Jako, że z laptopa mam m. in. na blogu problemy z reklamami, a na telefonie nie lubię odpisywać na komentarze, odpowiadam tutaj!
Do "Seiko": Kiedyś śmiałam się, że Ryuka wygląda jak syn Tsuzuku. Tsudzuku chciała, aby to on był seme, lecz wyjaśniłam jej, że Karmu jest o zbyt wiele wyższy od niego, aby być uke; taka Calineczka z niego. Myślałam, że łatwo będzie się domyślić, że Karma to płatny morderca. Kwestia Ryuka, przyznaję, jest nawet bardzo niejasna. Dlatego też kontynuowałam to ( z początku planowałam tylko one shota ). Podoba mi się Twoja interpretacja zachowania Calineczki w drugiej części. Racja, oddał się Karmu w ramach zapłaty, ale tylko między innymi, bo także pałał do niego miłością! Cieszę się, że podoba Ci się postać jaką wykreowałam z Ryu-chana. Jeśli chodzi o zakończenia to, jak może niektórzy zauważyli, mam wielką tendencję do krzywdzenia bohaterów, a śmierć bardzo wpasowywała się w mój koncept - gdyby Ryuka nie umarł, "związek" Karmu z Seiko to już by nie było to samo ( jak również sam Karmu byłby inny ). Nie lubię tandetnych zakończeń, stąd i właśnie trzecia część. Chciałabym zostać w przyszłości m. in. psychologiem lub psychiatrą, więc co nieco o chorobach psychicznych już wiem. xd Panseksualizm to pojęcie bardzo ogólne, dotyczące pociągu do właściwie wszystkiego, dlatego też użyłam go w odniesieniu do Karma x Seiko. Niestety nie potrafiłam rozwinąć tego bardziej, mimo iż po części chciałam. To, dlaczego Ryuka siedział w domu w sukience to właściwie już osobna historia, którą całkowicie mam obmyśloną w swojej głowie i planuję ją kiedyś napisać jako prequel "Seiko", bo zbyt długo by wyjaśniać... Cieszę się, że mimo wszystko zauważyłaś jako taką poprawę w moich pracach; to dla mnie mały sukces. Zła oczywiście nie jestem! (n_n)
Do "Moratorium": TYYY! Czuj mojego focha! *przytup i melodyjka* "Opowiadanie [...] zapowiada się ciekawie." I w tym momencie muszę Cię rozczarować. Kontynuacji nie będzie. Od początku taki był pomysł i zawarłam w tym to, co chciałam. Ciąg dalszy byłby nudny jak "Moda na sukces". Wszystko celowo pisałam w taki sposób, aby choć trochę zbudować napięcie i klimat; tak szybko, w miarę zwięźle i na kilka tematów. Chciałam zaskoczyć. B| Miło mi, że się podobało, a dedykacji będzie więcej! ♡
~~~
Jeśli chodzi o następne opowiadanie. Myślę, że niezbyt prędko pojawi się coś nowego.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIAURA. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DIAURA. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 1 grudnia 2015
niedziela, 27 września 2015
| 015 | yo-ka x Shoya, Tatsuya x Kei, Hizumi x Zero - Moratorium
Bardzo chciałabym podziękować Tsudzuku, bez której prawdopodobnie to opowiadanie stanęłoby w miejscu i nie zostało przez was przeczytane. <3
~~~
Gatunek: yaoi, angst, thriller kryminalno-psychologiczno-erotyczny
~~~
DLA KITY-PON
~~~
Ciemność rozświetlały gdzie-nie-gdzie słabe latarnie. Szła do domu na skróty, wracając od koleżanki. Już od dłuższej chwili słyszała za sobą ciężkie kroki. Ktoś za nią szedł. Bała się, ale wolała nie odwracać.
Niespodziewanie jakaś ręka zatkała jej usta, a druga objęła w pasie i wciągnęła do ciemnego zaułka. Szarpała się, lecz napastnik był zbyt silny.
KILKA LAT PÓŹNIEJ
Siedzieli na podniszczonej kanapie w zatęchłym pomieszczeniu i, paląc papierosy, rozmawiali. yo-ka zażartował, a Kei i Tatsuya zaśmiali się. Shoya smutno wpatrywał się w swoje nogi; wypuścił obłoczek dymu i zaciągnął się po raz kolejny.
- Ej, młody - zawołał do niego przywódca grupy. - Co Ty taki ponury? Koty Ci pozabijali? - uśmieszek nawet na moment nie zszedł z jego twarzy.
- Dzisiaj rocznica śmierci mojej siostry - odpowiedział, nadal trzymając papierosa w ustach.
- Ach... No tak... - nagle stał się przygnębiony i spuścił głowę. - Przepraszam.
Czarnowłosy wyciągnął szluga z ust i zgasił go o oparcie.
- Tęsknię za nią...
Blondyn objął go.
- To zrozumiałe... - mówiąc to, potarł jego ramię. Smutnymi oczyma lustrował śliczną twarz młodszego; przekrwione, szkliste oczy wpatrujące się gdzieś w dal; lekko rozchylone blade wargi; sińce pod powiekami; delikatne zmarszczki ciągnące się od nosa do kącików ust; niemal biała skóra. Tak, był piękny mimo niedoskonałości.
- Chcę się dowiedzieć, kto jej to zrobił - mówił przez łzy, zaciskając pięści. - Chcę w końcu pomścić moją siostrę.
- Pomogę Ci - to mówiąc, yo-ka przysunął się do Shoya jeszcze bardziej i pozwolił by tamten przylgnął do jego ciała. - Wszyscy pomożemy.
Mokre pasma brązowych włosów lepiły się do jego czoła, kiedy szedł do mieszkania swojej miłości. Deszcz spływał po jego skórzanej kurtce, a nasiąknięte wodą spodnie kleiły się do nóg, wywołując lekki dyskomfort.
Wszedł na klatkę schodową. Pokręcił głową, aby strzepać zbłąkane krople i zatupał kilkakrotnie chcąc pozbyć się niechcianego błota ze sportowych butów. Wbiegł po schodach na pierwsze piętro i zapukał do drzwi z numerem 16. Otworzył mu czarnowłosy mężczyzna w samych bokserkach, a on zrobił krok do mieszkania, zarzucił mu ręce na szyję i wyszeptał prosto w usta:
- Zróbmy to, Hizumi.
Nie odpowiedział nic - zamiast tego po prostu pocałował Zero, wziął go na ręce i zaniósł na sypialniane łóżko. Siadł na nim okrakiem i ściągnął górę garderoby. Pochylił się nad nim i musnął jego usta swoimi.
- Kocham Cię, Zero.
- Ja Ciebie też, Hizumi.
Czarnowłosy uśmiechnął się delikatnie, lecz czule. Kochał go. Świadomość tego wywołała w jego sercu poczucie spełnienia, spowodowała gorąco w brzuchu. Tak bardzo chciał to usłyszeć i w końcu to się stało.
Odsunął się w tył i obsypał tors szatyna pocałunkami, polizał jego sutki, drażnił je palcami, a tamten jęczał cicho. Schodził z pieszczotami coraz niżej. Robił malinki na lekko umięśnionym brzuchu, uciskał podbrzusze, aż wreszcie zrzucił z niego buty, spodnie i bieliznę. Wszedł pomiędzy nogi Zero, złapał jego penisa w prawą dłoń, lewą położył mu na udzie i wziął go do buzi. Sssał z pasją, z jaką nigdy wcześniej tego nie robił, gdyż brązowowłosego kochał tak, jak jeszcze nigdy nie kochał.
Zero doszedł, a Hizumi zawisł nad nim i wszedł bez przygotowania. Pasyw krzyknął z bólu, a po jego policzku poleciała łza. Brunet pocałował go w czoło i dopiero po chwili zaczął się w nim poruszać. Robił do delikatnie, z uczuciem. W końcu uległy zaczął odczuwać przyjemność, wzdychał i jęczał coraz głośniej. Wystarczyło kilka minut aby oboje doszli - najpierw on, a potem Hizu.
Dominujący położył się i przytulił do siebie kochanka. Zasnęli, jak tylko uspokoili oddechy.
- Powinniśmy im w końcu powiedzieć - mówiąc to, Kei wpatrywał się w rozciągające się za oknem miasto.
Tatsuya przypadł do niego i jednym zwinnym ruchem powalił na podłogę. Jasnowłosy stęknął z bólu, a tamten obdarł go z ubrań. Usiadł na nim, chwycił obiema rękoma za szyję i zaczął dusić. Dopóki twarz Keia nie przybrała innego koloru nie przestawał, jednakże kiedy to zrobił, uśmiechnął się i namiętnie go pocałował.
- Kocham Cię, wiesz? - zapytał nadal się uśmiechając.
- Gdybyś mnie kochał, nie wstydziłbyś się mnie... - odpowiedział szeptem, nie patrząc na siedzącego na nim chłopaka.
Czarnowłosy strzelił mu mocno w twarz i krzyknął:
- NIE PIERDOL GŁUPOT, SŁYSZYSZ?!
Tamten załkał zduszonym głosem. Trząsł się - może ze strachu, a może z bezsilności.
- Kochaj mnie, Tatsuya.
Nie usłyszał tego. Był zbyt zajęty bezuczuciowym pieprzeniem chłopaka aż do krwi.
Hizumi obudził się w środku nocy nękany przez koszmary. Wstał z łóżka i nago poszedł do łazienki najciszej jak tylko potrafił. Spojrzał w lustro i spostrzegł, że ma przekrwione oczy. Czyżby płakał przez sen? Przejechał po policzkach opuszkami palców; poczuł pod nimi zaschnięte łzy. Odkręcił kran i opłukał twarz zimną wodą, po czym oparł się o umywalkę i zwiesił głowę.
- Ogarnij się, człowieku - powiedział pod nosem sam do siebie. - To już przeszłość.
Nagle poczuł wwiercające się w plecy spojrzenie.
- Co jest już tylko przeszłością, Hizu-chan?..
Następnego dnia w siedzibie panowała tak gęsta atmosfera, że można by ją nożem kroić. Kei siedział w rogu kanapy z nogami przyciągniętymi do tułowia i zlękniony rozglądał się na boki, Tatsuya nerwowo chodził w tę i z powrotem po obskurnym pomieszczeniu, a Shoya niecierpliwie stukał palcami o udo. Czekali na swojego dowódcę, który pół godziny wcześniej napisał do Katsuya, że ma nieprawdopodobną nowinę, ale nie chce wyjawiać jej przez telefon.
Wpadł tam jak huragan i uradowany poderwał obiekt swoich westchnień w uścisku.
- Co się stało? - usłyszał i wtedy też został postawiony na ziemię.
- Dowiedziałem się, kto skrzywdził Twoją siostrę.
Późnym wieczorem zaczęli wcielać w życie obmyślony przez dzień plan działania. yo-ka zadzwonił na podany przez kontakt numer telefonu i poprosił o spotkanie. Mężczyzna zgodził się. Przyszedł punktualnie. Dziwił się, że miejsce spotkania to wyglądający na zapomniany przez świat ciemny zaułek. TEN SAM ciemny zaułek. Zobaczył tam czterech ubranych na czarno mężczyzn. W ich oczach widoczna była chęć mordu.
Dwoje z nich - wysoki, szczupły, o krótkich, czarnych włosach i umięśniony blondyn średniego wzrostu - wyciągnęło zza pasków noże. Dopadli go bez słowa. Cięli i dźgali mocno, gdzie popadło. Po zadaniu mu wielu ran odeszli, a on martwy padł na beton.
KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Wspomnienia tamtych chwil ciągle siedziały w jego głowie, przeszkadzały w codziennym funkcjonowaniu. Nie potrafił wytrzymać ze świadomością, że zdradził kochanego przez siebie człowieka.
Postanowił zrobić to szybko. Kupił u yakuzy dobrą broń. Napisał długi list pożegnalny do swoich rodziców, zgiął go na czworo i włożył do kieszeni spodni. Usiadł po turecku na łóżku, w którym pół roku temu przespał się z Hizumim. Przyłożył pistolet do skroni. I strzelił.
~~~
To pierwsze takie opowiadanie, jakie wyszło spod moich rąk. Jak się wam podobało? A w szczególności Tobie, Kito? Mam nadzieję, że nie było najgorsze. W pewnym momencie pisania, wysłała je koledze, a jego z początku konstruktywna krytyka ostatecznie zakończyła się słowami "To, co piszesz nazywasz sztuką?" To także dodało mi trochę mocy do skończenia tego. I tak oto macie przed sobą coś napisane w głównej mierze w jeden dzień.
~~~
Gatunek: yaoi, angst, thriller kryminalno-psychologiczno-erotyczny
~~~
DLA KITY-PON
~~~
Ciemność rozświetlały gdzie-nie-gdzie słabe latarnie. Szła do domu na skróty, wracając od koleżanki. Już od dłuższej chwili słyszała za sobą ciężkie kroki. Ktoś za nią szedł. Bała się, ale wolała nie odwracać.
Niespodziewanie jakaś ręka zatkała jej usta, a druga objęła w pasie i wciągnęła do ciemnego zaułka. Szarpała się, lecz napastnik był zbyt silny.
KILKA LAT PÓŹNIEJ
Siedzieli na podniszczonej kanapie w zatęchłym pomieszczeniu i, paląc papierosy, rozmawiali. yo-ka zażartował, a Kei i Tatsuya zaśmiali się. Shoya smutno wpatrywał się w swoje nogi; wypuścił obłoczek dymu i zaciągnął się po raz kolejny.
- Ej, młody - zawołał do niego przywódca grupy. - Co Ty taki ponury? Koty Ci pozabijali? - uśmieszek nawet na moment nie zszedł z jego twarzy.
- Dzisiaj rocznica śmierci mojej siostry - odpowiedział, nadal trzymając papierosa w ustach.
- Ach... No tak... - nagle stał się przygnębiony i spuścił głowę. - Przepraszam.
Czarnowłosy wyciągnął szluga z ust i zgasił go o oparcie.
- Tęsknię za nią...
Blondyn objął go.
- To zrozumiałe... - mówiąc to, potarł jego ramię. Smutnymi oczyma lustrował śliczną twarz młodszego; przekrwione, szkliste oczy wpatrujące się gdzieś w dal; lekko rozchylone blade wargi; sińce pod powiekami; delikatne zmarszczki ciągnące się od nosa do kącików ust; niemal biała skóra. Tak, był piękny mimo niedoskonałości.
- Chcę się dowiedzieć, kto jej to zrobił - mówił przez łzy, zaciskając pięści. - Chcę w końcu pomścić moją siostrę.
- Pomogę Ci - to mówiąc, yo-ka przysunął się do Shoya jeszcze bardziej i pozwolił by tamten przylgnął do jego ciała. - Wszyscy pomożemy.
Mokre pasma brązowych włosów lepiły się do jego czoła, kiedy szedł do mieszkania swojej miłości. Deszcz spływał po jego skórzanej kurtce, a nasiąknięte wodą spodnie kleiły się do nóg, wywołując lekki dyskomfort.
Wszedł na klatkę schodową. Pokręcił głową, aby strzepać zbłąkane krople i zatupał kilkakrotnie chcąc pozbyć się niechcianego błota ze sportowych butów. Wbiegł po schodach na pierwsze piętro i zapukał do drzwi z numerem 16. Otworzył mu czarnowłosy mężczyzna w samych bokserkach, a on zrobił krok do mieszkania, zarzucił mu ręce na szyję i wyszeptał prosto w usta:
- Zróbmy to, Hizumi.
Nie odpowiedział nic - zamiast tego po prostu pocałował Zero, wziął go na ręce i zaniósł na sypialniane łóżko. Siadł na nim okrakiem i ściągnął górę garderoby. Pochylił się nad nim i musnął jego usta swoimi.
- Kocham Cię, Zero.
- Ja Ciebie też, Hizumi.
Czarnowłosy uśmiechnął się delikatnie, lecz czule. Kochał go. Świadomość tego wywołała w jego sercu poczucie spełnienia, spowodowała gorąco w brzuchu. Tak bardzo chciał to usłyszeć i w końcu to się stało.
Odsunął się w tył i obsypał tors szatyna pocałunkami, polizał jego sutki, drażnił je palcami, a tamten jęczał cicho. Schodził z pieszczotami coraz niżej. Robił malinki na lekko umięśnionym brzuchu, uciskał podbrzusze, aż wreszcie zrzucił z niego buty, spodnie i bieliznę. Wszedł pomiędzy nogi Zero, złapał jego penisa w prawą dłoń, lewą położył mu na udzie i wziął go do buzi. Sssał z pasją, z jaką nigdy wcześniej tego nie robił, gdyż brązowowłosego kochał tak, jak jeszcze nigdy nie kochał.
Zero doszedł, a Hizumi zawisł nad nim i wszedł bez przygotowania. Pasyw krzyknął z bólu, a po jego policzku poleciała łza. Brunet pocałował go w czoło i dopiero po chwili zaczął się w nim poruszać. Robił do delikatnie, z uczuciem. W końcu uległy zaczął odczuwać przyjemność, wzdychał i jęczał coraz głośniej. Wystarczyło kilka minut aby oboje doszli - najpierw on, a potem Hizu.
Dominujący położył się i przytulił do siebie kochanka. Zasnęli, jak tylko uspokoili oddechy.
- Powinniśmy im w końcu powiedzieć - mówiąc to, Kei wpatrywał się w rozciągające się za oknem miasto.
Tatsuya przypadł do niego i jednym zwinnym ruchem powalił na podłogę. Jasnowłosy stęknął z bólu, a tamten obdarł go z ubrań. Usiadł na nim, chwycił obiema rękoma za szyję i zaczął dusić. Dopóki twarz Keia nie przybrała innego koloru nie przestawał, jednakże kiedy to zrobił, uśmiechnął się i namiętnie go pocałował.
- Kocham Cię, wiesz? - zapytał nadal się uśmiechając.
- Gdybyś mnie kochał, nie wstydziłbyś się mnie... - odpowiedział szeptem, nie patrząc na siedzącego na nim chłopaka.
Czarnowłosy strzelił mu mocno w twarz i krzyknął:
- NIE PIERDOL GŁUPOT, SŁYSZYSZ?!
Tamten załkał zduszonym głosem. Trząsł się - może ze strachu, a może z bezsilności.
- Kochaj mnie, Tatsuya.
Nie usłyszał tego. Był zbyt zajęty bezuczuciowym pieprzeniem chłopaka aż do krwi.
Hizumi obudził się w środku nocy nękany przez koszmary. Wstał z łóżka i nago poszedł do łazienki najciszej jak tylko potrafił. Spojrzał w lustro i spostrzegł, że ma przekrwione oczy. Czyżby płakał przez sen? Przejechał po policzkach opuszkami palców; poczuł pod nimi zaschnięte łzy. Odkręcił kran i opłukał twarz zimną wodą, po czym oparł się o umywalkę i zwiesił głowę.
- Ogarnij się, człowieku - powiedział pod nosem sam do siebie. - To już przeszłość.
Nagle poczuł wwiercające się w plecy spojrzenie.
- Co jest już tylko przeszłością, Hizu-chan?..
Następnego dnia w siedzibie panowała tak gęsta atmosfera, że można by ją nożem kroić. Kei siedział w rogu kanapy z nogami przyciągniętymi do tułowia i zlękniony rozglądał się na boki, Tatsuya nerwowo chodził w tę i z powrotem po obskurnym pomieszczeniu, a Shoya niecierpliwie stukał palcami o udo. Czekali na swojego dowódcę, który pół godziny wcześniej napisał do Katsuya, że ma nieprawdopodobną nowinę, ale nie chce wyjawiać jej przez telefon.
Wpadł tam jak huragan i uradowany poderwał obiekt swoich westchnień w uścisku.
- Co się stało? - usłyszał i wtedy też został postawiony na ziemię.
- Dowiedziałem się, kto skrzywdził Twoją siostrę.
Późnym wieczorem zaczęli wcielać w życie obmyślony przez dzień plan działania. yo-ka zadzwonił na podany przez kontakt numer telefonu i poprosił o spotkanie. Mężczyzna zgodził się. Przyszedł punktualnie. Dziwił się, że miejsce spotkania to wyglądający na zapomniany przez świat ciemny zaułek. TEN SAM ciemny zaułek. Zobaczył tam czterech ubranych na czarno mężczyzn. W ich oczach widoczna była chęć mordu.
Dwoje z nich - wysoki, szczupły, o krótkich, czarnych włosach i umięśniony blondyn średniego wzrostu - wyciągnęło zza pasków noże. Dopadli go bez słowa. Cięli i dźgali mocno, gdzie popadło. Po zadaniu mu wielu ran odeszli, a on martwy padł na beton.
KILKA MIESIĘCY PÓŹNIEJ
Wspomnienia tamtych chwil ciągle siedziały w jego głowie, przeszkadzały w codziennym funkcjonowaniu. Nie potrafił wytrzymać ze świadomością, że zdradził kochanego przez siebie człowieka.
Postanowił zrobić to szybko. Kupił u yakuzy dobrą broń. Napisał długi list pożegnalny do swoich rodziców, zgiął go na czworo i włożył do kieszeni spodni. Usiadł po turecku na łóżku, w którym pół roku temu przespał się z Hizumim. Przyłożył pistolet do skroni. I strzelił.
~~~
To pierwsze takie opowiadanie, jakie wyszło spod moich rąk. Jak się wam podobało? A w szczególności Tobie, Kito? Mam nadzieję, że nie było najgorsze. W pewnym momencie pisania, wysłała je koledze, a jego z początku konstruktywna krytyka ostatecznie zakończyła się słowami "To, co piszesz nazywasz sztuką?" To także dodało mi trochę mocy do skończenia tego. I tak oto macie przed sobą coś napisane w głównej mierze w jeden dzień.
piątek, 19 czerwca 2015
| 012 | yo-ka x Shoya - Dzień, który zmienił moje życie ( mini-mini-[...]-mini shot )
Dla Yune.miko i Kity-pon. Mini-mini-[...]-mini shot, który mega-mega-[...]-mega nie wyszedł. ;;
~~~
Gatunek: yaoi
Beta: ---
~~~
Pewnego dnia do moich drzwi zapukał niski blondynek i przedstawił się jako Katsuya* Shoya. Poprosił mnie o korepetycje z muzyki. Zgodziłem się, ale tylko dlatego, że mi się fizycznie spodobał. Było coś uroczego w tym smutnym spojrzeniu i pulchnych policzkach.
Podczas codziennych lekcji sporo się o nim dowiedziałem przez te pół roku. Np. że ma czternaście lat. Nielegalny...
Właściwie to nie wiem, co mnie pokusiło, żeby brać się za takiego gówniarza. Popełniłem okropny błąd.
Opowiem wam o dniu, w którym popełniłem najgorszą pomyłkę - o dniu, który zmienił moje życie.
To był piątek. Chłopak, jak zawsze punktualnie, przyszedł do mnie o szesnastej. Korepetycje mijały w miarę spokojnie; od czasu do czasu dotykałem jego ud, a on nie protestował. Jak przystało na dobrego belfra - byłem w stosunku do niego cierpliwy, a on, jak dobry uczeń, z uwagą słuchał tego, co mówiłem i notował najważniejsze rzeczy.
W pewnym momencie zaschło mi w gardle, więc udałem się do kuchni. Z lodówki wyciągnąłem butelkę wody opróżnioną w trzech czwartych i wódkę**. Zapewne łatwo się domyśliliście, co z tymi napojami zrobiłem.
Wracając do salonu, pociągnąłem duży łyk. Usiadłem koło blondynka i poprosiłem go, aby wziął gitarę i zagrał mi "Dla Elizy". Posłusznie to zrobił. Piłem rozrzedzony alkohol, rozluźniałem się.
Procenty skończyły się wraz z muzyką. Wtedy bardziej przysunąłem się do Katsuya.
- Ej młody - powiedziałem. - Zrób mi loda.
Wytrzeszczył oczy; nie chciał tego zrobić i teraz to rozumiem. Ale wtedy nie rozumiałem, zmusiłem go. Płakał, kiedy pieprzyłem go w usta. Byłem potworem.
Kiedy doszedłem, zrobiłem sobie chwilę na odpoczynek, jednakże nie trwała ona długo. Zsunąłem chłopakowi spodnie oraz bokserki i wszedłem w niego do końca. Krzyczał w niebo głosy, a po jego nogach spływała krew. Miałem wtedy gdzieś jego cierpienie. Teraz żałuję.
Był taką wspaniałą osobą. Właśnie... BYŁ.
19 czerwca 2009 roku***, godzina 17:30. W wyniku obrażeń wewnętrznych spowodowanych gwałtem Katsuya Shoya umiera.
~~~
* Katsuya - rzekomo jest to prawdziwe nazwisko Shoya.
** yo-ka w jednym z wywiadów przyznał, że ma słabą tolerancję na alkohol i powiedział, że gdyby się upił, prawdopodobnie rzucałby się przez sen i wymiotował.
*** 19.06 na w roku 2009 to na prawdę był piątek.
~~~
Rany, to jest krótsze od JAKIEGOKOLWIEK rozdziału "Romeo i Romeo". ;; Zabijcie mnie. (T_T)/~~~
~~~
UWAGA!!! Na potrzeby opowiadania wzrost Shoya został zmieniony tak, aby basista był niższy od wokalisty. A kolor włosów ma w tym shocie taki, a nie inny, bo... bo tak.~~~
Gatunek: yaoi
Beta: ---
~~~
Pewnego dnia do moich drzwi zapukał niski blondynek i przedstawił się jako Katsuya* Shoya. Poprosił mnie o korepetycje z muzyki. Zgodziłem się, ale tylko dlatego, że mi się fizycznie spodobał. Było coś uroczego w tym smutnym spojrzeniu i pulchnych policzkach.
Podczas codziennych lekcji sporo się o nim dowiedziałem przez te pół roku. Np. że ma czternaście lat. Nielegalny...
Właściwie to nie wiem, co mnie pokusiło, żeby brać się za takiego gówniarza. Popełniłem okropny błąd.
Opowiem wam o dniu, w którym popełniłem najgorszą pomyłkę - o dniu, który zmienił moje życie.
To był piątek. Chłopak, jak zawsze punktualnie, przyszedł do mnie o szesnastej. Korepetycje mijały w miarę spokojnie; od czasu do czasu dotykałem jego ud, a on nie protestował. Jak przystało na dobrego belfra - byłem w stosunku do niego cierpliwy, a on, jak dobry uczeń, z uwagą słuchał tego, co mówiłem i notował najważniejsze rzeczy.
W pewnym momencie zaschło mi w gardle, więc udałem się do kuchni. Z lodówki wyciągnąłem butelkę wody opróżnioną w trzech czwartych i wódkę**. Zapewne łatwo się domyśliliście, co z tymi napojami zrobiłem.
Wracając do salonu, pociągnąłem duży łyk. Usiadłem koło blondynka i poprosiłem go, aby wziął gitarę i zagrał mi "Dla Elizy". Posłusznie to zrobił. Piłem rozrzedzony alkohol, rozluźniałem się.
Procenty skończyły się wraz z muzyką. Wtedy bardziej przysunąłem się do Katsuya.
- Ej młody - powiedziałem. - Zrób mi loda.
Wytrzeszczył oczy; nie chciał tego zrobić i teraz to rozumiem. Ale wtedy nie rozumiałem, zmusiłem go. Płakał, kiedy pieprzyłem go w usta. Byłem potworem.
Kiedy doszedłem, zrobiłem sobie chwilę na odpoczynek, jednakże nie trwała ona długo. Zsunąłem chłopakowi spodnie oraz bokserki i wszedłem w niego do końca. Krzyczał w niebo głosy, a po jego nogach spływała krew. Miałem wtedy gdzieś jego cierpienie. Teraz żałuję.
Był taką wspaniałą osobą. Właśnie... BYŁ.
19 czerwca 2009 roku***, godzina 17:30. W wyniku obrażeń wewnętrznych spowodowanych gwałtem Katsuya Shoya umiera.
~~~
* Katsuya - rzekomo jest to prawdziwe nazwisko Shoya.
** yo-ka w jednym z wywiadów przyznał, że ma słabą tolerancję na alkohol i powiedział, że gdyby się upił, prawdopodobnie rzucałby się przez sen i wymiotował.
*** 19.06 na w roku 2009 to na prawdę był piątek.
~~~
Rany, to jest krótsze od JAKIEGOKOLWIEK rozdziału "Romeo i Romeo". ;; Zabijcie mnie. (T_T)/~~~
piątek, 12 czerwca 2015
| 011| Romeo i Romeo IV. Odłamki.
W końcu wzięłam się za siebie i to napisałam. Długość oczywiście przebojowa. *kciuk w górę*

Może się wam przydać podczas czytania.
~~~
Gatunek: yaoi
Beta: ---
~~~
- Oszalałeś! - krzyczy. - Aczkolwiek chyba się zgadzam. Hmm... - kładzie palec na ustach. - Tak, zgadzam się.
- Dziękuję! - uradowany rzucam mu się na szyję i całuję namiętnie.
- Ale w zamian za to jednak udostępnisz mi swój odbyt.
Robię dziubek jak polska nastolatka i zerkam na bok z udawanym zastanowieniem.
- No nie wiem...
Koichi śmieje się perliście.
- Dobry żart, kocie.
- Prawda?
Z uśmiechem na ustach kładę się na łóżku. Różowowłosy siada na mnie okrakiem. Jęczę przeciągle, czując jego pośladki na swoim twardym do granic możliwości penisie. Chłopak rusza biodrami w przód i w tył, seksownie rozchylając przy tym usta.
- Jeśli zaraz mnie do końca nie rozbierzesz, dojdę w majtki.
- Och, wybacz mi mą głupotę.
Schodzi ze mnie i staje na podłodze. Drżącymi, nie wiem, czy z podniecenia, czy ze strachu, dłońmi ściąga mi bokserki. Jest jeszcze taki nieporadny; widać, że dopiero niedawno zaczął. Jestem jego pierwszym i obym był ostatnim.
Koichi pozbywa się również reszty swojego odzienia i wskakuje mi między nogi, które przed chwilą minimalnie rozsunąłem. Zarzucam mu je na plecy, a on opiera się po obu stronach mojej głowy i wchodzi we mnie bez przygotowania. Krzyczę wbijając paznokcie w leżącą pode mną kołdrę.
Nawet na chwilę się nie zatrzymuje; nieprzerwanie porusza się we mnie w szybkim tempie. Koichi wzdycha prosto w moją twarz, po czym wydaje z siebie przeciągły jęk.
- Nie za szybko?
- Przepraszam.
Dochodzi, a ja zaraz po nim. Kładzie się obok mnie.
- Na prawdę przepraszam... ale już tak mi się chciało...
Ziewam. Moje powieki powoli opadają. Po chwili zapadam w sen.
Budzę się, lecz nadal jestem zmęczony. Przecieram oczy. Spałem dwie godziny. Mój chłopak pochrapuje obok, a różowa grzywka zasłania mu niemal całą twarz. Głaszczę go po policzku. Uwielbiam czuć pod palcami jego skórę; jest taka delikatna, miła w dotyku.
Wstaję. Idę do łazienki. Wkładam korek do wanny i odkręcam gorącą wodę. Dodaję trochę płynu do kąpieli, robię pianę i zakręcam kurek. Wchodzę.
Woda parzy moje stopy. Mam wrażenie, jakby skóra miała ze mnie zejść, ale mimo to zanurzam się w niej po szyję. Odcinam się od świata.
Rozmyślania przerywa mi skrzypienie drzwi. Otwieram oczy. To Koichi.
- Możesz protestować, ale i tak zrobimy to jeszcze w wannie.
Wytrzeszczam oczy. Co za seksoholik.
- Dupa mnie boli.
Siedzę na łóżku, a Koichi pakuje nieco moich rzeczy do plecaka, w którym są już jego ubrania. Opieram się rękoma o brzeg materaca.
- Jak ja będę siedział na motocyklu?..
- Położę Ci poduszkę pod pupę.
Śmieję się. Jego poczucie humoru jest niesamowite.
- Interesująco by to wyglądało, nie sądzisz? - pyta. - Różowowłosy awangardowy nastolatek prowadzący czarnego ścigacza, a za nim siedzi jego blondynek z plecakiem zarzuconym na ramiona i poduszką pod tyłkiem.
Razem wybuchamy śmiechem, lecz po chwili gwałtownie milkniemy.
- Myślisz, że damy sobie radę?.. - Zwieszam głowę, gdyż trochę mi wstyd - w końcu sam to wszystko wymyśliłem.
- Oczywiście, że tak. Jesteśmy silni.
...
Gówno prawda. Silni nie uciekają, tylko starają się przetrwać, choćby byli w najgorszym bagnie. Jesteśmy słabi. Słabi jak lustra. Kiedy dosięgnie nas jakiś cios, pękamy. Z czasem pęknięcie robi się coraz większe, odchodzą z niego inne pęknięcia, tworzą się nowe, wywołane innym ciosem. W końcu pękamy na miliard odłamków. Jak puzzle z motywem impresjonizmu - nie da się nas później złożyć.
Pędzimy ciągnącym się przez wzgórza asfaltem. Wchodząc w zakręt, Koichi próbuje zwolnić, lecz... nic się ie dzieje.
- Nosz kurwa, co jest?! - denerwuje się, ponownie próbując przyhamować.
[ Akane ] Siedzę na balkonie i spokojnie palę papierosa. Patrzę się na blok, w którym mieszka Shoya. Ciekawe, co teraz robi. Chciałbym móc się do niego przytulić, szeptać mu do ucha mruczące "Kocham Cię". Ale on woli tego dziwaka. Co w nim widzi? Wysoki i kościsty, a w dodatku te włosy; wygląda jak miotła z różowymi włosami, a nie jak facet. A ja? Też jestem wysoki, ale mam trochę mięśni i brązowe włosy zamiast jakiegoś pedalskiego kolorku.
Nagle przychodzi mi do głowy niepokojąca myśl. A co, jeśli Shoya też będzie jechał na jego motorze? Albo, co gorsza, już to zrobił?.. Jak rażony prądem wybiegam z pokoju i pędzę do salonu, gdzie zastaję swoją rodzicielkę.
- Mamoo! - wołam. - Zrobiłem coś bardzo głupiego...
Przez łzy opowiadam jej o wszystkim, co czuję do Katsui i co zrobiłem.
[ Shoya ] Gdzie on jest?.. Gdzie mój skarb?.. Koichi... Gdzie jesteś, najdroższy?.. Nigdzie go nie widzę. Leżę na plecach i rozglądam się za swoim chłopakiem. Plecak zamortyzował mój upadek, lecz jego nie miało co ochronić. Oby nie upadł zbyt pechowo... Nie przeżyłbym bez niego.
Po omacku wyjmuję ze spodni popękany telefon i dzwonię na pogotowie.
Nie wiem, ile czasu minęło, bo bateria się rozładowała. Nie mam pojęcia, jak długo już czekam. Ale w końcu przyjeżdżają.
- Gdzie jest Koichi-chan?.. - pytam, kiedy podchodzi do mnie jeden z sanitariuszy.
- Koledzy już się nim zajmują - odpowiada. - Po Ciebie już jedzie druga karetka.
Mężczyzna bada mnie. Okazuje się, że jestem dość mocno poobijany i mam złamaną lewą nogę. Rekonwalescencja zapewne będzie długa, ale przynajmniej żyję. OBOJE żyjemy.
~~~
Właściwie to myślałam, że krótszy ten rozdział będzie.
W przygotowaniu już jest yo-ka x Shoya dla Rukisiowej Kotałki i Kity. Wybaczcie, że tak za jednym zamachem, ale skoro obie chciałyście... (@_@)
INFORMACJA. Rezygnuję z kategorii "Ostrzeżenia"; stwierdziłam, że robi za dużo spoilerów.Łapajcie zdjęcie Akane:

Może się wam przydać podczas czytania.
~~~
Gatunek: yaoi
Beta: ---
~~~
- Oszalałeś! - krzyczy. - Aczkolwiek chyba się zgadzam. Hmm... - kładzie palec na ustach. - Tak, zgadzam się.
- Dziękuję! - uradowany rzucam mu się na szyję i całuję namiętnie.
- Ale w zamian za to jednak udostępnisz mi swój odbyt.
Robię dziubek jak polska nastolatka i zerkam na bok z udawanym zastanowieniem.
- No nie wiem...
Koichi śmieje się perliście.
- Dobry żart, kocie.
- Prawda?
Z uśmiechem na ustach kładę się na łóżku. Różowowłosy siada na mnie okrakiem. Jęczę przeciągle, czując jego pośladki na swoim twardym do granic możliwości penisie. Chłopak rusza biodrami w przód i w tył, seksownie rozchylając przy tym usta.
- Jeśli zaraz mnie do końca nie rozbierzesz, dojdę w majtki.
- Och, wybacz mi mą głupotę.
Schodzi ze mnie i staje na podłodze. Drżącymi, nie wiem, czy z podniecenia, czy ze strachu, dłońmi ściąga mi bokserki. Jest jeszcze taki nieporadny; widać, że dopiero niedawno zaczął. Jestem jego pierwszym i obym był ostatnim.
Koichi pozbywa się również reszty swojego odzienia i wskakuje mi między nogi, które przed chwilą minimalnie rozsunąłem. Zarzucam mu je na plecy, a on opiera się po obu stronach mojej głowy i wchodzi we mnie bez przygotowania. Krzyczę wbijając paznokcie w leżącą pode mną kołdrę.
Nawet na chwilę się nie zatrzymuje; nieprzerwanie porusza się we mnie w szybkim tempie. Koichi wzdycha prosto w moją twarz, po czym wydaje z siebie przeciągły jęk.
- Nie za szybko?
- Przepraszam.
Dochodzi, a ja zaraz po nim. Kładzie się obok mnie.
- Na prawdę przepraszam... ale już tak mi się chciało...
Ziewam. Moje powieki powoli opadają. Po chwili zapadam w sen.
Budzę się, lecz nadal jestem zmęczony. Przecieram oczy. Spałem dwie godziny. Mój chłopak pochrapuje obok, a różowa grzywka zasłania mu niemal całą twarz. Głaszczę go po policzku. Uwielbiam czuć pod palcami jego skórę; jest taka delikatna, miła w dotyku.
Wstaję. Idę do łazienki. Wkładam korek do wanny i odkręcam gorącą wodę. Dodaję trochę płynu do kąpieli, robię pianę i zakręcam kurek. Wchodzę.
Woda parzy moje stopy. Mam wrażenie, jakby skóra miała ze mnie zejść, ale mimo to zanurzam się w niej po szyję. Odcinam się od świata.
Rozmyślania przerywa mi skrzypienie drzwi. Otwieram oczy. To Koichi.
- Możesz protestować, ale i tak zrobimy to jeszcze w wannie.
Wytrzeszczam oczy. Co za seksoholik.
- Dupa mnie boli.
Siedzę na łóżku, a Koichi pakuje nieco moich rzeczy do plecaka, w którym są już jego ubrania. Opieram się rękoma o brzeg materaca.
- Jak ja będę siedział na motocyklu?..
- Położę Ci poduszkę pod pupę.
Śmieję się. Jego poczucie humoru jest niesamowite.
- Interesująco by to wyglądało, nie sądzisz? - pyta. - Różowowłosy awangardowy nastolatek prowadzący czarnego ścigacza, a za nim siedzi jego blondynek z plecakiem zarzuconym na ramiona i poduszką pod tyłkiem.
Razem wybuchamy śmiechem, lecz po chwili gwałtownie milkniemy.
- Myślisz, że damy sobie radę?.. - Zwieszam głowę, gdyż trochę mi wstyd - w końcu sam to wszystko wymyśliłem.
- Oczywiście, że tak. Jesteśmy silni.
...
Gówno prawda. Silni nie uciekają, tylko starają się przetrwać, choćby byli w najgorszym bagnie. Jesteśmy słabi. Słabi jak lustra. Kiedy dosięgnie nas jakiś cios, pękamy. Z czasem pęknięcie robi się coraz większe, odchodzą z niego inne pęknięcia, tworzą się nowe, wywołane innym ciosem. W końcu pękamy na miliard odłamków. Jak puzzle z motywem impresjonizmu - nie da się nas później złożyć.
Pędzimy ciągnącym się przez wzgórza asfaltem. Wchodząc w zakręt, Koichi próbuje zwolnić, lecz... nic się ie dzieje.
- Nosz kurwa, co jest?! - denerwuje się, ponownie próbując przyhamować.
[ Akane ] Siedzę na balkonie i spokojnie palę papierosa. Patrzę się na blok, w którym mieszka Shoya. Ciekawe, co teraz robi. Chciałbym móc się do niego przytulić, szeptać mu do ucha mruczące "Kocham Cię". Ale on woli tego dziwaka. Co w nim widzi? Wysoki i kościsty, a w dodatku te włosy; wygląda jak miotła z różowymi włosami, a nie jak facet. A ja? Też jestem wysoki, ale mam trochę mięśni i brązowe włosy zamiast jakiegoś pedalskiego kolorku.
Nagle przychodzi mi do głowy niepokojąca myśl. A co, jeśli Shoya też będzie jechał na jego motorze? Albo, co gorsza, już to zrobił?.. Jak rażony prądem wybiegam z pokoju i pędzę do salonu, gdzie zastaję swoją rodzicielkę.
- Mamoo! - wołam. - Zrobiłem coś bardzo głupiego...
Przez łzy opowiadam jej o wszystkim, co czuję do Katsui i co zrobiłem.
[ Shoya ] Gdzie on jest?.. Gdzie mój skarb?.. Koichi... Gdzie jesteś, najdroższy?.. Nigdzie go nie widzę. Leżę na plecach i rozglądam się za swoim chłopakiem. Plecak zamortyzował mój upadek, lecz jego nie miało co ochronić. Oby nie upadł zbyt pechowo... Nie przeżyłbym bez niego.
Po omacku wyjmuję ze spodni popękany telefon i dzwonię na pogotowie.
Nie wiem, ile czasu minęło, bo bateria się rozładowała. Nie mam pojęcia, jak długo już czekam. Ale w końcu przyjeżdżają.
- Gdzie jest Koichi-chan?.. - pytam, kiedy podchodzi do mnie jeden z sanitariuszy.
- Koledzy już się nim zajmują - odpowiada. - Po Ciebie już jedzie druga karetka.
Mężczyzna bada mnie. Okazuje się, że jestem dość mocno poobijany i mam złamaną lewą nogę. Rekonwalescencja zapewne będzie długa, ale przynajmniej żyję. OBOJE żyjemy.
THE END
~~~
Właściwie to myślałam, że krótszy ten rozdział będzie.
W przygotowaniu już jest yo-ka x Shoya dla Rukisiowej Kotałki i Kity. Wybaczcie, że tak za jednym zamachem, ale skoro obie chciałyście... (@_@)
środa, 13 maja 2015
| 007 | R.I.P. Romea. [*]
Z bólem serca oświadczam, że seria Romeo i Romeo zostaje zawieszona z powodu beznadziejnych pomysłów autorki na ciąg dalszy. Wrócę do tego, jak wymyślę sensowny i długi rozdział. Wybaczcie.
sobota, 9 maja 2015
| 004 | Romeo i Romeo II. Kiedy uciec, żeby nie zwariować?
Łii. Mamy lepsze zdjęcie Shoi. Łii. (*-*)
On jest taki piękny. (*-*) Ostatnio usłyszałam, że jestem do niego podobna. (*-*) I to nie raz, a kilka razy. (*-*)
Łapajcie jeszcze nowsze zdjęcie Kojczana:
No to tak.
...
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: długość ( a raczej: krótkość ) opowiadania; no ale tym razem przynajmniej nie powiększyłam czcionki, żeby wyglądało na długie
Beta: - - -
~~~
Już, już mam odpowiedzieć, ale słyszę, jak podłoga na korytarzu skrzypi pod wpływem czyiś kroków.
- O cholera, pewnie mama się obudziła - mówię. - Ubieraj się i uciekaj.
Koichi robi to, co mu każę. Z wielką niechęcią, ale jednak to robi. Po jego wyjściu doprowadzam nieco do porządku swoją zarumienioną mordkę.
Nagle do pokoju wchodzi moja rodzicielka ubrana w puchaty niebieski szlafrok i zielone kapcie z polaru. Wygląda jak typowa gospodyni domowa z zachodnich seriali.
- Dlaczegóż to już nie śpi mój wyrodny pierworodny? - pyta. Suka.
- Nie ważne - odpowiadam i wypycham ją za drzwi. Przekręcam klucz w zamku i już po wszystkim.
Rzucam się na łóżko, rozmyślając o propozycji różowowłosego. Dlaczego dopiero po dwudziestce? Dlaczego nie teraz? Mam już siedemnaście lat, on będzie obchodził swoją siedemnastkę za siedem miesięcy, dwudziestego drugiego grudnia. Moglibyśmy uciec już dziś. Choćby teraz.
No dobrze. Pomyślę racjonalnie. Moja matka już nie śpi, co znacznie utrudniałoby mi nawet cholerne wyskoczenie przez balkon. W dodatku nie jesteśmy przygotowani na jakąkolwiek podróż. Musimy spakować ciuchy, bieliznę, jakieś pieniądze. Mam oszczędności zebrane dzięki grze w Dizly*; powinny wystarczyć na pewien czas.
Później porozmawiam o tym z moim słońcem.
Po godzinie zmieniam miejsce moich rozmyślań, czyli najzwyczajniej w świecie spadam z łóżka. A dlaczego? Przez tego fioletowowłosego durnia. Jak mogłem nie zauważyć, że wlazł do mojego pokoju?!
- Czego?! - warczę.
- Przyszedłem Cię odwiedzić, najdroższy - odpowiada, patrząc się na mnie tym swoim wzrokiem szaleńca planującego morderstwo. - Nie cieszysz się?
Czy on chce mnie przewiercić na wylot?! - myślę.
- Spierdalaj!
Podnoszę się z podłogi tak wściekły, że z chęcią bym mu przywalił.
- Kochany...
- ŻADNYCH. TAKICH. SŁÓWEK. ZROZUMIANO?!
Odnoszę wrażenie, że chłopak przyległ do jakiejś niewidzialnej ściany, tak się wystraszył.
- Nie zachowujesz się jak Julia...
- BO MAM INNEGO ROMEO!!! OGARNIJ TO W KOŃCU!!!
Kiedy wychodzi zrezygnowany, zmęczony osuwam się po ścianie.
Mam dość tego wszystkiego...
~~~
*Dizly - poprzedni zespół Shoi, czyli pierwszy zespół, w jakim grał. Osobiście nie przepadam za ich muzyką, a "COWARD" polecam na budzik do szkoły.
poniedziałek, 4 maja 2015
| 003 | Romeo i Romeo I.Więc wyjdź za mnie.
Witam. Trochę czasu minęło od założenia bloga, więc wypada w końcu coś wrzucić. (@_@)
No więc na początek, krótki opis całej serii.
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: - - -
Beta: - - -
[Shoya] Ze snu wyrywa mnie stukanie czegoś o szybę. Patrzę na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest dopiero 5.00.
Podchodzę do oka balkonowego. Wśród promieni wschodzącego Słońca stoi Koichi.
- Co Ty tu robisz? - pytam zaspany, uchylając okno.
- "Barierka jest Słońcem,
A ja jestem wschodem" - odpowiada, wchodząc na balkon.
- Wiesz, że to było inaczej, prawda?..
- Wiem. - Różowowłosy uśmiecha się szeroko.
- A tak poza tym, przyszedłeś tu tylko po to, żeby parafrazować Szekspira?
- Po części.
- Po co jeszcze?.. - Zmęczony opieram się o ścianę.
- Po to. - Podchodzi do mnie i delikatnie muska swoimi ustami moje.
Splatamy palce obu dłoni.
- Pfy. Mało. - Uśmiecham się nieznacznie.
Koichi wchodząc do pokoju zamyka drzwi i ponownie mnie całuje. Popycha mnie na łóżko i siada na mnie okrakiem. Kładę dłonie na jego udach, a on nachyla się nade mną i robi na szyi malinkę.
- Ach...
- Lubisz tu?.. - szepcze namiętnie.
- Najwyraźniej...
Podczas gdy on obcałowuje i ssie skórę mojej szyi, ja rozpinam i ściągam jego bluzę. Moim oczom ukazują się wychudzone, lecz piękne nagie ramiona. Dotykam silnie wystających obojczyków Koichiego, a on podnosi się do siadu.
- Chciałbym kiedyś zostać Twoim mężem - mówi.
- A ja Twoim.
- Więc wyjdź za mnie. Wyjedźmy po dwudziestce do Vegas.
No więc na początek, krótki opis całej serii.
Shoya ( DIAURA ) i Koichi ( Mejibray )to odwieczni przyjaciele; bardzo się kochają, lecz nie mogą być razem. Rodzice Shoi wolą, żeby on, skoro już jest gejem, był z Akane [ Gossip ] - synem wspólnika ojca Shoi. Akane jest zazdrosny, że to Koichiego, a nie jego kocha Shoya. Bieg nieszczęśliwych wydarzeń sprawia, że omal nie dochodzi do tragedii.
Od razu ostrzegam, że ten rozdział nie jest zbyt długi ( ha ha, dobre; on jest króciutki ) i możliwe, iż kolejne też takie będą.
[ Koichi ]
[ Shoya; niestety z nowszych zdjęć na laptopie mam tylko takie.]
[ shoya i Akane. ]
Ostrzeżenia: - - -
Beta: - - -
[Shoya] Ze snu wyrywa mnie stukanie czegoś o szybę. Patrzę na zegarek stojący na szafce nocnej. Jest dopiero 5.00.
Podchodzę do oka balkonowego. Wśród promieni wschodzącego Słońca stoi Koichi.
- Co Ty tu robisz? - pytam zaspany, uchylając okno.
- "Barierka jest Słońcem,
A ja jestem wschodem" - odpowiada, wchodząc na balkon.
- Wiesz, że to było inaczej, prawda?..
- Wiem. - Różowowłosy uśmiecha się szeroko.
- A tak poza tym, przyszedłeś tu tylko po to, żeby parafrazować Szekspira?
- Po części.
- Po co jeszcze?.. - Zmęczony opieram się o ścianę.
- Po to. - Podchodzi do mnie i delikatnie muska swoimi ustami moje.
Splatamy palce obu dłoni.
- Pfy. Mało. - Uśmiecham się nieznacznie.
Koichi wchodząc do pokoju zamyka drzwi i ponownie mnie całuje. Popycha mnie na łóżko i siada na mnie okrakiem. Kładę dłonie na jego udach, a on nachyla się nade mną i robi na szyi malinkę.
- Ach...
- Lubisz tu?.. - szepcze namiętnie.
- Najwyraźniej...
Podczas gdy on obcałowuje i ssie skórę mojej szyi, ja rozpinam i ściągam jego bluzę. Moim oczom ukazują się wychudzone, lecz piękne nagie ramiona. Dotykam silnie wystających obojczyków Koichiego, a on podnosi się do siadu.
- Chciałbym kiedyś zostać Twoim mężem - mówi.
- A ja Twoim.
- Więc wyjdź za mnie. Wyjedźmy po dwudziestce do Vegas.
Subskrybuj:
Posty (Atom)




