Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Aria. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 11 czerwca 2015

| 010 | "We're sharing everlasting pain" cz. II

O jeny, jak ja długo nic nie wrzucałam! Przepraszam. Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowane tym, co przeczytacie.
Niestety nie mogłam odnaleźć w czeluściach mojego telefonu zdjęć, które chciałam wam pokazać. ;;
~~~
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: zbyt dużo, żeby wymieniać
Beta: ---
~~~
[ Cazqui ] Przesuwam ręką po udzie Natsu, a on wzdryga się. Cudzy lęk sprawia mi taką radość. Liżę ucho chłopaka i jednocześnie ściągam z niego spodnie. Szybko obracam go twarzą do ściany.
- Bluzka... - mówi ledwie słyszalnie. - Nie chcę wracać brudny...
  Uśmiecham się i jednym, szybkim ruchem wchodzę w niego. Z jego ust wydobywa się podniecający jęk bólu. Wzdycham z rozkoszy.
  Pieprzę go brutalnie i beznamiętnie; nie przejmuję się, że to mój kolega z zespołu i jutro będę musiał z nim przebywać. Kurwa to kurwa. Po co się cackać?

[ Natsu ] Miałem go za przyjaciela. Znamy się od dzieciństwa. Widzę, jak traktuje Daichiego, ale nie sądziłem, że skrzywdzi też mnie.
  Płaczę z bólu i rozczarowania. Na moim ciele tworzą się czarne i czerwone ślady.
  Cazqui zabija mnie. Od środka. Z premedytacją. Chcę wykrwawić się na śmierć. Co mi z ciała, skoro dusza fragment po fragmencie rozpada się, przestaje istnieć?
  Jasnowłosy szybko się we mnie porusza; nawet klienci, którzy są dla mnie obcy, traktują mnie delikatniej. Słyszę jego sapnięcia i westchnienia. Rzygać mi się od tego chce. To obrzydliwe.
  Dochodzi z głośnym stękiem. Zabiera swojego penisa z mojego wnętrza, doprowadza się do porządku i wychodzi.
  Zostaję sam - z rozmazanym makijażem i krwawiącym odbytem oraz nogami polepionymi spermą "przyjaciela". Kładę dłonie na ścianie. Otępiony, widząc wszystko jakby przez mgłę, wpatruję się w drzwi, Powoli osuwam się na kolana, usiłując rozryć ścianę niedowładnymi palcami. Upadam na bok, przy czym rozbijam sobie głowę. Czy to upragniony koniec?

[ Masa ] Moich uszu dochodzi pukanie do drzwi. Po otworzeniu ich dostrzegam kryminalną mordę Cazquia.
- Co chcesz? - pytam.
- Wiedziałeś. Że Natsu. To. Kurwa? - odpowiada mi roześmiany.
- Co Ty pieprzysz?.. Weź w ogóle wyjdź; widać, że jesteś naćpany.
  Cóż, nie od dziś wiem, że jest narkomanem. Koka, amfa. A pomyśleć, że zaczynał od oranżadek w proszku i odświeżaczy powietrza.
- Ale ja prawdę mówię! Byłem w jego burdelu i poużywałem trochę!
- Uprawiałeś. Seks. Z Natsu?! - warczę przez zaciśnięte zęby i łapię blondyna jedną ręką za płaszcz.
- Nie jestem pewien, czy można to tak nazwać - chichocze.
  Wkurwił mnie, więc sprzedaję mu mocnego liścia.
- Gdzie to jest?
- Co?..
- Nie udawaj durnia! - potrząsam nim. - O ten burdel mi chodzi!
- Etoo... Gdzieś w Shinjuku... Już nie pamiętam ulicy.
  Rzucam go na podłogę.
- Czekaj tu.
  Idę do salonu i wracam z kluczami.
- Jedziesz ze mną. Wstawaj.
  Cazqui leniwie się podnosi. Wychodzimy i zamykam za nami drzwi.

[ Hiro ] Czuć przy sobie jego ciepło - najcudowniejsze uczucie na świecie.
  Siedzimy w ciszy. Twarz przytulona do twarzy, ciało przy ciele. Chcę tak zostać na wieczność.
- Kocham Cię. - O nie. Nienienienie. Jak mogłem to powiedzieć.
  Ku mojemu zdziwieniu nie odpycha mnie, ani nie zaczyna się śmiać - zamiast tego cicho odpowiada:
- Ja Ciebie też kocham, Hiro-chan.

[ Masa ] Po dotarciu do miejsca wskazanego przez Cazquia, pytam się o Natsu i, goniony przez ochronę, biegnę do pokoju, w którym pracuje. To, co widzę, sprawia, że serce pęka mi na drobne kawałeczki.
  Na podłodze koło ogromnego łóżka leży nasz perkusista z ciałem od pasa w dół i głową we krwi. Z mojego gardła wydziera się przeraźliwy krzyk rozpaczy.
- NATSUUU!
  Podbiegam do niego i odgarniam mu z czoła lepkie włosy. Czuję, że jest jeszcze ciepły.
- Niech ktoś szybko zadzwoni po pogotowie - mówię, patrząc się na postawnych ochroniarzy. - Błagam...
  Łzy kapią na moje drżące palce.* Tylko nie on... Kocham Natsu już od jakiś dwóch lat. Na początku nie chciałem dopuścić tego do świadomości, ale w końcu zaakceptowałem fakt, że kobiety przestały mnie pociągać. Nigdy nawet nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę gejem. Nie chciałem tego. Takim jak ja trudno się żyje w Japonii.
  Szef ochrony w końcu wyciąga telefon i dzwoni po karetkę. Kiedy zawstydzony mówi, gdzie doszło do nieszczęścia, jego bujne wąsy** dziwnie się poruszają.
  Pomoc przyjeżdża bardzo szybko. Zabierają mojego ukochanego na noszach. Boję się zostawić go, ale wiem, że nie mogę z nim pojechać. Przebiegam wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, aby powiedzieć Cazquiowi, że jadę do szpitala, a o ma wrócić taksówką do siebie, lecz nigdzie go nie dostrzegam. Postanawiam go olać, bo w takiej sytuacji nie ma co się przejmować wariatem.
  Wychodzę z tego przeklętego miejsca i wsiadam do auta. Po odpaleniu silnika kieruję się do najbliższego szpitala. W rejestracji pytam o Natsu, a recepcjonistka w średnim wieku pyta, kim dla niego jestem; nie mam pewności, co odpowiedzieć, więc mówię:
- Bardzo bliskim przyjacielem.
- Dobry przyjaciel jest jak brat. - Kobieta uśmiecha się ciepło. - Pan Watari Natsuki*** leży w sali numer 15. Prosto i w prawo. To drzwi na końcu korytarza.
- Dziękuję bardzo. Jestem dozgonnie wdzięczny. Czy lekarze pozwolą mi do niego wejść?
- Tak, myślę, że tak. To mu teraz potrzebne.
- Ponownie bardzo dziękuję.
  Idę pod wskazane przez recepcjonistkę drzwi. Przypominam sobie, że Daichi i Hiro nic nie wiedzą, więc piszę do wokalisty SMS-a; Daichi i tak miał u niego być.
Natsu jest w szpitalu. To poważne, więc będziemy musieli wziąć nagłe urlopy. Będę wdzięczny, jeśli zatroszczycie się o nasz sprzęt z sali prób. Dziękuję. :*
  Wyłączam telefon i otwieram drzwi, Widzę podłączonego do kroplówki i licznej aparatury drobnego chłopaka. Nadal jest blady, ale już przytomny. Patrzy na mnie zbłąkanym wzrokiem.
  Nigdzie nie ma lekarzy, ani pielęgniarek. Jesteśmy sami.
- Skoro tu jesteś, zapewne wiesz, co się stało...
   Siadam na krześle po lewej stronie szpitalnego łóżka. Stąd już widzę, że oczy Natsu są zaszklone, smutne.
- Mniej-więcej.
- Powiedz, ile.
  Więc mówię mu, Opowiadam, jak naćpany Cazqui przyszedł do mnie i, śmiejąc się, powiedział, co zrobił, o tym, jak siedziałem nad nim, nad jego zakrwawionym ciałem, a jego oprawca gdzieś zniknął. Nie wspominam, że płakałem i krzyczałem.
- Przepraszam, że sprawiłem Ci taki kłopot.
  Nie zastanawiając się nawet chwili, całuję go w czoło.
- Masa...- szepcze.

[ Daichi ] Do Hiro przychodzi SMS i całą romantyczną atmosferę diabli biorą.
- To od Masy - mówi mój ukochany. - Coś się stało Natsu i prosi, abyśmy zajęli się ich sprzętem. Musimy też wziąć urlopy...
- Przecież moglibyśmy znaleźć kogoś, kto tymczasowo zastąpiłby Natsu...
- No tak... Ale Masa... chyba chce się nim zająć.
- Och... Rozumiem.
  Ale Masa jest zbyt hetero... Basista od zawsze wygląda mi na stuprocentowego samca, który chciałby kiedyś bachory niańczyć i swoją kobietę rozpieszczać. On i Natsu... Jestem w szoku. A jednak się mylę. W sumie... to kto by pomyślał, że ja i Hiro też - w końcu jesteśmy, w towarzystwie, ale jednak, zupełnie różni.
- To jak? - pyta mnie. - Jedziemy do wytwórni?
- Uhm, tak.
  Hiro wstaje i podaje mi rękę.
- Chodź, skarbie.
  Podaję mu dłoń. Jestem pod wrażeniem tego, jak słodko się wyraził.

[ Hiro ] Przez pierwsze piętnaście minut jedziemy w ciszy. W końcu przemagam się; po szybkim zerknięciu na Daichiego, pytam się go, czy możemy porozmawiać.
- Oczywiście, a o czym? - mówi swoim słodkim, nieco kobiecym głosem.
- O nas.
  Chwilowo słychać jedynie burczenie silnika i cicho grające radio.
- Nie chcesz mnie - słyszę w jego głosie wyraźne przygnębienie.
- Nie chcę? - prycham. - Ja Cię pragnę!
  Chłopak ponownie milczy przez dłuższą chwilę.
- Pokaż mi to.
- Co?
- Pokaż mi, jak bardzo mnie pragniesz.
- Nie będę się z Tobą kochał w samochodzie.
  Kątem oka zauważam, że wpatrzonemu w bliżej nieokreślony punkt Daichiemu ze zdziwienia lekko otwarły się usta.
  Więcej nic nie mówię.

[ Natsu ] Masa jest przecudowny. Kiedy rozmawiamy, gładzi mnie po grzbiecie dłoni, całuje po palcach i wpatruje się głęboko w moje oczy. Czuję się prawdziwie kochany.
  Czułem coś do Cazquia, ale swoim czynem wszystko przekreślił, Teraz skupię się na Masie, bo to jego powinienem kochać.

[ Daichi ] Kiedy wysiadamy przed wytwórnią, nadal jestem w szoku. Hiro wyraźnie dał mi do zrozumienia, że go pociągam. Wow.
  Tępo patrzę się w dal. Długowłosy obejmuje mnie od tyłu i całuje w policzek.
- Idziemy? - pyta wesoło.
- Emm... Tak, jasne.
  Zmierzamy w kierunku drzwi; on - nadal mnie obejmując, a ja - z luźno zwieszonymi rękoma, Czy to bezuczuciowe? Być może z czyjegoś punktu widzenia tak. Ale ja po prostu jestem zdezorientowany tym wszystkim.
  Dopiero przy samych drzwiach zatrzymuję wokalistę, mówiąc:
- Hiro, poczekaj.
  Zatrzymujemy się. Popycham go na ścianę i delikatnie muskam jego usta swoimi, lecz on nie chce na tym poprzestać. Łapie mnie za biodra i wpycha język pomiędzy moje wargi. Całujemy się intensywnie, z pasją - to najlepszy pocałunek w całym moim dotychczasowym życiu.

[ Hiro ] Właśnie skończyliśmy zabezpieczać perkusję przed kurzem.
- Kochanie, idę do łazienki, żeby poprawić makijaż.
- Dobrze.
  Wychodzi, a ja siadam na podłodze. W ciszy myślę o tym, jakim jestem szczęściarzem.

  Daichi długo nie wraca. Coś za długo
  Wstaję i idę do łazienki. To, co widzę, wprawia mnie w osłupienie.

[ Daichi ] Cazqui szybko wpycha mi do buzi i wyciąga swojego penisa, który jest sporych rozmiarów. Niespodziewanie drzwi otwierają się i staje w nich nikt inny jak... Hiro. W tym samym momencie jasnowłosy dochodzi obficie prosto do mojej buzi. Dławię się i pluję jego spermą.
  Wokalista podchodzi do niego i mocno uderza mu z pięści w twarz, Z nosa gitarzysty leci mnóstwo krwi.
- Trzymaj swojego chuja z dala od mojego Daichiego, bo Ci go oderwę, rozumiesz?!
  Z nerwów z trudem oddycham; ze świstem wciągam powietrze przez buzię. Hiro klęka obok i mnie przytula.
- Spokojnie, skarbie. Spokojnie.



                                 THE END



~~~
* "Łzy kapią na moje drżące palce." - fragment piosenki "SIRIUS" zespołu DIAURA.
** Wyobraźcie sobie tego pana:



























czyli Valentina z DISREIGN jako ochroniarza w burdelu. XDD
*** Watari Natsuki - wymyślone przeze mnie nazwisko i imię Natsu,
~~~
Miały być z tego rozdziału dwie części, ale wyszła jedna, bo za krótkie by było. ;;

piątek, 15 maja 2015

| 008 | Namida no Umi cz. 1.



Gatunek: yaoi
Paring: Tsuzuku x Koichi (Mejibray)
Beta: ---------
Ostrzeżenia: -----------

Nie wiem, dlaczego to się stało. Co zrobiłem nie tak? Dlaczego płaczę? Trzymam go w moich ramionach. Jego krew spływa po mnie. Boże, dlaczego to się stało?! Czemu tego nie zauważyłem? Jest strasznie blady... chciałbym ostatni raz złożyć pocałunek na jego ustach.
-Dlaczego mnie zostawiłeś?! Dlaczego już tak bardzo mi Cię brakuje? Byłem taki głupi. Proszę wybacz mi. ..-po raz ostatni dotykam jego włosów. Na jego zimnych policzkach zasychają łzy. Nie oddycha; a może jest jeszcze nadzieja? Szybko chwytam za telefon i dzwonię po pogotowie. Próbuję go reanimować.
-Koichi, proszę, otwórz oczy.- płakałem. Trzydzieści ucisków i dwa wdechy. Dlaczego to jest takie trudne?
-Koichi, oddychaj!- krzyknąłem. Dlaczego ich jeszcze nie ma?
Dlaczego ich jeszcze nie ma!? Słyszę syrenę pogotowia. Położyłem basistę na łóżku i nadal go reanimowałem. Oczywiście nadal płakałem. Ratownicy kazali mi wyjść. Poszedłem do jego pokoju. Zauważyłem, że na stolę leży koperta. Na niej napisane było moje imię. Bałem się ją otworzyć.

Drogi Tsuzuku
Gdy czytasz ten list mnie już nie ma. Proszę Cię, nie płacz. Co ja piszę, na pewno nie będziesz... nie po mnie. Masz swojego Ryogę. Naprawdę nie mogłem już tego wytrzymać. Próbowałem się do Ciebie zbliżyć, jednak to nie było możliwe. Tak bardzo chciałem Cię chociaż przytulić... Spotkałem się z Twoim wzrokiem. Ty mój zilustrowałeś. Chciałem dotknąć twej dłoni, lecz ją odsunąłeś. Choć byłeś ze mną, wcale nie znaczyło, że byłeś przy mnie. Może tego nie rozumiesz, ale nienawidziłem samego siebie.
Nienawidziłem tego, kim byłem. Nie mogłem przestać myśleć o tym, że to właśnie mi tak wiele brakuje, aby zająć jego miejsce. Nienawidziłem osoby którą się stałem. Stałem się słabą, nic już nie znaczącą duszą. Może byłem za gruby? Oh, specjalnie dla Ciebie nic nie jadłem. Już nawet nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem coś w ustach. Może to przez mój wygląd? Nawet nie zauważyłeś, jak bardzo się dla Ciebie zmieniłem. Robiłem wszystko specjalnie dla Ciebie. Ja tylko chciałem, abyś mnie zauważył. Abyś powiedział chociaż to głupie "Koichi, ładnie wyglądasz", albo mnie przytulił. Naprawdę, tylko tyle oczekiwałem. Tsuzuku, chcę abyś wiedział, że Cię kocham.

Teraz to już całkowicie się rozkleiłem. Myślałem kiedy to się zaczęło. Już wiem! Pewnego bardzo deszczowego dnia, gdy szedłem z różowowłosym przez miasto i patrzyliśmy się na wystawy sklepów szukając odpowiednich prezentów dla gitarzysty. Koichi był bardzo wesoły. Wrócił wtedy od fryzjera. Nową fryzurę zauważyłem od razu. Jednak komentarz uznałem za nieistotny. Basista był naprawdę śliczny. Chodziliśmy tak przez dłuższy czas. Gdy nam obojgu zrobiło się zimno, poszliśmy do mnie napić się czegoś ciepłego. Nie wiem dlaczego, ale uznałem, że kakao idealnie będzie pasować. Gdy podawałem mu kubek dotknąłem jego zimnej dłoni i szybko ją zabrałem. Jak mogłem być taki głupi! Przecież widziałem tą nadzieję w jego oczach. Teraz tego żałuję.
Kiedy był kolejny raz? Muszę sobie przypomnieć. No tak, urodziny gitarzysty. Tego dnia Koichi całkowicie inaczej wyglądał i co raz na mnie spoglądał, jakby chciał mi coś przekazać. Widziałem łzy w jego oczach, jednak on udawał wesołego. Udawałem wtedy, że go nie zauważyłem. Dlaczego to robiłem? Dlaczego nie mogę cofnąć tego wszystkiego? Wtedy Koichi siedziałby przy mnie... Oddałbym wszystko, aby oni go uratowali. Nigdy nie wierzyłem w Boga, więc może szatan? Najlepiej sprzedać duszę. Dusza za życie Koichiego. To naprawdę kusząca propozycja. Teraz nie mogę przestać się obwiniać. Cały czas płaczę. Nadal jestem w jego krwi. W sumie teraz całe jego łóżko jest we krwi. Tak bardzo chciałbym, aby przy mnie siedział. Teraz. Dlaczego z każdą kolejną myślą coraz więcej łez się ze mnie wylewa? Słyszę jak oni krzyczą. Zakryłem sobie uszy poduszkami. Mam nadzieję, że to pomoże. Nie, to nic nie dało. Wstałem i przewróciłem stół. Zacząłem krzyczeć. Nie obchodziło mnie to, że oni to słyszą. Krzyczałem i płakałem. Tak bardzo chciałem wszystko naprawić. Jeśli oni go nie uratują dołączę do niego.
-Oddycha!-ledwo co dało się usłyszeć, ale jednak. Pobiegłem do nich. Kładli go na nosze i podali adres szpitala, do którego go zabierają. Koichi, nawet nie wiesz, jaki byłem w tym momencie szczęśliwy, chyba najszczęśliwszy na świecie. Kochanie, nawet jeśli coś co Ci się stanie od teraz przyrzekam Cię bronić. Nawet jeśli miałbym zapłacić za to swoim życiem. Teraz wiem, jak bardzo Cię kocham. Tylko proszę, nie rób tego ponownie. Błagam, Koichi. Już zawsze będę przy tobie. Kocham Cię, Koichi. Jak najszybciej pojechałem do szpitala. Ty leżałeś tam podłączony do różnych aparatur. Wysłałem do Mii i Meto krótkiego sms'a: "Koichi walczy o życie" i wyłączyłem telefon. Wiem, że ta doba jest decydująca. Straciłeś tak wiele krwi. Do tej pory mam ją na bluzce. Jeśli przeżyjesz będę pilnował, abyś jadł. Nie chcę, żebyś wpadł w sidła anoreksji. Lekarze zszyli Ci ręce i podali krew. Wierzę w to, że z tego wyjdziesz. Cały czas patrzę się na Ciebie przez szybę. Leżysz wychudzony w białej pościeli, która idealnie zlewa się z kolorem twojej skóry. Na szczęście powoli nabierasz kolorów. Dlaczego prawie musiałem Cię stracić, abym w końcu zdał sobie sprawę z tego, jak bardzo Cię kocham? To nie ma sensu. Jednak gdy wybudzisz się od razu wyznam Ci miłość.

środa, 13 maja 2015

| 007 | R.I.P. Romea. [*]

Z bólem serca oświadczam, że seria Romeo i Romeo zostaje zawieszona z powodu beznadziejnych pomysłów autorki na ciąg dalszy. Wrócę do tego, jak wymyślę sensowny i długi rozdział. Wybaczcie.

sobota, 9 maja 2015

| 004 | Romeo i Romeo II. Kiedy uciec, żeby nie zwariować?

Łii. Mamy lepsze zdjęcie Shoi. Łii. (*-*)




On jest taki piękny. (*-*) Ostatnio usłyszałam, że jestem do niego podobna. (*-*) I to nie raz, a kilka razy. (*-*)
Łapajcie jeszcze nowsze zdjęcie Kojczana:


No to tak.

...

Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: długość ( a raczej: krótkość ) opowiadania; no ale tym razem przynajmniej nie powiększyłam czcionki, żeby wyglądało na długie
Beta: - - -

~~~
  Już, już mam odpowiedzieć, ale słyszę, jak podłoga na korytarzu skrzypi pod wpływem czyiś kroków.
- O cholera, pewnie mama się obudziła - mówię. - Ubieraj się i uciekaj.
  Koichi robi to, co mu każę. Z wielką niechęcią, ale jednak to robi. Po jego wyjściu doprowadzam nieco do porządku swoją zarumienioną mordkę.
  Nagle do pokoju wchodzi moja rodzicielka ubrana w puchaty niebieski szlafrok i zielone kapcie z polaru. Wygląda jak typowa gospodyni domowa z zachodnich seriali.
- Dlaczegóż to już nie śpi mój wyrodny pierworodny? - pyta. Suka.
- Nie ważne - odpowiadam i wypycham ją za drzwi. Przekręcam klucz w zamku i już po wszystkim.
  Rzucam się na łóżko, rozmyślając o propozycji różowowłosego. Dlaczego dopiero po dwudziestce? Dlaczego nie teraz? Mam już siedemnaście lat, on będzie obchodził swoją siedemnastkę za siedem miesięcy, dwudziestego drugiego grudnia. Moglibyśmy uciec już dziś. Choćby teraz.
  No dobrze. Pomyślę racjonalnie. Moja matka już nie śpi, co znacznie utrudniałoby mi nawet cholerne wyskoczenie przez balkon. W dodatku nie jesteśmy przygotowani na jakąkolwiek podróż. Musimy spakować ciuchy, bieliznę, jakieś pieniądze. Mam oszczędności zebrane dzięki grze w Dizly*; powinny wystarczyć na pewien czas.
  Później porozmawiam o tym z moim słońcem.

  Po godzinie zmieniam miejsce moich rozmyślań, czyli najzwyczajniej w świecie spadam z łóżka. A dlaczego? Przez tego fioletowowłosego durnia. Jak mogłem nie zauważyć, że wlazł do mojego pokoju?!
- Czego?! - warczę.
- Przyszedłem Cię odwiedzić, najdroższy - odpowiada, patrząc się na mnie tym swoim wzrokiem szaleńca planującego morderstwo. - Nie cieszysz się?
  Czy on chce mnie przewiercić na wylot?! - myślę.
- Spierdalaj! 
  Podnoszę się z podłogi tak wściekły, że z chęcią bym mu przywalił.
- Kochany... 
- ŻADNYCH. TAKICH. SŁÓWEK. ZROZUMIANO?!
  Odnoszę wrażenie, że chłopak przyległ do jakiejś niewidzialnej ściany, tak się wystraszył.
- Nie zachowujesz się jak Julia...
- BO MAM INNEGO ROMEO!!! OGARNIJ TO W KOŃCU!!!
  Kiedy wychodzi zrezygnowany, zmęczony osuwam się po ścianie.
  Mam dość tego wszystkiego...

~~~
*Dizly - poprzedni zespół Shoi, czyli pierwszy zespół, w jakim grał. Osobiście nie przepadam za ich muzyką, a "COWARD" polecam na budzik do szkoły.

poniedziałek, 4 maja 2015

| 003 | Romeo i Romeo I.Więc wyjdź za mnie.

  Witam. Trochę czasu minęło od założenia bloga, więc wypada w końcu coś wrzucić. (@_@)
  No więc na początek, krótki opis całej serii.

    Shoya ( DIAURA ) i Koichi ( Mejibray )to odwieczni przyjaciele;     bardzo się kochają, lecz nie mogą     być razem. Rodzice Shoi   wolą, żeby on, skoro już jest gejem, był z Akane [ Gossip ] - synem wspólnika ojca Shoi. Akane jest zazdrosny, że to Koichiego, a nie jego kocha Shoya. Bieg nieszczęśliwych wydarzeń sprawia, że omal nie dochodzi do tragedii.
  Od razu ostrzegam, że ten rozdział nie jest zbyt długi ( ha ha, dobre; on jest króciutki ) i możliwe, iż kolejne też takie będą.


[ Koichi ]

[ Shoya; niestety z nowszych zdjęć na laptopie mam tylko takie.]

[ shoya i Akane. ]


Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: - - -
Beta: - - -

[Shoya] Ze snu wyrywa mnie stukanie czegoś o szybę. Patrzę na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest dopiero 5.00.
  Podchodzę do oka balkonowego. Wśród promieni wschodzącego Słońca stoi Koichi.
- Co Ty tu robisz? - pytam zaspany, uchylając okno.
- "Barierka jest Słońcem,
A ja jestem wschodem" - odpowiada, wchodząc na balkon.
- Wiesz, że to było inaczej, prawda?..
- Wiem. - Różowowłosy uśmiecha się szeroko.
- A tak poza tym, przyszedłeś tu tylko po to, żeby parafrazować Szekspira?
- Po części.
- Po co jeszcze?.. - Zmęczony opieram się o ścianę.
- Po to. - Podchodzi do mnie i delikatnie muska swoimi ustami moje.
  Splatamy palce obu dłoni.
- Pfy. Mało. - Uśmiecham się nieznacznie.
  Koichi wchodząc do pokoju zamyka drzwi i ponownie mnie całuje. Popycha mnie na łóżko i siada na mnie okrakiem. Kładę dłonie na jego udach, a on nachyla się nade mną i robi na szyi malinkę.
- Ach...
- Lubisz tu?.. - szepcze namiętnie.
- Najwyraźniej...
  Podczas gdy on obcałowuje i ssie skórę mojej szyi, ja rozpinam i ściągam jego bluzę. Moim oczom ukazują się wychudzone, lecz piękne nagie ramiona. Dotykam silnie wystających obojczyków Koichiego, a on podnosi się do siadu.
- Chciałbym kiedyś zostać Twoim mężem - mówi.
- A ja Twoim.
- Więc wyjdź za mnie. Wyjedźmy po dwudziestce do Vegas.

sobota, 18 kwietnia 2015

| 002 | "We're all mad here"

  Hej. Jestem kolejną z dwóch autorek bloga, z czego jedną już poznaliście. (´・ω・`)

Mój pseudonim to Tsudzuku. Zapisane w hiraganie znaczy to "ciąg dalszy".

Interesuję się psychologią, sztuką, kulturą Azji (nie tylko Japonii i Korei), modą.

Słucham J-Rocka i K-Popu, z czego moimi ulubionymi zespołami są Mejibray, AvelCain,  Pentagon, Diaura, BTS, Red Velvet i Exo.

Lubię koszykówkę, uczenie się nowych języków, epokę wiktoriańską oraz pisanie. (=^・ω・^)

Pisałam zazwyczaj dla siebie i garstki moich przyjaciół, teraz postanowiłam to przelać na  internetowy arkusz.

Będę tutaj publikować głównie yaoi. (´・ ω・`。)

Mam nadzieję, że będzie nam się dobrze współpracowało.

Na koniec jeszcze garstka innych linków, gdzie można mnie znaleźć: klikku.

| 001 | "Down the rabbit hole"

Witajcie. Z tej strony Akai World. Kłaniam się nisko, a nawet wysoko.
  No cóż, wypadałoby napisać coś o sobie.
  Interesuję się muzyką i kulturą Japońską oraz fotografią. Moja dziewczyna uważa, że jestem kochana, miła, dziwna, bardzo zboczona, skłonna do głębokich refleksji i dziwna po raz drugi. Już kiedyś miałam blog z yaoi, ale, bądźmy szczerzy, nie wyszło. Jestem Gumin, a wieeelką miłością darzę basistę DIAURY ( no i crene, ale to już nieco inna bajka ). Na Arii będę publikować yaoi i hentai mojego autorstwa.