
  Kiwa głową. Opiera ręce o kafelki nad moją głową, a ja oplatam go nogami w pasie. Wchodzi we mnie na raz, co wychodzi z lekkim oporem, a ja jęczę głośno, przeciągle i z bólem. Z moich oczu lecą łzy. Widzę zdezorientowanie na twarzy czarnowłosego.
- Nie robiłeś jeszcze tego?.. - pyta.
- Robiłem... ale dość dawno... i nie z własnej woli... Ale nie mówmy o tym.
  Zarzucam mu ręce na szyję i przytulam policzek do jego policzka. Delikatnie porusza się we mnie. Nasze oddechy przyśpieszają z każdą chwilą. Delikatnie podrapuję jego silne barki. Tak mi dobrze... Nic więc dziwnego, że to ja dochodzę jako pierwszy. Jemu do osiągnięcia spełnienia brakuje jeszcze tylko trochę. Tak pięknie wygląda w ekstazie. Uczucie towarzyszące rozlewaniu się jego nasienia w moim wnętrzu jest cudowne; to takie przyjemne ciepło.
  Wychodzi ze mnie z nieśmiałym uśmiechem, który równie nieśmiało odwzajemniam. Na moich policzkach z pewnością widnieją soczyste rumieńce. W ciszy myjemy siebie nawzajem.

czwartek, 11 czerwca 2015

| 010 | "We're sharing everlasting pain" cz. II

O jeny, jak ja długo nic nie wrzucałam! Przepraszam. Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowane tym, co przeczytacie.
Niestety nie mogłam odnaleźć w czeluściach mojego telefonu zdjęć, które chciałam wam pokazać. ;;
~~~
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: zbyt dużo, żeby wymieniać
Beta: ---
~~~
[ Cazqui ] Przesuwam ręką po udzie Natsu, a on wzdryga się. Cudzy lęk sprawia mi taką radość. Liżę ucho chłopaka i jednocześnie ściągam z niego spodnie. Szybko obracam go twarzą do ściany.
- Bluzka... - mówi ledwie słyszalnie. - Nie chcę wracać brudny...
  Uśmiecham się i jednym, szybkim ruchem wchodzę w niego. Z jego ust wydobywa się podniecający jęk bólu. Wzdycham z rozkoszy.
  Pieprzę go brutalnie i beznamiętnie; nie przejmuję się, że to mój kolega z zespołu i jutro będę musiał z nim przebywać. Kurwa to kurwa. Po co się cackać?

[ Natsu ] Miałem go za przyjaciela. Znamy się od dzieciństwa. Widzę, jak traktuje Daichiego, ale nie sądziłem, że skrzywdzi też mnie.
  Płaczę z bólu i rozczarowania. Na moim ciele tworzą się czarne i czerwone ślady.
  Cazqui zabija mnie. Od środka. Z premedytacją. Chcę wykrwawić się na śmierć. Co mi z ciała, skoro dusza fragment po fragmencie rozpada się, przestaje istnieć?
  Jasnowłosy szybko się we mnie porusza; nawet klienci, którzy są dla mnie obcy, traktują mnie delikatniej. Słyszę jego sapnięcia i westchnienia. Rzygać mi się od tego chce. To obrzydliwe.
  Dochodzi z głośnym stękiem. Zabiera swojego penisa z mojego wnętrza, doprowadza się do porządku i wychodzi.
  Zostaję sam - z rozmazanym makijażem i krwawiącym odbytem oraz nogami polepionymi spermą "przyjaciela". Kładę dłonie na ścianie. Otępiony, widząc wszystko jakby przez mgłę, wpatruję się w drzwi, Powoli osuwam się na kolana, usiłując rozryć ścianę niedowładnymi palcami. Upadam na bok, przy czym rozbijam sobie głowę. Czy to upragniony koniec?

[ Masa ] Moich uszu dochodzi pukanie do drzwi. Po otworzeniu ich dostrzegam kryminalną mordę Cazquia.
- Co chcesz? - pytam.
- Wiedziałeś. Że Natsu. To. Kurwa? - odpowiada mi roześmiany.
- Co Ty pieprzysz?.. Weź w ogóle wyjdź; widać, że jesteś naćpany.
  Cóż, nie od dziś wiem, że jest narkomanem. Koka, amfa. A pomyśleć, że zaczynał od oranżadek w proszku i odświeżaczy powietrza.
- Ale ja prawdę mówię! Byłem w jego burdelu i poużywałem trochę!
- Uprawiałeś. Seks. Z Natsu?! - warczę przez zaciśnięte zęby i łapię blondyna jedną ręką za płaszcz.
- Nie jestem pewien, czy można to tak nazwać - chichocze.
  Wkurwił mnie, więc sprzedaję mu mocnego liścia.
- Gdzie to jest?
- Co?..
- Nie udawaj durnia! - potrząsam nim. - O ten burdel mi chodzi!
- Etoo... Gdzieś w Shinjuku... Już nie pamiętam ulicy.
  Rzucam go na podłogę.
- Czekaj tu.
  Idę do salonu i wracam z kluczami.
- Jedziesz ze mną. Wstawaj.
  Cazqui leniwie się podnosi. Wychodzimy i zamykam za nami drzwi.

[ Hiro ] Czuć przy sobie jego ciepło - najcudowniejsze uczucie na świecie.
  Siedzimy w ciszy. Twarz przytulona do twarzy, ciało przy ciele. Chcę tak zostać na wieczność.
- Kocham Cię. - O nie. Nienienienie. Jak mogłem to powiedzieć.
  Ku mojemu zdziwieniu nie odpycha mnie, ani nie zaczyna się śmiać - zamiast tego cicho odpowiada:
- Ja Ciebie też kocham, Hiro-chan.

[ Masa ] Po dotarciu do miejsca wskazanego przez Cazquia, pytam się o Natsu i, goniony przez ochronę, biegnę do pokoju, w którym pracuje. To, co widzę, sprawia, że serce pęka mi na drobne kawałeczki.
  Na podłodze koło ogromnego łóżka leży nasz perkusista z ciałem od pasa w dół i głową we krwi. Z mojego gardła wydziera się przeraźliwy krzyk rozpaczy.
- NATSUUU!
  Podbiegam do niego i odgarniam mu z czoła lepkie włosy. Czuję, że jest jeszcze ciepły.
- Niech ktoś szybko zadzwoni po pogotowie - mówię, patrząc się na postawnych ochroniarzy. - Błagam...
  Łzy kapią na moje drżące palce.* Tylko nie on... Kocham Natsu już od jakiś dwóch lat. Na początku nie chciałem dopuścić tego do świadomości, ale w końcu zaakceptowałem fakt, że kobiety przestały mnie pociągać. Nigdy nawet nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę gejem. Nie chciałem tego. Takim jak ja trudno się żyje w Japonii.
  Szef ochrony w końcu wyciąga telefon i dzwoni po karetkę. Kiedy zawstydzony mówi, gdzie doszło do nieszczęścia, jego bujne wąsy** dziwnie się poruszają.
  Pomoc przyjeżdża bardzo szybko. Zabierają mojego ukochanego na noszach. Boję się zostawić go, ale wiem, że nie mogę z nim pojechać. Przebiegam wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, aby powiedzieć Cazquiowi, że jadę do szpitala, a o ma wrócić taksówką do siebie, lecz nigdzie go nie dostrzegam. Postanawiam go olać, bo w takiej sytuacji nie ma co się przejmować wariatem.
  Wychodzę z tego przeklętego miejsca i wsiadam do auta. Po odpaleniu silnika kieruję się do najbliższego szpitala. W rejestracji pytam o Natsu, a recepcjonistka w średnim wieku pyta, kim dla niego jestem; nie mam pewności, co odpowiedzieć, więc mówię:
- Bardzo bliskim przyjacielem.
- Dobry przyjaciel jest jak brat. - Kobieta uśmiecha się ciepło. - Pan Watari Natsuki*** leży w sali numer 15. Prosto i w prawo. To drzwi na końcu korytarza.
- Dziękuję bardzo. Jestem dozgonnie wdzięczny. Czy lekarze pozwolą mi do niego wejść?
- Tak, myślę, że tak. To mu teraz potrzebne.
- Ponownie bardzo dziękuję.
  Idę pod wskazane przez recepcjonistkę drzwi. Przypominam sobie, że Daichi i Hiro nic nie wiedzą, więc piszę do wokalisty SMS-a; Daichi i tak miał u niego być.
Natsu jest w szpitalu. To poważne, więc będziemy musieli wziąć nagłe urlopy. Będę wdzięczny, jeśli zatroszczycie się o nasz sprzęt z sali prób. Dziękuję. :*
  Wyłączam telefon i otwieram drzwi, Widzę podłączonego do kroplówki i licznej aparatury drobnego chłopaka. Nadal jest blady, ale już przytomny. Patrzy na mnie zbłąkanym wzrokiem.
  Nigdzie nie ma lekarzy, ani pielęgniarek. Jesteśmy sami.
- Skoro tu jesteś, zapewne wiesz, co się stało...
   Siadam na krześle po lewej stronie szpitalnego łóżka. Stąd już widzę, że oczy Natsu są zaszklone, smutne.
- Mniej-więcej.
- Powiedz, ile.
  Więc mówię mu, Opowiadam, jak naćpany Cazqui przyszedł do mnie i, śmiejąc się, powiedział, co zrobił, o tym, jak siedziałem nad nim, nad jego zakrwawionym ciałem, a jego oprawca gdzieś zniknął. Nie wspominam, że płakałem i krzyczałem.
- Przepraszam, że sprawiłem Ci taki kłopot.
  Nie zastanawiając się nawet chwili, całuję go w czoło.
- Masa...- szepcze.

[ Daichi ] Do Hiro przychodzi SMS i całą romantyczną atmosferę diabli biorą.
- To od Masy - mówi mój ukochany. - Coś się stało Natsu i prosi, abyśmy zajęli się ich sprzętem. Musimy też wziąć urlopy...
- Przecież moglibyśmy znaleźć kogoś, kto tymczasowo zastąpiłby Natsu...
- No tak... Ale Masa... chyba chce się nim zająć.
- Och... Rozumiem.
  Ale Masa jest zbyt hetero... Basista od zawsze wygląda mi na stuprocentowego samca, który chciałby kiedyś bachory niańczyć i swoją kobietę rozpieszczać. On i Natsu... Jestem w szoku. A jednak się mylę. W sumie... to kto by pomyślał, że ja i Hiro też - w końcu jesteśmy, w towarzystwie, ale jednak, zupełnie różni.
- To jak? - pyta mnie. - Jedziemy do wytwórni?
- Uhm, tak.
  Hiro wstaje i podaje mi rękę.
- Chodź, skarbie.
  Podaję mu dłoń. Jestem pod wrażeniem tego, jak słodko się wyraził.

[ Hiro ] Przez pierwsze piętnaście minut jedziemy w ciszy. W końcu przemagam się; po szybkim zerknięciu na Daichiego, pytam się go, czy możemy porozmawiać.
- Oczywiście, a o czym? - mówi swoim słodkim, nieco kobiecym głosem.
- O nas.
  Chwilowo słychać jedynie burczenie silnika i cicho grające radio.
- Nie chcesz mnie - słyszę w jego głosie wyraźne przygnębienie.
- Nie chcę? - prycham. - Ja Cię pragnę!
  Chłopak ponownie milczy przez dłuższą chwilę.
- Pokaż mi to.
- Co?
- Pokaż mi, jak bardzo mnie pragniesz.
- Nie będę się z Tobą kochał w samochodzie.
  Kątem oka zauważam, że wpatrzonemu w bliżej nieokreślony punkt Daichiemu ze zdziwienia lekko otwarły się usta.
  Więcej nic nie mówię.

[ Natsu ] Masa jest przecudowny. Kiedy rozmawiamy, gładzi mnie po grzbiecie dłoni, całuje po palcach i wpatruje się głęboko w moje oczy. Czuję się prawdziwie kochany.
  Czułem coś do Cazquia, ale swoim czynem wszystko przekreślił, Teraz skupię się na Masie, bo to jego powinienem kochać.

[ Daichi ] Kiedy wysiadamy przed wytwórnią, nadal jestem w szoku. Hiro wyraźnie dał mi do zrozumienia, że go pociągam. Wow.
  Tępo patrzę się w dal. Długowłosy obejmuje mnie od tyłu i całuje w policzek.
- Idziemy? - pyta wesoło.
- Emm... Tak, jasne.
  Zmierzamy w kierunku drzwi; on - nadal mnie obejmując, a ja - z luźno zwieszonymi rękoma, Czy to bezuczuciowe? Być może z czyjegoś punktu widzenia tak. Ale ja po prostu jestem zdezorientowany tym wszystkim.
  Dopiero przy samych drzwiach zatrzymuję wokalistę, mówiąc:
- Hiro, poczekaj.
  Zatrzymujemy się. Popycham go na ścianę i delikatnie muskam jego usta swoimi, lecz on nie chce na tym poprzestać. Łapie mnie za biodra i wpycha język pomiędzy moje wargi. Całujemy się intensywnie, z pasją - to najlepszy pocałunek w całym moim dotychczasowym życiu.

[ Hiro ] Właśnie skończyliśmy zabezpieczać perkusję przed kurzem.
- Kochanie, idę do łazienki, żeby poprawić makijaż.
- Dobrze.
  Wychodzi, a ja siadam na podłodze. W ciszy myślę o tym, jakim jestem szczęściarzem.

  Daichi długo nie wraca. Coś za długo
  Wstaję i idę do łazienki. To, co widzę, wprawia mnie w osłupienie.

[ Daichi ] Cazqui szybko wpycha mi do buzi i wyciąga swojego penisa, który jest sporych rozmiarów. Niespodziewanie drzwi otwierają się i staje w nich nikt inny jak... Hiro. W tym samym momencie jasnowłosy dochodzi obficie prosto do mojej buzi. Dławię się i pluję jego spermą.
  Wokalista podchodzi do niego i mocno uderza mu z pięści w twarz, Z nosa gitarzysty leci mnóstwo krwi.
- Trzymaj swojego chuja z dala od mojego Daichiego, bo Ci go oderwę, rozumiesz?!
  Z nerwów z trudem oddycham; ze świstem wciągam powietrze przez buzię. Hiro klęka obok i mnie przytula.
- Spokojnie, skarbie. Spokojnie.



                                 THE END



~~~
* "Łzy kapią na moje drżące palce." - fragment piosenki "SIRIUS" zespołu DIAURA.
** Wyobraźcie sobie tego pana:



























czyli Valentina z DISREIGN jako ochroniarza w burdelu. XDD
*** Watari Natsuki - wymyślone przeze mnie nazwisko i imię Natsu,
~~~
Miały być z tego rozdziału dwie części, ale wyszła jedna, bo za krótkie by było. ;;

wtorek, 26 maja 2015

| 009 | "We're sharing everlasting pain" cz.I

Cóż, miałam zamiar zrobić z tego długiego shota, ale głupio mi, że tak was zaniedbuję. Wiem, że mało tego... Ale mimo to zapraszam do czytania. (n_n) Przed wami pierwsza część mini-serii o Nocturnal Bloodlust. Pairingi niech zostaną tajemnicą. (◎_◎;)
...
Muahahahaha.
~~~
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: występują choroby psychiczne, alkoholizm, anoreksja
Beta: ---
~~~
[Daichi] Kolejny wybuch Hiro. Nienawidzę tego. Wścieka się na mnie za kilkuminutowe spóźnienie.
  Skulony siedzę na podłodze ze łzami w oczach. Jak to kurewsko boli. Chcę mu powiedzieć, moje serce się do tego wyrywa. Ale on nie wie o Niej.
  Noc przed dzisiejszym dniem była jedną z tych, kiedy musiałem zaopiekować się Nią. Płakała całą noc; nie wiem, dlaczego. Zasnąłem dopiero o szóstej, a już godzinę później musiałem wstać. Uszykowałem i nakarmiłem Dziecko, po czym głodny i śmierdzący pojechałem odwieźć Ją do Tamtej Dziewczyny. Wręczyłem Jej nosidełko bez zbędnych czułości do Tego-Czegoś w środku. W drodze do studia zastałem korek w efekcie czego dojechałem do pracy o 8.05 zamiast o 8.00.
  Wokalista wydziera się tak, że brzmi jakby growlował. Patrzę mu się głęboko w oczy. Myślę, że to, jaki jest to tylko maska. Może ktoś zranił go kiedyś tak bardzo, że boi się pokazać swoją prawdziwą twarz i gra skurwiela, aby być bezpiecznym. Nie wierzę, że Hiro taki jest nawet w głębi serca. Nie potrafię uwierzyć.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?! - wrzeszczy mi prosto w twarz.
- Słucham - odpowiadam, nadal patrząc się w jego piękne czekoladowe oczy.
- Więc z pewnością słyszałeś, jak mówiłem Ci, że jesteś do niczego.
  Zwieszam głowę i łkam cicho. Kilka zbłąkanych łez tworzy czarne wstęgi na moich policzkach. Kątem oka dostrzegam nawiedzony uśmiech na ustach Cazquia. Pierdolony sadysta.
- Wyglądasz jak mała, emoska sierotka - kpi ze mnie, lecz go ignoruję.
- Ej, Daichi. To prawda, co o Tobie mówią? No wiesz, że niezły w łóżku jesteś i dajesz za darmo.
  Tego już nie zniosę. Czym prędzej wybiegam z sali prób i chowam się w kantorku sprzątaczek. Po około 10 minutach dostaję SMSa od Hiro.
" Wracamy do domów. Przyjedź do mnie później."
  Nie jestem pewien, co o tym sądzić. Czyżby znowu chciał mnie skrzyczeć?
  Mimo wątpliwości jadę do niego o drugiej. Z nerwów nawet nic nie zjadłem. Znowu.
  Mam takie szczęście, że przez awarię windy muszę iść po schodach na trzynaste piętro. Słaby, niemal wycieńczony wlekę się piętro po piętrze. Prawie mdleję z wysiłku.
  Przed drzwiami do mieszkania Hiro zaczyna mi się kręcić w głowie i upadam na kolana. Powoli tracę kontakt z rzeczywistością.


  Budzę się na tapczanie w jakimś pokoju. Słyszę ciche pomiałkiwanie. Ostrożnie otwieram oczy i w ponurym półmroku dostrzegam Hiro, który uważnie mi się przypatruje.
- W końcu... - mówi.
- Jak długo byłem nieprzytomny? - pytam.
- Prawie godzinę... Najpierw chciałem zadzwonić na pogotowie, ale... - W jego oczach pojawiają się łzy. - Przepraszam...
  Widzę, jak łza spływa mu po policzku.
- Hiro... - Jestem zszokowany. - Zachowujesz się jakoś tak... inaczej... Jak nie Ty...
- To dobrze czy źle? - Pociąga nosem.
- Dobrze... Oczywiście, że dobrze. Tamten Ty z próby...
- Przyniosę Ci wody i porozmawiamy o tym.
- Okey.
  Wstaje i idzie do kuchni. Stamtąd woła:
- A może jesteś głodny? Mam tylko biszkopty i krem czekoladowy, ale to zawsze coś...
- Och, z chęcią zjem. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem coś w ustach.
- Zapewne bardzo dawno, bo jesteś leciutki.
  Jaki on jest troskliwy... Czułem, że tak na prawdę nie jest skurwielem! To taki dobry człowiek...
  Wraca do mnie z biszkoptami i kremem czekoladowym w jednej ręce i szklanką wody w drugiej. Odkłada wszystko na niewielką przeszkloną ławę i pomaga mi podnieść się do siadu.
- Kręci mi się w głowie... i obraz mi się zamazuje...
  Brunet siada koło mnie i obejmuje ramieniem. Czuję, jak podtyka mi szklankę pod usta. Ciągnę mały łyk.
- Biedactwo... - szepcze, po czym składa pocałunek na moim czole.
  Moje serce przyśpiesza. Nie wiem, co mu się stało, ale jest niesamowity.
- Już lepiej się czujesz?
  Biorę jeszcze łyczek wody.
- Trochę. Pomogłeś. - Nieśmiało się do niego uśmiecham.
- Cieszę się. - Odwzajemnia uśmiech. - Teraz dać Ci ciastka?
  Kiwam głową. Hiro bierze paczuszkę i kładzie sobie na kolanach.
- Z kremem czy bez?
- Może na razie bez.
  Ostrożnie wkłada mi biszkopta do ust. Zjadam go kęs po kęsie. I tak kolejne osiem.
- Ale się obżarłem...
- To dobrze.
  Patrzę się na czarnego kociaka spacerującego po pokoju.
- No więc... O czym chciałeś pogadać?
- Chciałem... przeprosić. Zrozumiałem, że nie mogę Cię tak dłużej traktować. Jesteś niesamowitą osobą. Wręcz ideałem. Chcę być dla Ciebie dobry. Daichi-kun, wybacz mi moje błędy.
  Niepewnie wtulam się w długie włosy wokalisty; są takie miłe w dotyku i pięknie pachną.
- Wybaczam.


[Natsu] Wiem, że jestem niczym. Tylko problemem. Ale nie chcę odejść. Kurczowo trzymam się swojego marnego życia. Między próbami i koncertami - alkohol i burdel.
  Gdyby chociaż ten burdel był ku mojej uciesze... ale ja tam pracuję. Jestem zwykłą dziwką.
  Podnoszę się z łóżka. Już pora.


  Jak zwykle w piątki panuje tłok. Kolejny sobotni koncert będę grał z bólem dupy.
  Klient za klientem, a za klientem następny klient.


- Chryste! Cazqui, c-co Ty tu?..
- Ciebie powinienem o to spytać.
  /Bez makijażu wygląda jak seryjny morderca/ - myślę.
  Oparty o ścianę gitarzysta patrzy na mnie złowrogo. Przełykam głośno ślinę.
- Przyszedłeś ruchać, więc ruchaj.
~~~
W następnej notce dodam zdjęcia głównych bohaterów. Te zdjęcia, którymi się inspirowałam. Łącznie ze zdjęciem Cazquia bez mejka.