Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Masa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 9 listopada 2015

| 020 | Atumnal love ( seria Trouble of Torture )

  Dziś jest wyjątkowo pogodny dzień. Spaceruję z Hirohito po parku. Rozmawiając, obserwujemy dzieci, które wesoło bawią się w berka. Ich śmiech niesie się wokół wraz z wiatrem. Przystajemy. Odchylam głowę do tyłu i z uśmiechem spoglądam w niebo.
- Chciałbyś mieć kiedyś dzieci?
  Najwyraźniej jest zaskoczony moim pytaniem, ponieważ przez milczy. Obserwuję, jak kłębiaste, przypominające watę cukrową chmury przewijają się nad Tokio. Słowa "stolica" i "spokój" zazwyczaj są jak antonimy, ale teraz, tutaj to wyrazy bliskoznaczne. Ten park żyje własnym życiem.
- Myślę, że nie byłbym dobrym ojcem - mówi nagle.
- Dlaczego tak uważasz? - staję naprzeciw niego i spoglądam mu w oczy. Obiema dłońmi chwytam jego twarz. - Przecież jesteś cudowny. Pamiętam, jak śpiewałeś kiedyś tą piosenkę z "Krainy lodu". Zaśpiewasz dla mnie?
  Uśmiecha się nieśmiało i oblewa rumieńcem. Cicho, niezbyt chętnie zaczyna śpiewać:
Yukidaruma tsukurou yooo
mou soto de asobou
Konogoro wa nazeka
awanai no wa
nanndedarooo
Przesuwam ręce na jego kark i, śmiejąc się, wtulam się w zagłębienie jego obojczyka. Głęboko wciągam do płuc jego zapach.
makushi wa itsudemo
isshou datta noni
naze kieta nooo
Oplata mnie rękoma w pasie i całuje w czubek głowy. Kątem oka zauważam, że dwie dziewczynki z długimi warkoczami przysłuchują się wyczynom mojego przyjaciela z uradowanymi buźkami. Nieco podnoszę głowę i macham do nich. Oburzone i wyraźnie zdegustowane matki podchodzą i odciągają je. Czarnowłosy przestaje śpiewać.
- Widzisz, co narobiłeś?.. - wzdycha, odsuwając mnie od siebie. - Powinienem Cię za to ukarać...
  Odwracam się do niego plecami.
- Co mi zrobisz? - prycham. - Zaatakujesz mnie od tyłu?
- A żebyś wiedział.
  Podbiega i chce mnie złapać, lecz ja, śmiejąc się, uciekam mu między drzewami i pięknie rzeźbionymi kamiennymi ławkami. Chowam się za ogromnym dębem i obejmuję go. Nawet nie zauważam, kiedy Hirohito łapie mnie od tyłu i rzuca w stertę kolorowych liści lśniących w promieniach jesiennego słońca. Wybucham śmiechem zupełnie jak mały chłopiec podczas harców z kolegami z sąsiedztwa.
  Mój skarb kładzie się obok i przytula mnie, swoimi zaszklonymi oczami wpatruje się w moje z czułością. Opieram głowę o jego klatkę piersiową. Zamykam oczy.
  Wielu osobom jesień kojarzy się ze smutkiem, przywodzi na myśl ból i depresję. Ale nie mi. Dla mnie jesień to miłość.
~~~
O rany... Od kiedy ja piszę shounen ai?.. Jestem sobą załamana i mi niedobrze. Idę się uderzyć w łeb... ;;

piątek, 30 października 2015

| 019 | Drugi pierwszy raz ( kontynuacja Zaprzedałem się diabłu )

Jako, że postanowiłam kontynuować to opowiadanie, Zaprzedałem się diabłu staje się tytułem pierwszej części, a seria otrzymuje nazwę Trouble of Torture.
~~~
DLA TSUDZUKU
~~~
  Minęły już trzy miesiące. Trzy miesiące pełne lęku, strachu. Niepokoju. Boję się, że któregoś dnia On wróci i ponownie mnie skrzywdzi. Stałem się przez niego nieufny w stosunku do ludzi - bo kto wie, czy ktoś z nich nie jest takim samym potworem? Nawet przyjaciół traktuję z dystansem.
  To się stało z dnia na dzień. Wystarczyło spotkanie ucieleśnienia wszelkiego zła, kilka czy kilkanaście godzin z nim spędzonych, abym stał się kimś innym, kimś kim nigdy nie byłem i nigdy nie chciałem się stać.
  Idąc do sklepu po fajki jestem ubrany od stóp do głów, na nosie mam duże okulary przeciwsłoneczne, a na ustach - maseczkę chirurgiczną. Nerwowo rozglądam się na boki. Co, jeśli On czai się gdzieś w pobliżu? Nie chcę, aby mnie rozpoznał. Nagle zderzam się z czymś twardym. To coś łapie mnie za ramiona i lekko odsuwa od siebie. Spoglądam w górę. Hiro.
- Ejejej... - szepcze. - Co się dzieje, Masashi-chan?..
  Przygryzam wargę. Nie mam pojęcia, co mu odpowiedzieć. W dodatku czuję się skrępowany jego dotykiem. Mam ochotę uciec i to jak najdalej.
- Masashi-chan, odpowiedz mi.
- Nic się nie dzieje! - krzyczę, wyrywając się z jego objęć.
- Właśnie widzę... - pochyla głowę, lecz już po chwili unosi ją z powrotem. - I tak do Ciebie szedłem, więc chodź.
  Łapie mnie za dłoń, splata nasze palce i ciągnie w kierunku, z którego szedłem.
- Ale fajki! Nie mam co palić.
- Mam przy sobie spory zapas.
  Idziemy zdecydowanie zbyt wolno. Cały się trzęsę, lecz nie jestem pewien, dlaczego.
- Odpowiada Ci czerwone wino?
- Hm?..
- Pytam się, czy odpowiada Ci czerwone wino. Wziąłem dwie butelki.
  Dopiero teraz dostrzegam skórzaną torbę zawieszoną na jego prawym ramieniu.
- Z jakiej to okazji?..
- Zobaczysz.
  Marszczę brwi w zamyśleniu. Nie mam pojęcia, czego on może ode mnie chcieć.
  Reszta drogi mija nam w milczeniu. Wchodzimy na klatkę schodową. Nie chce nam się czekać na windę, więc idziemy po schodach. Cały czas trzymamy się za ręce i, o dziwo, wydaje mi się to przyjemne. Kiedy otwieram drzwi i wchodzimy do mieszkania puszcza mnie. Ściąga torebkę, skórzaną kurtkę i buty, po czym pomaga się rozebrać mi. Onieśmiela mnie to.
  Widzę w lustrze, że pod pachami mam na bluzie mokre ślady, twarz błyszczy mi się od potu, a włosy lepią pozlepiały się w strąki. Kiedy ja się ostatnio myłem tak w ogóle?.. Dobre pytanie. Rumienię się, bo głupio mi, że Hirohito-kun widzi mnie takiego. Każę mu rozgościć się w salonie, przepraszam i udaję się do łazienki.
  Ściągam z siebie ubrania oraz bieliznę. Wchodzę pod prysznic i zasuwam drzwi kabiny. Odkręcam wodę w ten sposób, że ma idealną temperaturę. Zamykam oczy i wsłuchuję się w szum strumieni. Po pewnym czasie zaczynam odnosić wrażenie, że ktoś za mną stoi. Otwieram oczy.
  Umięśnione ręce delikatnie oplatają mnie w pasie. Im bardziej uścisk staje się ciaśniejszy, tym mocniej czuję, jak twardy penis mojego przyjaciela dotyka moich pośladków, w efekcie czego sam dostaję wzwodu. Odchylam głowę do tyłu, wzdychając z przyjemności. Jego czarne włosy opadają na moją twarz. Jest mi tak dobrze, bezpiecznie, że nie potrafię się powstrzymać i mówię:
- Kochaj się ze mną.
  Nie muszę powtarzać dwa razy. Odwraca mnie przodem do siebie i ostrożnie opiera o ścianę. Rozsuwając nogi, patrzę mu się głęboko w oczy. Składa pocałunek na moich wargach, a rękoma wodzi po ciele, zostawiając na mojej skórze jakby smugi ciepła. Wstrząsają mną rozkoszne dreszcze. Cichutko pojękuję prosto w jego twarz.
- Róbmy to już, błagam.
  Kiwa głową. Opiera ręce o kafelki nad moją głową, a ja oplatam go nogami w pasie. Wchodzi we mnie na raz, co wychodzi z lekkim oporem, a ja jęczę głośno, przeciągle i z bólem. Z moich oczu lecą łzy. Widzę zdezorientowanie na twarzy czarnowłosego.
- Nie robiłeś jeszcze tego?.. - pyta.
- Robiłem... ale dość dawno... i nie z własnej woli... Ale nie mówmy o tym.
  Zarzucam mu ręce na szyję i przytulam policzek do jego policzka. Delikatnie porusza się we mnie. Nasze oddechy przyśpieszają z każdą chwilą. Delikatnie podrapuję jego silne barki. Tak mi dobrze... Nic więc dziwnego, że to ja dochodzę jako pierwszy. Jemu do osiągnięcia spełnienia brakuje jeszcze tylko trochę. Tak pięknie wygląda w ekstazie. Uczucie towarzyszące rozlewaniu się jego nasienia w moim wnętrzu jest cudowne; to takie przyjemne ciepło.
  Wychodzi ze mnie z nieśmiałym uśmiechem, który równie nieśmiało odwzajemniam. Na moich policzkach z pewnością widnieją soczyste rumieńce. W ciszy myjemy siebie nawzajem.

czwartek, 23 lipca 2015

| 013 | Cazqui x Masa - Zaprzedałem się diabłu

Dla Tsudzuku ( gomen, ale nie chce mi się kopiować kanji ).
~~~
UWAGA!!! Z braku informacji na temat realnych imion i nazwisk bohaterów tego yaoi wymyśliłam je sama; ( w kolejności: nazwisko imię ) Cazqui będzie nazywany Ito Chizuru, a Masa - Yamato* Masashi.
~~~
Cazqui ( tak bardzo widoczna mordka )

Masa



~~~
Gatunek: yaoi, fantasy
Beta: ---
~~~
  To był letni, aczkolwiek ulewny wieczór. Zmęczony Masashi wracał od matki z Saitamy, myśląc o pustce jaką zastanie u siebie; nawet kota nie miał. 
  Wystarczył moment, aby mężczyzna wpadł w poślizg; przez to, że szybko jechał, jego czerwony Volkswagen Golf 4** wywrócił się do góry kołami. Sunąc na dachu, samochód uderzył o drzewo drzwiami od strony kierowcy***, po czym obrócił się o sto osiemdziesiąt stopni****. Poszarpane, zakrwawione wnętrzności leżały wokół rozbitej, nieruchomej już maszyny. 
  Ni stąd, ni zowąd przy poboczu pojawiła się na oko pięcioletnia dziewczynka; w drobnej prawej rączce trzymała niemal całkowicie wyprutego brudnego kremowego misia, a jej biała sukieneczka pokryta była błotem. Dziewczynka podskakując śpiewała piskliwym głosem:
Idzie Grześ przez wieś, worek piasku niesie;
A za Grzesiem drugi Grześ chowa zwłoki w lesie.*****
Przy ostatnim słowie przerażającej pioseneczki rozległo się głośne plaśnięcie - dziewczynka wdepnęła w kawałek jelita grubego leżącego na granicy asfaltu i trawy.
  Nagle rozległ się powalający huk, spowodowany uderzeniem monstrualnego pioruna tuż obok wraku. Z kurzu i fruwających fragmentów podłoża wyłonił się tajemniczy mężczyzna o krótkich jasnych włosach i ostrych, kościotrupich rysach twarzy. Jego długa, biała suknia powiewała na silnym wietrze, podczas gdy on wyciągnął rękę w kierunku miejsca kierowcy; ręka ta wydłużała się i wydłużała dopóki nie natrafiła na szczątki. Chwycił za częściowo zmiażdżony kark i wyciągnął Yamato przez rozbitą przednią szybę, po czym wyrwał z jego piersi serce i wbił w nie paznokcie. Z organu wydobyło się niebiańskie światło i nagle on oraz na wpół żywy Masashi znaleźli się w świecie gdzieś poza wszystkim i wszystkimi - była tylko bezkresna pustka i oni dwoje.
- Co do?..
- Przez złą pogodę i swoją głupotę zginąłeś w wypadku samochodowym. Jesteśmy w poza-czasie, a ja jestem demonem, który przybył, aby zaproponować Ci pakt, dzięki któremu wrócisz do żywych.
- Czego chcesz w zamian? - niepewnie pyta śmiertelny.
- Twojego ciała.
  Masashi schylił głowę, a czarno-biało-niebieskie włosy zasłoniły mu twarz. Zastanawiając się, przygryzł dolną wargę.
- A konkretniej?..
- Seksu.
- Jakiego?
- W DUPE, KURWA, I WSZĘDZIE INDZIEJ!
- Uch... Ale ja jestem hetero.
- To masz problem. Zawierasz ze mną ten pakt czy nie?
- Eetooo... - Zamilkł na chwilę. - Zawieram.
  Demon rzucił się w kierunku śmiertelnika i przyssał się do jego szyi pozostawiając na niej sporą malinkę.

  Następnego dnia Masashi obudził się leżąc wygodnie we własnym łóżku. Ciepła pościel otulała jego ciało. Rozkrył się i obejrzał swoje półnagie ciało w poszukiwaniu blizn. Nic. Zero. Nieskazitelna skóra.
- Czy to był jakiś dziwny sen?..
- Nie - usłyszał gdzieś niedaleko.
  Popatrzał się w stronę, z której dobiegał głos. Koło drzwi stał ubrany we frak przerażający... stwór. Nonszalancko opierał się o futrynę i przedmiotowo patrzał na siedzącego w łóżko kolorowowłosego. Po kilku chwilach zaczął zmierzać w jego stronę aż w końcu dotarł do łóżka. Szybko ściągnął swoje ubrania i pochylił się nad Yamato.
- C-co Ty robisz?!
- Jak to: "co"? - prychnął. - Biorę pierwszą dawkę tego, co mi się należy.
  Elektryzującym całe ciało dotykiem powoli, patrząc się co jakiś czas w jego oczy ściągnął z niego bokserki i rzucił na koniec łóżka. Usiadł na nim okrakiem, po czym uśmiechnął się nieludzko. Białowłosy położył dłoń na środku klatki piersiowej swojego śmiertelnika, wbił w nią paznokcie i pociągnął, aż do podbrzusza. Świdrując wzrokiem ranę powiedział:
- Tak w ogóle to jestem Ito Chizuru.
- Dlaczego mówisz mi to dopiero teraz?.. - spytał chłopak.
- Żebyś wiedział, co krzyczeć.
  Już, już się nachylał nad jego twarzą, aż tu nagle dostał cios kolanem prosto w jaja. Podczas gdy zwijał się z bólu, Masashi pośpiesznie podniósł się, zabrał bokserki i uciekł z sypialni.

- Tak szybko zapomniałeś pod jakim warunkiem zawarłem z Tobą pakt? - spytał, wchodząc nago do kuchni. - Zawsze mogę Cię zabić. No wiesz, jeśli się jednak rozmyślisz.
  Czuł na sobie spojrzenie Chizuru, ale postanowił je wytrzymać, mimo że paliło go w plecy. Opierał się o blat mebli kuchennych i wlepiał w niego wzrok.
- Cóż za ignorancja...
  W końcu odwrócił się i zdenerwowany wykrzyczał:
- A co Ty sobie myślisz?! Że ot tak dam Ci się wyruchać?! Jeśli tak, to się mylisz!
- Uuu. W końcu pokazałeś charakterek.
  Zwiesił głowę i zaczął pociągać nosem.
- Ja... Ja po prostu...
- Co? Boisz się pierwszego razu jak jakaś dziunia z gimnazjum? - zaśmiał się.
- A żebyś wiedział...
  Jasnowłosy wytrzeszczył oczy zszokowany tą informacją, lecz po chwili jego twarz ponownie przybrała skurwiały wyraz. Wybuchł śmiechem tak silnym, że aż się trząsł.
- Ja pierdole kurwaaa. Dziewica orleańskaaa.
  Podczas gdy demon ocierał łzy rozbawienia, człowiek wybiegł z pomieszczenia.

  Mam dość... - myślał. - Mogłem się nie zgadzać... Mogłem... Może i byłbym martwy i więcej nie spotkałbym mamy, ale przynajmniej nie byłoby problemów z tym cholernym traktatem... czy tam paktem...
  Przemarznięty do szpiku kości wtulał się w róg ścian balkonu. Objął swoje nogi i oparł głowę na kolanach.
  Co robić?.. Co robić? 
  Wiatr smagał jego zmęczoną, lecz piękną twarz oraz rozwiewał długie rozpuszczone włosy. Pojedyncze kolorowe pasma wpadały mu do buzi, lecz ignorował to; miał na głowie ważniejsze sprawy niż ślina.
  Gdzieś w oddali słychać było trąbienie samochodów, pisk opon i krzyki przestraszonych matek z dziećmi, które wracając z zakupów stały się świadkami wypadku. To również nie obchodziło go w tamtej chwili. Coś, co mu zagrażało, czaiło się niedaleko niego - w jego domu, a być może nawet za ścianą.
  "Bez ryzyka nie ma życia", "Bez bólu nie ma gry"... tak?.. Jeśli to ma być gra... to kiedy i jak nadejdzie mój "game over"?.. Czy to będzie dzisiaj?.. Z JEGO rąk?.. Jeśli zrezygnuję... on na pewno...
  Rozmyślania przerwał mu dźwięk wybijanej szyby. Odłamki szkła przyozdobiły kremowe kafelki; widok ten można by nazwać urzekającym gdyby nie idący przez szklany dywan białowłosy demon o kamiennym sercu.
- Jeszcze mi mieszkanie rozwalasz... - szepcze Masashi.
- Folią się zaklei.
  Ciemnowłosy westchnął ciężko. Wlepił wzrok w fugę i ponownie zatopił się w oceanie własnych myśli. Z letargu wyrwała go zimna dłoń na jego przedramieniu i chłodny głos mówiący:
- A teraz idziemy się ruchać i bez gadania.
  Przeciągnął go przez balkon i cały dom, aż do sypialni, po czym pchnął na podłogę. Z wielką dumą ściągnął swoje odzienie i zdarł ze swojej zabawki resztki godności wraz z bokserkami. Lizał i gryzł jego nagie ciało, a od czasu do czasu znaczył je również kolejnymi malinkami. Yamato wił się pod nim i płakał, bojąc się nieuniknionego. Kiedy w końcu nastało, poczuł się upokorzony. Był naiwnej natury, więc od początku miał głupią nadzieję, że Ito Chizuru odpuści. Bolały go nie tylko dolne partie ciała, ale też serce. Wstyd mu było przyznać, ale wcześniej nie robił tego nawet z kobietą. Cóż za smutny początek.
  Jęki ofiary podsycały podniecenie jasnowłosego demona tak bardzo, że myślał, iż jego penis wybuchnie. Ten dzieciak, bo podług niego był dzieciakiem, bardzo pociągał go fizycznie. Nic dziwnego, że zadowolił się zwyczajnym szybkim numerkiem bez żadnych kajdanek, noży i pejczy. Wyszedł z niego, ogarnął się i najzwyczajniej w świecie odszedł.
~~~
Tsu-chan, jak bardzo zawiedziona? ;;
~~~
* Obecny cesarz Japonii - Akihito - jest z dynastii Yamato.
** Właśnie taki skromny samochodzik sobie wymyśliłam dla Masa. Może i skromny, ale te najbardziej niepozorne najlepiej wymiatają ( sprawdzone info ).
*** W Japonii obowiązuje ruch lewostronny.
**** Zilustrowałam to.











Taki ze mnie mistrz Painta.
***** Sama wymyśliłam drugą linijkę. B|
~~~
Taka mała ciekawostka na koniec: Cazqui i Masa mają typ krwi B, czyli taki jak ja. B|

czwartek, 11 czerwca 2015

| 010 | "We're sharing everlasting pain" cz. II

O jeny, jak ja długo nic nie wrzucałam! Przepraszam. Mam nadzieję, że nie będziecie rozczarowane tym, co przeczytacie.
Niestety nie mogłam odnaleźć w czeluściach mojego telefonu zdjęć, które chciałam wam pokazać. ;;
~~~
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: zbyt dużo, żeby wymieniać
Beta: ---
~~~
[ Cazqui ] Przesuwam ręką po udzie Natsu, a on wzdryga się. Cudzy lęk sprawia mi taką radość. Liżę ucho chłopaka i jednocześnie ściągam z niego spodnie. Szybko obracam go twarzą do ściany.
- Bluzka... - mówi ledwie słyszalnie. - Nie chcę wracać brudny...
  Uśmiecham się i jednym, szybkim ruchem wchodzę w niego. Z jego ust wydobywa się podniecający jęk bólu. Wzdycham z rozkoszy.
  Pieprzę go brutalnie i beznamiętnie; nie przejmuję się, że to mój kolega z zespołu i jutro będę musiał z nim przebywać. Kurwa to kurwa. Po co się cackać?

[ Natsu ] Miałem go za przyjaciela. Znamy się od dzieciństwa. Widzę, jak traktuje Daichiego, ale nie sądziłem, że skrzywdzi też mnie.
  Płaczę z bólu i rozczarowania. Na moim ciele tworzą się czarne i czerwone ślady.
  Cazqui zabija mnie. Od środka. Z premedytacją. Chcę wykrwawić się na śmierć. Co mi z ciała, skoro dusza fragment po fragmencie rozpada się, przestaje istnieć?
  Jasnowłosy szybko się we mnie porusza; nawet klienci, którzy są dla mnie obcy, traktują mnie delikatniej. Słyszę jego sapnięcia i westchnienia. Rzygać mi się od tego chce. To obrzydliwe.
  Dochodzi z głośnym stękiem. Zabiera swojego penisa z mojego wnętrza, doprowadza się do porządku i wychodzi.
  Zostaję sam - z rozmazanym makijażem i krwawiącym odbytem oraz nogami polepionymi spermą "przyjaciela". Kładę dłonie na ścianie. Otępiony, widząc wszystko jakby przez mgłę, wpatruję się w drzwi, Powoli osuwam się na kolana, usiłując rozryć ścianę niedowładnymi palcami. Upadam na bok, przy czym rozbijam sobie głowę. Czy to upragniony koniec?

[ Masa ] Moich uszu dochodzi pukanie do drzwi. Po otworzeniu ich dostrzegam kryminalną mordę Cazquia.
- Co chcesz? - pytam.
- Wiedziałeś. Że Natsu. To. Kurwa? - odpowiada mi roześmiany.
- Co Ty pieprzysz?.. Weź w ogóle wyjdź; widać, że jesteś naćpany.
  Cóż, nie od dziś wiem, że jest narkomanem. Koka, amfa. A pomyśleć, że zaczynał od oranżadek w proszku i odświeżaczy powietrza.
- Ale ja prawdę mówię! Byłem w jego burdelu i poużywałem trochę!
- Uprawiałeś. Seks. Z Natsu?! - warczę przez zaciśnięte zęby i łapię blondyna jedną ręką za płaszcz.
- Nie jestem pewien, czy można to tak nazwać - chichocze.
  Wkurwił mnie, więc sprzedaję mu mocnego liścia.
- Gdzie to jest?
- Co?..
- Nie udawaj durnia! - potrząsam nim. - O ten burdel mi chodzi!
- Etoo... Gdzieś w Shinjuku... Już nie pamiętam ulicy.
  Rzucam go na podłogę.
- Czekaj tu.
  Idę do salonu i wracam z kluczami.
- Jedziesz ze mną. Wstawaj.
  Cazqui leniwie się podnosi. Wychodzimy i zamykam za nami drzwi.

[ Hiro ] Czuć przy sobie jego ciepło - najcudowniejsze uczucie na świecie.
  Siedzimy w ciszy. Twarz przytulona do twarzy, ciało przy ciele. Chcę tak zostać na wieczność.
- Kocham Cię. - O nie. Nienienienie. Jak mogłem to powiedzieć.
  Ku mojemu zdziwieniu nie odpycha mnie, ani nie zaczyna się śmiać - zamiast tego cicho odpowiada:
- Ja Ciebie też kocham, Hiro-chan.

[ Masa ] Po dotarciu do miejsca wskazanego przez Cazquia, pytam się o Natsu i, goniony przez ochronę, biegnę do pokoju, w którym pracuje. To, co widzę, sprawia, że serce pęka mi na drobne kawałeczki.
  Na podłodze koło ogromnego łóżka leży nasz perkusista z ciałem od pasa w dół i głową we krwi. Z mojego gardła wydziera się przeraźliwy krzyk rozpaczy.
- NATSUUU!
  Podbiegam do niego i odgarniam mu z czoła lepkie włosy. Czuję, że jest jeszcze ciepły.
- Niech ktoś szybko zadzwoni po pogotowie - mówię, patrząc się na postawnych ochroniarzy. - Błagam...
  Łzy kapią na moje drżące palce.* Tylko nie on... Kocham Natsu już od jakiś dwóch lat. Na początku nie chciałem dopuścić tego do świadomości, ale w końcu zaakceptowałem fakt, że kobiety przestały mnie pociągać. Nigdy nawet nie podejrzewałem, że kiedykolwiek będę gejem. Nie chciałem tego. Takim jak ja trudno się żyje w Japonii.
  Szef ochrony w końcu wyciąga telefon i dzwoni po karetkę. Kiedy zawstydzony mówi, gdzie doszło do nieszczęścia, jego bujne wąsy** dziwnie się poruszają.
  Pomoc przyjeżdża bardzo szybko. Zabierają mojego ukochanego na noszach. Boję się zostawić go, ale wiem, że nie mogę z nim pojechać. Przebiegam wzrokiem po wszystkich zgromadzonych, aby powiedzieć Cazquiowi, że jadę do szpitala, a o ma wrócić taksówką do siebie, lecz nigdzie go nie dostrzegam. Postanawiam go olać, bo w takiej sytuacji nie ma co się przejmować wariatem.
  Wychodzę z tego przeklętego miejsca i wsiadam do auta. Po odpaleniu silnika kieruję się do najbliższego szpitala. W rejestracji pytam o Natsu, a recepcjonistka w średnim wieku pyta, kim dla niego jestem; nie mam pewności, co odpowiedzieć, więc mówię:
- Bardzo bliskim przyjacielem.
- Dobry przyjaciel jest jak brat. - Kobieta uśmiecha się ciepło. - Pan Watari Natsuki*** leży w sali numer 15. Prosto i w prawo. To drzwi na końcu korytarza.
- Dziękuję bardzo. Jestem dozgonnie wdzięczny. Czy lekarze pozwolą mi do niego wejść?
- Tak, myślę, że tak. To mu teraz potrzebne.
- Ponownie bardzo dziękuję.
  Idę pod wskazane przez recepcjonistkę drzwi. Przypominam sobie, że Daichi i Hiro nic nie wiedzą, więc piszę do wokalisty SMS-a; Daichi i tak miał u niego być.
Natsu jest w szpitalu. To poważne, więc będziemy musieli wziąć nagłe urlopy. Będę wdzięczny, jeśli zatroszczycie się o nasz sprzęt z sali prób. Dziękuję. :*
  Wyłączam telefon i otwieram drzwi, Widzę podłączonego do kroplówki i licznej aparatury drobnego chłopaka. Nadal jest blady, ale już przytomny. Patrzy na mnie zbłąkanym wzrokiem.
  Nigdzie nie ma lekarzy, ani pielęgniarek. Jesteśmy sami.
- Skoro tu jesteś, zapewne wiesz, co się stało...
   Siadam na krześle po lewej stronie szpitalnego łóżka. Stąd już widzę, że oczy Natsu są zaszklone, smutne.
- Mniej-więcej.
- Powiedz, ile.
  Więc mówię mu, Opowiadam, jak naćpany Cazqui przyszedł do mnie i, śmiejąc się, powiedział, co zrobił, o tym, jak siedziałem nad nim, nad jego zakrwawionym ciałem, a jego oprawca gdzieś zniknął. Nie wspominam, że płakałem i krzyczałem.
- Przepraszam, że sprawiłem Ci taki kłopot.
  Nie zastanawiając się nawet chwili, całuję go w czoło.
- Masa...- szepcze.

[ Daichi ] Do Hiro przychodzi SMS i całą romantyczną atmosferę diabli biorą.
- To od Masy - mówi mój ukochany. - Coś się stało Natsu i prosi, abyśmy zajęli się ich sprzętem. Musimy też wziąć urlopy...
- Przecież moglibyśmy znaleźć kogoś, kto tymczasowo zastąpiłby Natsu...
- No tak... Ale Masa... chyba chce się nim zająć.
- Och... Rozumiem.
  Ale Masa jest zbyt hetero... Basista od zawsze wygląda mi na stuprocentowego samca, który chciałby kiedyś bachory niańczyć i swoją kobietę rozpieszczać. On i Natsu... Jestem w szoku. A jednak się mylę. W sumie... to kto by pomyślał, że ja i Hiro też - w końcu jesteśmy, w towarzystwie, ale jednak, zupełnie różni.
- To jak? - pyta mnie. - Jedziemy do wytwórni?
- Uhm, tak.
  Hiro wstaje i podaje mi rękę.
- Chodź, skarbie.
  Podaję mu dłoń. Jestem pod wrażeniem tego, jak słodko się wyraził.

[ Hiro ] Przez pierwsze piętnaście minut jedziemy w ciszy. W końcu przemagam się; po szybkim zerknięciu na Daichiego, pytam się go, czy możemy porozmawiać.
- Oczywiście, a o czym? - mówi swoim słodkim, nieco kobiecym głosem.
- O nas.
  Chwilowo słychać jedynie burczenie silnika i cicho grające radio.
- Nie chcesz mnie - słyszę w jego głosie wyraźne przygnębienie.
- Nie chcę? - prycham. - Ja Cię pragnę!
  Chłopak ponownie milczy przez dłuższą chwilę.
- Pokaż mi to.
- Co?
- Pokaż mi, jak bardzo mnie pragniesz.
- Nie będę się z Tobą kochał w samochodzie.
  Kątem oka zauważam, że wpatrzonemu w bliżej nieokreślony punkt Daichiemu ze zdziwienia lekko otwarły się usta.
  Więcej nic nie mówię.

[ Natsu ] Masa jest przecudowny. Kiedy rozmawiamy, gładzi mnie po grzbiecie dłoni, całuje po palcach i wpatruje się głęboko w moje oczy. Czuję się prawdziwie kochany.
  Czułem coś do Cazquia, ale swoim czynem wszystko przekreślił, Teraz skupię się na Masie, bo to jego powinienem kochać.

[ Daichi ] Kiedy wysiadamy przed wytwórnią, nadal jestem w szoku. Hiro wyraźnie dał mi do zrozumienia, że go pociągam. Wow.
  Tępo patrzę się w dal. Długowłosy obejmuje mnie od tyłu i całuje w policzek.
- Idziemy? - pyta wesoło.
- Emm... Tak, jasne.
  Zmierzamy w kierunku drzwi; on - nadal mnie obejmując, a ja - z luźno zwieszonymi rękoma, Czy to bezuczuciowe? Być może z czyjegoś punktu widzenia tak. Ale ja po prostu jestem zdezorientowany tym wszystkim.
  Dopiero przy samych drzwiach zatrzymuję wokalistę, mówiąc:
- Hiro, poczekaj.
  Zatrzymujemy się. Popycham go na ścianę i delikatnie muskam jego usta swoimi, lecz on nie chce na tym poprzestać. Łapie mnie za biodra i wpycha język pomiędzy moje wargi. Całujemy się intensywnie, z pasją - to najlepszy pocałunek w całym moim dotychczasowym życiu.

[ Hiro ] Właśnie skończyliśmy zabezpieczać perkusję przed kurzem.
- Kochanie, idę do łazienki, żeby poprawić makijaż.
- Dobrze.
  Wychodzi, a ja siadam na podłodze. W ciszy myślę o tym, jakim jestem szczęściarzem.

  Daichi długo nie wraca. Coś za długo
  Wstaję i idę do łazienki. To, co widzę, wprawia mnie w osłupienie.

[ Daichi ] Cazqui szybko wpycha mi do buzi i wyciąga swojego penisa, który jest sporych rozmiarów. Niespodziewanie drzwi otwierają się i staje w nich nikt inny jak... Hiro. W tym samym momencie jasnowłosy dochodzi obficie prosto do mojej buzi. Dławię się i pluję jego spermą.
  Wokalista podchodzi do niego i mocno uderza mu z pięści w twarz, Z nosa gitarzysty leci mnóstwo krwi.
- Trzymaj swojego chuja z dala od mojego Daichiego, bo Ci go oderwę, rozumiesz?!
  Z nerwów z trudem oddycham; ze świstem wciągam powietrze przez buzię. Hiro klęka obok i mnie przytula.
- Spokojnie, skarbie. Spokojnie.



                                 THE END



~~~
* "Łzy kapią na moje drżące palce." - fragment piosenki "SIRIUS" zespołu DIAURA.
** Wyobraźcie sobie tego pana:



























czyli Valentina z DISREIGN jako ochroniarza w burdelu. XDD
*** Watari Natsuki - wymyślone przeze mnie nazwisko i imię Natsu,
~~~
Miały być z tego rozdziału dwie części, ale wyszła jedna, bo za krótkie by było. ;;

wtorek, 26 maja 2015

| 009 | "We're sharing everlasting pain" cz.I

Cóż, miałam zamiar zrobić z tego długiego shota, ale głupio mi, że tak was zaniedbuję. Wiem, że mało tego... Ale mimo to zapraszam do czytania. (n_n) Przed wami pierwsza część mini-serii o Nocturnal Bloodlust. Pairingi niech zostaną tajemnicą. (◎_◎;)
...
Muahahahaha.
~~~
Gatunek: yaoi
Ostrzeżenia: występują choroby psychiczne, alkoholizm, anoreksja
Beta: ---
~~~
[Daichi] Kolejny wybuch Hiro. Nienawidzę tego. Wścieka się na mnie za kilkuminutowe spóźnienie.
  Skulony siedzę na podłodze ze łzami w oczach. Jak to kurewsko boli. Chcę mu powiedzieć, moje serce się do tego wyrywa. Ale on nie wie o Niej.
  Noc przed dzisiejszym dniem była jedną z tych, kiedy musiałem zaopiekować się Nią. Płakała całą noc; nie wiem, dlaczego. Zasnąłem dopiero o szóstej, a już godzinę później musiałem wstać. Uszykowałem i nakarmiłem Dziecko, po czym głodny i śmierdzący pojechałem odwieźć Ją do Tamtej Dziewczyny. Wręczyłem Jej nosidełko bez zbędnych czułości do Tego-Czegoś w środku. W drodze do studia zastałem korek w efekcie czego dojechałem do pracy o 8.05 zamiast o 8.00.
  Wokalista wydziera się tak, że brzmi jakby growlował. Patrzę mu się głęboko w oczy. Myślę, że to, jaki jest to tylko maska. Może ktoś zranił go kiedyś tak bardzo, że boi się pokazać swoją prawdziwą twarz i gra skurwiela, aby być bezpiecznym. Nie wierzę, że Hiro taki jest nawet w głębi serca. Nie potrafię uwierzyć.
- Czy Ty mnie w ogóle słuchasz?! - wrzeszczy mi prosto w twarz.
- Słucham - odpowiadam, nadal patrząc się w jego piękne czekoladowe oczy.
- Więc z pewnością słyszałeś, jak mówiłem Ci, że jesteś do niczego.
  Zwieszam głowę i łkam cicho. Kilka zbłąkanych łez tworzy czarne wstęgi na moich policzkach. Kątem oka dostrzegam nawiedzony uśmiech na ustach Cazquia. Pierdolony sadysta.
- Wyglądasz jak mała, emoska sierotka - kpi ze mnie, lecz go ignoruję.
- Ej, Daichi. To prawda, co o Tobie mówią? No wiesz, że niezły w łóżku jesteś i dajesz za darmo.
  Tego już nie zniosę. Czym prędzej wybiegam z sali prób i chowam się w kantorku sprzątaczek. Po około 10 minutach dostaję SMSa od Hiro.
" Wracamy do domów. Przyjedź do mnie później."
  Nie jestem pewien, co o tym sądzić. Czyżby znowu chciał mnie skrzyczeć?
  Mimo wątpliwości jadę do niego o drugiej. Z nerwów nawet nic nie zjadłem. Znowu.
  Mam takie szczęście, że przez awarię windy muszę iść po schodach na trzynaste piętro. Słaby, niemal wycieńczony wlekę się piętro po piętrze. Prawie mdleję z wysiłku.
  Przed drzwiami do mieszkania Hiro zaczyna mi się kręcić w głowie i upadam na kolana. Powoli tracę kontakt z rzeczywistością.


  Budzę się na tapczanie w jakimś pokoju. Słyszę ciche pomiałkiwanie. Ostrożnie otwieram oczy i w ponurym półmroku dostrzegam Hiro, który uważnie mi się przypatruje.
- W końcu... - mówi.
- Jak długo byłem nieprzytomny? - pytam.
- Prawie godzinę... Najpierw chciałem zadzwonić na pogotowie, ale... - W jego oczach pojawiają się łzy. - Przepraszam...
  Widzę, jak łza spływa mu po policzku.
- Hiro... - Jestem zszokowany. - Zachowujesz się jakoś tak... inaczej... Jak nie Ty...
- To dobrze czy źle? - Pociąga nosem.
- Dobrze... Oczywiście, że dobrze. Tamten Ty z próby...
- Przyniosę Ci wody i porozmawiamy o tym.
- Okey.
  Wstaje i idzie do kuchni. Stamtąd woła:
- A może jesteś głodny? Mam tylko biszkopty i krem czekoladowy, ale to zawsze coś...
- Och, z chęcią zjem. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz miałem coś w ustach.
- Zapewne bardzo dawno, bo jesteś leciutki.
  Jaki on jest troskliwy... Czułem, że tak na prawdę nie jest skurwielem! To taki dobry człowiek...
  Wraca do mnie z biszkoptami i kremem czekoladowym w jednej ręce i szklanką wody w drugiej. Odkłada wszystko na niewielką przeszkloną ławę i pomaga mi podnieść się do siadu.
- Kręci mi się w głowie... i obraz mi się zamazuje...
  Brunet siada koło mnie i obejmuje ramieniem. Czuję, jak podtyka mi szklankę pod usta. Ciągnę mały łyk.
- Biedactwo... - szepcze, po czym składa pocałunek na moim czole.
  Moje serce przyśpiesza. Nie wiem, co mu się stało, ale jest niesamowity.
- Już lepiej się czujesz?
  Biorę jeszcze łyczek wody.
- Trochę. Pomogłeś. - Nieśmiało się do niego uśmiecham.
- Cieszę się. - Odwzajemnia uśmiech. - Teraz dać Ci ciastka?
  Kiwam głową. Hiro bierze paczuszkę i kładzie sobie na kolanach.
- Z kremem czy bez?
- Może na razie bez.
  Ostrożnie wkłada mi biszkopta do ust. Zjadam go kęs po kęsie. I tak kolejne osiem.
- Ale się obżarłem...
- To dobrze.
  Patrzę się na czarnego kociaka spacerującego po pokoju.
- No więc... O czym chciałeś pogadać?
- Chciałem... przeprosić. Zrozumiałem, że nie mogę Cię tak dłużej traktować. Jesteś niesamowitą osobą. Wręcz ideałem. Chcę być dla Ciebie dobry. Daichi-kun, wybacz mi moje błędy.
  Niepewnie wtulam się w długie włosy wokalisty; są takie miłe w dotyku i pięknie pachną.
- Wybaczam.


[Natsu] Wiem, że jestem niczym. Tylko problemem. Ale nie chcę odejść. Kurczowo trzymam się swojego marnego życia. Między próbami i koncertami - alkohol i burdel.
  Gdyby chociaż ten burdel był ku mojej uciesze... ale ja tam pracuję. Jestem zwykłą dziwką.
  Podnoszę się z łóżka. Już pora.


  Jak zwykle w piątki panuje tłok. Kolejny sobotni koncert będę grał z bólem dupy.
  Klient za klientem, a za klientem następny klient.


- Chryste! Cazqui, c-co Ty tu?..
- Ciebie powinienem o to spytać.
  /Bez makijażu wygląda jak seryjny morderca/ - myślę.
  Oparty o ścianę gitarzysta patrzy na mnie złowrogo. Przełykam głośno ślinę.
- Przyszedłeś ruchać, więc ruchaj.
~~~
W następnej notce dodam zdjęcia głównych bohaterów. Te zdjęcia, którymi się inspirowałam. Łącznie ze zdjęciem Cazquia bez mejka.