Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na podstawie piosenki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na podstawie piosenki. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 grudnia 2016

| 049 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuuki ( Initial L ) - Głupi chłopiec cz. VI

  Bez zastanowienia podchodzę bliżej niej i klękam na jedno kolano. Nieco się waham, ale mimo to kładę dłoń na jej barku.
- Wszystko w porządku?..
  Dziewczyna spogląda na mnie załzawionymi oczami. Chcąc ją choć trochę pocieszyć, delikatnie unoszę kąciki ust. Przyglądam się jej przez dłuższą chwilę, po czym zsuwam plecak z jednego ramienia. Wyciągam z mniejszej kieszonki paczkę chusteczek higienicznych, wyciągam jedną i delikatnie wycieram nią oczy oraz policzki skulonej dziewczyny. Patrzy się na mnie pytająco, jakby nie rozumiejąc moich intencji, których w zasadzie jest brak; chcę tylko, aby nic nie martwiło jej serduszka. 
- Co się stało?.. - pytając, przyglądam jej się z troską w oczach.
  Słyszę wyraźnie, jak z trudem przełyka ślinę. Po chwili szybko kręci głową i uśmiecha się blado.
- Po prostu jestem smutna.
  Pośpiesznie analizuję wszystkie możliwe rozwiązania, próbuję sobie przypomnieć, co na temat pocieszania kobiet mówiła mi babcia. W głowie wyraźnie szumi mi "Jeśli wszystko zawiedzie, pójdź z nią do łóżka".
- Co powiesz na lody?

  Pomimo że nam obojgu pozostały jeszcze trzy godziny lekcji, ruszamy na poszukiwania godziwej lodziarni. Dość szybko znajdujemy odpowiednią. Wnętrze jest przytulne, urządzone w różnych odcieniach różu. Towarzysząca mi dziewczyna rozgląda się po pomieszczeniu. Dostrzegam delikatny uśmiech błądzący na jej wargach.

  Następnie przychodzi kolej na kino. Mimo wczesnej pory wybieramy jakiś horror. Dziewczyna tuli się do mnie niemal od początku seansu.

  Po filmie postanawiamy się przejść. Na dworze zaczyna robić się zimno. Spoglądam na drobną istotkę podążającą obok mnie. Przyglądam jej się przez jakiś czas. Zauważam, że usilnie usiłuje naciągnąć rękawy kurtki na swoje wciąż nieco dziecięce dłonie, więc obejmuję ją w talii i przyciskam do swojego boku. Kątem oka dostrzegam soczyste rumieńce na jej policzkach. Chwilę później do moich uszu dociera nieśmiałe, zadane cicho pytanie:
- Katsumi... Pójdziemy do mnie?..

  Na przemian stękam, jęczę cicho i wzdycham, wyginając się i wijąc w rozkoszy na wygodnym łóżku. Z trudem wytrzymuję dotyk miękkich, gorących ust oraz zwinne ruchy ciepłego, wilgotnego języka na moim penisie. Coraz mocniej zaciskam palce na kołdrze.
- Yu-Yuukiii.
  Moje nasienie wytryska wprost na jej kuszącą dolną wargę.

  Zwinięty w kłębek wysłuchuję lecących w moją stronę obelg. Nagość tylko wzmaga we mnie uczucie wstydu i potęguje upokorzenie. Z jego ust pada jeszcze kilka nieprzyjemnych słów jednak upływa zaledwie moment, a zostaję sam ze sobą. Słone krople smętnie wypływają z moich oczu i spadają na białą poduszkę, brudząc ją czernią i utraconymi marzeniami.

środa, 30 listopada 2016

| 048 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuuki ( Initial L, ex-Lycaon ) - Głupi chłopiec cz. V

4 marca 2016 roku, piątek

  Zauważyłem ostatnio, że Katsumi wygląda... coraz marniej; schudł, jego skóra jest blada i ma niemal ziemisty odcień, wory pod pięknymi oczami chłopaka pogłębiają się z każdym dniem i nabierają coraz intensywniejszych barw, a same oczy są przekrwione, wzrok jakby nieobecny. Powoli chyba zaczynam się o niego martwić. Czy w jego życiu stało się coś złego?

  Na długo wyczekiwanej dwudziestominutowej przerwie wychodzę na zewnątrz. Od razu kieruję się w stronę pobliskiego parku. Muszę odpocząć od ludzi i pomyśleć, przemyśleć własne życie, zachowanie. Wiem, że wiele rzeczy robię źle, ale nie jestem pewien, jakie to rzeczy. Nie jestem też pewien, co robię dobrze. Odnoszę wrażenie, że jestem beznadziejną nudną szarą masą, bezsensownym stosikiem resztek godności. Czy ja w ogóle mogę nazywać siebie człowiekiem?
  Przemierzając piaszczystą ścieżkę, rozglądam się dookoła, przyglądam się drzewom wiśni przyozdobionym zgrabnymi pączuszkami, które niedługo zaczną rozkwitać. Zawsze zachwycało mnie ich ulotne piękno, ulotne jak nasze szczęścia, życia, pocałunki; są tylko na moment, parę chwil - zupełnie jak ludzie, którzy kiedyś ponoć nas kochali.

  Wychodzę ze szkoły. Muszę trochę odetchnąć świeżym powietrzem; wdycham je głęboko w swoje spragnione płuca, po czym ruszam do parku. Wraz z wejściem do niego momentalnie zaczynam czuć w swoim sercu coś dziwnego, coś w rodzaju pustki, ale jednocześnie jakby było w nim czegoś za dużo. Jednocześnie mam ochotę krzyczeć, śmiać się i płakać. Może to frustracja?
  Nagle do moich uszu docierają jakieś dziwne dźwięki - coś jakby pociąganie nosem i gwałtowne zasysanie powietrza. Ktoś płacze?.. Kierowany intuicją podążam w kierunku źródła owej kakofonii. Zaskakuje mnie to, co dostrzegają moje oczy.
- Yuuki?..

poniedziałek, 28 listopada 2016

| 047 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuuki ( Initial L, ex-Lycaon ) - Głupi chłopiec cz. IV

21 lutego 2016 roku, niedziela

  Rano zostaję podle obudzony przez matkę. Jak zwykle musi sobie ulżyć i zwyzywać mnie od najgorszych, podła świnia. Zawsze robi mi się przez nią tak cholernie przykro... Ta kobieta chyba nie ma uczuć. Mój dobry humor poszedł się przez nią kochać.

  Cały czas chodzę naburmuszony i milczący; nie mam nawet najmniejszej ochoty na jakiekolwiek rozmowy. Tak właściwie to na nic nie mam ochoty. 
  Oprócz Yuuki. Chciałbym się do niej przytulić.

22 lutego 2016 roku, poniedziałek

  Podjęcie decyzji o pójściu do szkoły przyszła mi z trudem. Przekonała mnie jednak możliwość zobaczenia ukochanej.
  Ze zwieszoną głową wchodzę do szkoły. Nie rozglądam się na boki; w zamyśleniu idę do szatni, patrząc się na swoje glany. Na miejscu zrzucam plecak z ramion. Ściągam kurtkę i odwieszam ją na haczyk, a numerek wrzucam do kieszeni spodni. Z powrotem zakładam plecak. Wychodząc, wpadam na jakąś malutką osóbkę. Do moich nozdrzy od razu dociera słodki zapach kwiatowych perfum. Skądś je kojarzę... Unoszę wzrok. Yuuki...
  Uśmiecham się nieśmiało. Już otwieram buzię, żeby do niej zagadać, ale odpycha mnie na bok i wchodzi do pomieszczenia. Przez dłuższą chwilę stoję z wytrzeszczonymi oczami jak kołek. Nic nie rozumiem...

23 lutego 2016 roku, wtorek

  Wczoraj przez cały dzień rozglądałem się za Yuuki. Za każdym razem, kiedy nasze spojrzenia się skrzyżowały, bardzo szybko odwracała wzrok. Jej zachowanie było dla mnie dezorientujące. Wychodząc z szatni i kierując się do odpowiedniej klasy, rozmyślam nad tym, co może być dzisiaj. Trochę się boję. Nie chcę stracić szansy na to, aby być z Nią blisko.

  Pierwsza lekcja. Język japoński. Omawiamy jakieś sprawy organizacyjne. Wrażenia z wycieczki, na której mnie nie było, terminy nadchodzących konkursów i wydarzeń oraz ich tematyki. Same nudy. Chce mi się spać.

  Druga lekcja. Kolejna godzina języka japońskiego. Pani Kyasarin Suzuki postanowiła zrobić nam niewielkie, nieco ubogie wprowadzenie do europejskiej kultury okresu antyku. Zastanawiam się, po cholerę nam to wiedzieć? Przecież mieszkamy w Azji, a nie w Europie... Poza tym, uważam, że Yuuki byłaby lepszą boginią piękności niż ta cała Afrodyta czy jak jej tam. O wiele lepszą.

  Trzecia lekcja. Miała być etyka, ale dyrektor, który uczy tego przedmiotu jak zwykle nie przyszedł. Znudzony czytam jakieś opowiadania na Wattpadzie. 
  Tęsknię za Yuuki.

  Czwarta lekcja. Angielski. Nienawidzę lekcji angielskiego. Moja nauczycielka jest tak przyjebana, że kiedy jej słucham lub na nią patrzę, mam ochotę wyskoczyć przez okno i rzucić się pod pobliskie tory kolejowe. Nie dość, że nie umie mówić to jeszcze wygląda jak Willy Wonka z ekranizacji z 1971 roku. Porażka. Chodząca porażka.

  Piąta lekcja. Znów angielski. Coraz bardziej chcę się zabić. Ta kobieta jest tak przykra...

  Szósta lekcja. Podstawy przedsiębiorczości. Prawie przysypiam, słuchając o tym, jak beznadziejnie wykonałem pracę długoterminową na temat cech osoby przedsiębiorczej. Chcąc jakoś zająć swój czas gram pod ławką w jakąś gierkę na telefonie i skupiam się tylko na tym. Zaczynam słuchać dopiero wtedy, kiedy przychodzą jakieś babki z McDonald z propozycjami pracy dla młodocianych. Hm... W sumie... Dlaczego nie? Po humanie i tak nie mam szerszych perspektyw.

  Siódma lekcja. Cholerna fizyka. Choćbym nie wiadomo jak się starał to i tak nie zrozumiem tych dziwnych wzorów w stylu jakiś tajemniczych hieroglifów. Gdyby tego wszystkiego jeszcze było mało... Pff, na dodatek cały czas nie mogę przestać myśleć o Yuuki.
~~~
Pragnę was wszystkich przeprosić za ten rozdział z całego serca. :/

wtorek, 15 listopada 2016

| 046 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuuki ( Initial L, ex-Lycaon ) - Głupi chłopiec cz. III

20 lutego 2016, sobota



Do: Katsumi Honda
Treść: Hej... Dlaczego nie było Cię w szkole wczoraj i przedwczoraj?..

  Sam nie wierzę, że to robię... Co we mnie wstąpiło?! Chyba jestem idiotą... Nie powinienem do niego pisać. Nie po tym, jak ostatnio go potraktowałem. Pewnie nawet nie odczyta.
  Przewracam się na brzuch i wrzeszczę w poduszkę. Idiota. Idiota. Idiota. Po chwili podnoszę się na łokciach. Spoglądam na telefon. Niewiele myśląc, strącam go na podłogę.
  Ku mojemu zaskoczeniu po kilku minutach przychodzi odpowiedź.


Od: Katsumi Honda
Treść: Kim jesteś?...


  Pisaliśmy ze sobą jeszcze długo. Nadal jestem pod wrażeniem. Myślałem... Cóż... Do tej pory miałem tego chłopaka raczej bardziej za pociesznego głupka niż za kogoś z kim można porozmawiać na różne tematy. Nie powinienem tak pochopnie go oceniać. Okazał się na prawdę sympatyczną, pełną ciepła i wrażliwą osobą. Chyba żałuję, że go odrzuciłem. Tak, raczej żałuję... Myślę, że niestety już za późno, aby cokolwiek zmienić.

  A więc ma na imię Yuuki... Pasuje do niej. Jest tak samo blada jak śnieg.
  Poruszyło mnie to, że się o mnie martwi. Nie chcę, żeby się o mnie martwiła, żeby było jej przeze mnie smutno. Chciałbym zawsze móc podziwiać uśmiech na tej anielskiej twarzy. Chciałbym, żeby była szczęśliwa, również dzięki mnie.
  Kim ja w ogóle jestem, aby chcieć takich rzeczy? Przecież prawie jej nie znam...

noc z 20 na 21 lutego 2016, sobota/niedziela

  Nie mogę spać. Znowu. Już od kilku godzin przewracam się z boku na bok, co chwila zmieniam pozycję oraz obiekt mojego zainteresowania; popatruję to na którąś ścianę, to na sufit, to na podłogę. Wszystko bardzo szybko mi się nudzi.
  Czuję się źle. Lustro stoi tak blisko mojego łóżka... Po chwili namysłu odrzucam kołdrę na bok i wstaję. Podchodzę do przeklętego przedmiotu odbijającego moją sylwetkę, po czym przesuwam go po podłodze i stawiam we wnęce, tuż koło toaletki. No, teraz mogę męczyć się spokojnie.
  Ruszam w kierunku łóżka, ale w połowie drogi zmieniam zdanie. Skręcam do garderoby. Szybko przebieram się w luźniejsze jeansy i jakąś rozciągniętą bluzę, wsuwam stopy w czarne trampki. Muszę się przewietrzyć; może to pozwoli mi trzeźwo o wszystkim pomyśleć.
  Wychodzę z garderoby. Po drodze do wyjścia z pokoju zgarniam klucze z biurka. Prędko zbiegam po schodach, przechodzę przez obszerny salon i dopadam do drzwi, które szybko otwieram. Na dworze pada deszcz.

  Balet od zawsze mnie relaksował. Pamiętam, jak po raz pierwszy stanąłem na sali treningowej w tym śmiesznym stroju. Babcia mnie tam zaprowadziła.
  Moja ukochana babcia Atsuko. Jestem jej wdzięczny za wszystko, co dla mnie zrobiła. Nigdy nie zapomnę momentu, w którym mocno przytuliła zasmarkanego pięcioletniego mnie i powiedziała, że już nigdy więcej nie zapłaczę przez rodziców, bo mnie im nie odda. Dotrzymała słowa. Tak jakby. Oddała mnie dopiero po śmierci. Odeszła już prawie rok temu. Tęsknię za nią. Staram się robić wszystko tak, żeby móc myśleć, że byłaby ze mnie dumna.

  Miałem rację. Taniec bardzo mi pomógł. Czuję się już odrobinkę lepiej.

czwartek, 13 października 2016

| 044 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuki ( Initial L, ex-Lycaon ) - Głupi chłopiec. Cz. II

Ten rozdział dedykuję też Tsudzuku. Bez niej by nie powstał.
~~~

17 lutego 2016, środa

  Od wtorku przyglądam się Jej jeszcze uważniej. Zauważyłem, że pomimo odrzucenia mnie, ogląda się za innymi... I to obojgu płci. Myślałem, że skoro nie zechciała mnie to nie zechce też kogoś innego. Co we mnie jest nie tak, że mnie nie chce? Powinienem coś w sobie zmienić? Myślałem, że wyglądam chociażby... znośnie... Czyżbym się jednak mylił?

  Po ostatniej lekcji nie idę od razu do domu. Długo włóczę się po mieści bez celu. Wracam dopiero kiedy się ściemnia. Zjadam śladowe ilości kolacji, po czym odchodzę od stołu. Powoli człapię do siebie, wlokąc nogę za nogą. Ruszam w kierunku łazienki; cieszę się, że mam swoją własną.
  Zatrzymuję się przed lustrem i spoglądam w nie. Chyba już wiem, dlaczego Jej nie pasuję. Suche, sterczące na wszystkie strony świata i przypominające siano włosy z rozdwojonymi końcówkami. Tłusta, pryszczata cera, której nie da się zatuszować nawet najlepszym podkładem. Oczy o brzydkim, nudnym kształcie. Grube policzki. Jakaś taka dziwna broda. Za krótka i za gruba szyja. Obojczyki zakryte tłuszczem. Unoszę sweter do góry. Tu również widzę mnóstwo tłuszczu. Zerkam na nogi. One też są tłuste. Cały jestem tłusty. Wyglądam jak świnia. Tak właściwie... to już dawno to zauważyłem... Od pewnego czasu noszę większe ubrania, żeby to zakryć. Staram się też mniej jeść. Najwidoczniej rezultaty są słabe... Muszę ciężej nad sobą popracować.


18 lutego 2016, czwartek
  
  Nie idę do szkoły. Nie chcę ranić ukochanej obrzydliwym widokiem mojej osoby; jeszcze by zwymiotowała.
  W ogóle powinienem zniknąć.

  Coś mi dzisiaj nie pasuje... Kogoś brakuje... Kogoś nie widziałem... Ale kogo? Nie jestem pewien. W każdym razie, jest dziś zadziwiająco spokojnie; nikt mnie nie zaczepia, nikt się na mnie nie gapi... Właśnie! Już wiem! Nie ma dziś tego dziwnego chłopaka, który próbował mnie ostatnio poderwać. Jak dobrze...

  Mimo że jem mało, mam okropne wyrzuty sumienia. Z chęcią bym poćwiczył, ale ta blizna na brzuchu... Mięśnie przecięte czymś takim wyglądałyby nieestetycznie. Gdzieś w głowie obija mi się nieśmiałe "Zwymiotuj", ale wiem, że nie mogę tego wymusić; długie paznokcie poraniłyby mi gardło, a nie chcę ich obcinać, bo za bardzo mi się podobają...


19 lutego 2016, piątek

  Dzisiaj znów go nie ma. Czyżby zachorował?.. Ugh, dlaczego ja się w ogóle nim martwię?! Nie powinien się przejmować kimś takim. Przecież nic dla mnie nie znaczy.

~~~
Jest jeszcze sens prowadzić bloga? Może lepiej całkowicie przerzucić się na Wattpada? 

sobota, 1 października 2016

| 043 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuki ( Initial L, ex-Lycaon ) - Głupi chłopiec. Cz. I

15 lutego 2016, wtorek

  Wiele dziewcząt dało mi wykonane przez siebie laurki bądź czekoladki. Ale nie Ona, ta jedna jedyna, która przykuła moją uwagę, która wydaje się być jej warta. Pakuję do wielkiej torby na zakupy kolejne paczuszki z prezentami; niektóre są zadziwiającą ciężkie, przez co zaczynam powątpiewać, że są w nich tylko słodkości... Wszystkie kartki zbieram i wkładam do organizera, który również wkładam do torby. Jak ja się zabiorę do domu z tym wszystkim?.. Wzdycham ciężko. Chyba będę musiał zadzwonić do taty, żeby przyjechał i podwiózł mnie do domu... Nie uśmiecha mi się to. Dawno z nim nie rozmawiałem. Krzywię się mimowolnie.
  Trzaskam drzwiczkami swojej szafki i zamykam ją na kluczyk. Rozglądam się po korytarzu, a Ta Dziewczyna od razu rzuca mi się w oczy. Wygląda dziś bardzo ładnie, chyba pomalowała się nieco inaczej. A może po prostu założyła inną koszulę do mundurka? Nie wiem, nie jestem pewien. Typowe. Ponoć odziedziczyłem to po ojcu. Tego też nie jestem pewien. Prawie nie znam tego człowieka. Nasze relacje opierają się głównie na płaceniu i wydawaniu alimentów. Wracając do Niej. Jest zamyślona jak zawsze. Opiera się o ścianę i czyta jakąś książkę; nie jestem w stanie dostrzec, jaki to tytuł. Lubię czytające osoby; można poprowadzić z nimi rozmowę na poziomie. Oczywiście, o ile nie pochłaniają jakiś bzdur... Ale Ona nie wygląda na kogoś takiego. Myślę, że raczej jest inteligentna i mądra.
  Przyglądam się jej przez dłuższą chwilę. Powoli nabieram odwagi. W końcu stawiam torbę na podłogę, po czym pewnym krokiem ruszam w Jej stronę. Opieram rękę o ścianę tuż nad głową Tej Piękności. Trochę się boję, ale nie chcę już dłużej czekam. Zamykam oczy i składam na Jej ustach delikatny, pełny uczucia pocałunek. Dziewczyna delikatnie kładzie dłonie na mojej klatce piersiowej. Huh, chyba jej się spodobało. Zmieniam zdanie już po ułamku sekundy. Odpycha mnie. Ma zaskakująco dużo siły w tych drobnych rączkach. Otwieram oczy. Spoglądam na nią rozczarowany. Byłem pewien, że dziewczyną podobają się takie akcje niczym z filmów. Delikatnie przygryzam dolną wargę; ponoć wyglądam kusząco, kiedy tak robię.
- Zakochałem się w Tobie - mówię wprost. - Jesteś niesamowita. Mógłbym patrzeć na Ciebie godzinami. Marzę o tym, żeby móc Cię tulić i głaskać po włosach, składać pocałunki na Twoim czole i dłoniach. Pozwól mi siebie kochać, proszę. Pozwól mi, a będę Cię traktował jak księżniczkę. Wystarczy tylko jedno słowo... 
  Wyczekująco patrzę się Jej prosto w oczy. Obiekt moich westchnień pytająco unosi brew i prycha krótko, krzyżując ramiona.
- Nawet nie rób sobie nadziei, chłopcze.

czwartek, 1 września 2016

| 042 | Karma ( ex-AvelCain ) x Yuuki ( ex-Lycaon ) - Głupi chłopiec. Króciutki prolog



~~~
CAŁA SERIA DEDYKOWANA JEST DLA KITY-PON
~~~
  Kiedy jest się w pierwszej klasie liceum, wszystko wydaje się prostsze; każdy czuje się dorosły, szczęśliwy, przyjęty z otwartymi ramionami. W pierwszej klasie liceum szuka się zrozumienia, miłości, przyjaźni - różnych rzeczy. Zdarzają się jednak wyjątki, a jednym z nich jest Yuuki.
  Yuuki nie jest jak każdy; jest osobą cichą, skrytą, zamkniętą w sobie, nie lubi się integrować i zawsze stoi na uboczu. Już w dzieciństwie poczuł, że jest inny, w dodatku nie w ten pozytywny sposób. Od dawna kryje swoją prawdziwą osobowość pod warstwami makijażu i ubrań. Przygląda się wszystkiemu z boku, nieufnie popatrując na otaczającą go młodzież, nauczycieli, pracowników szkoły. Owszem, jest ktoś w gronie pedagogicznym, kto zna jego gorzką tajemnicę, ale wie o tym wyłącznie z konieczności. Na pozostałych trzeba uważać. Nikomu nie można ufać. Nikomu.

Styczeń 2016 

[ Karma ]
  Już pierwszego dnia wpadła mi w oko. Nie mogłem oderwać wzroku od jej wątłych ramion, szczupłej talii, ładnych nóg; od jej ciemnobrązowych oczu, które patrzały nieobecnie na jakiś punkt w podłodze; od długich, lśniących różowych włosów; od wszystkiego. Nie potrafiłem uwierzyć, że może istnieć ktoś tak piękny. Ja... chyba się wtedy zakochałem...

sobota, 13 lutego 2016

| 033 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. VII

*tydzień później*

  Wkładam dłoń do kieszeni, ale łapię pustkę. Cholera. Czym prędzej wybiegam ze szkoły. Nawet nie biorę pod uwagę autobusu. Pędzę najszybciej jak potrafię. Kiedy w końcu wpadam do domu, jestem cały mokry od potu. Ściągając buty, spoglądam w kierunku stołu. Rodzice siedzą naprzeciwko siebie. Matka przegląda jakieś czasopismo dla kobiet, a ojciec czyta swoją ulubioną gazetę, paląc papierosa. Pomiędzy nimi leży to, czego zapomniałem - mój telefon. Powoli podchodzę coraz bliżej. Wyciągam rękę do celu, ale cofam ją, bo Ona, niczym Oko Horusa, przewiduje, co chcę zrobić i kładzie na nim swoje tłuste łapsko.
- Chyba musimy porozmawiać... k o c h a n i e - wypowiada ostatnie słowo jak jadowity wąż, jakby chciała mnie nim ukąsić.
- Czego chcesz? - cedzę przez zaciśnięte zęby, powstrzymując się od krzyku.
  Ojciec powoli odsłania twarz, którą wcześniej zasłaniał polityczną, podobno pasjonującą lekturą. Kładzie przed sobą rozłożony egzemplarz.
- Po pierwsze: trochę szacunku do rodzicielki, gówniarzu - mówi, na co wywracam oczami, a on odwzajemnia się karcącym spojrzeniem. - Po drugie: usiądź grzecznie, bo naprawdę mamy z Tobą do pogadania.
  Odsuwa mi krzesło po swojej prawicy i wzrokiem nakazuje mi zrobić to, co powiedział. Niezbyt chętnie siadam na wyznaczonym miejscu.
- Znaleźliśmy w Twoim telefonie... - usiłuje kontynuować, lecz przerywam mu.
- Jak śmialiście grzebać w mojej własności?! - nie potrafię powstrzymać się od krzyku.
- ZNALEŹLIŚMY W TWOIM TELEFONIE - kontynuuje głośniej niż przed chwilą. - bardzo ciekawe wiadomości. - Aż czerwienieję ze złości, słysząc jego słowa. - "Wolisz, żebym nosił bokserki czy stringi?" "Skarbie, Twój tyłek we wszystkim wygląda zajebiście." - cytuje. - ALBO moje ulubione. "Kochanie, nie mogę się doczekać, aż znów będziemy się kochać. Byłeś cudowny." "Ja też nie mogę się doczekać. Nadal nie rozumiem, dlaczego ciągle powtarzasz, że masz małego." - wybucha śmiechem, a mi łzy nachodzą do oczu.
- Miej świadomość, że policja już o wszystkim wie - mówi matka, zamykając swoje pisemko.
- JAK MOGLIŚCIE?! - wrzeszczę, gwałtownie wstając. Krzesło z hukiem upada na podłogę, a ja wybiegam z domu. Boso.

  Trzymam się za głowę, siedząc na niewygodnym drewnianym krześle w mieszkaniu Tomo.
- Co mam teraz zrobić?.. - szepczę.
- Myślę, że powinieneś wyjechać, zmienić nazwisko i spróbować o wszystkim zapomnieć. - Spoglądam na niego. Jak gdyby nigdy nic zaciąga się papierosem, a ja nie mogę uwierzyć w to, co mówi. - Chociaż spróbuj. Rodzice tego chłopaka to bardzo wpływowi ludzie, mogą Cię zniszczyć.
- Mam to gdzieś - mówiąc to, patrzę mu się głęboko w oczy.
- Ogarnij się wreszcie! - krzyczy, agresywnie gestykulując rękoma. - Zrób to, jasne?!
  Wzdycham ciężko. Przyjaźnię się z Tomoyukim od dzieciaka. Szybko staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi. Kiedy przyszedł czas na szkołę średnią, zaczęliśmy spotykać się rzadziej; on poszedł do zwyczajnego liceum, a ja - do szkoły fryzjerskiej. Po ostatniej klasie kontynuował naukę na studiach administracyjnych, natomiast mi uczelnia nie była potrzebna do szczęścia - zostałem zauważony jako projektant. Obecnie Tomo jest komendantem jednego z większych posterunków policji w mieście, a moja kariera brnie do przodu. Przyznaję, znajomość z tym gościem bywa przydatna.
- Yoshiatsu, nie chcę, żeby...
- Słuchaj - przerywam mu. - Nie wyobrażam sobie życia bez Katsumiego, nie chcę go stracić, zostawić tak... - głos mi się łamie. - ... tak po prostu...
- To zrób to jakoś nadzwyczajnie. Ale zrób.

  Obok swoich drzwi zastaję moje kochanie pogrążone we śnie. Otwieram mieszkanie, po czym pochylam się i biorę go na ręce. Niosąc go do swojej sypialni dochodzę do smutnego wniosku, że to idealny moment. Delikatnie kładę chłopaka na łóżku. Spoglądam na niego; wygląda tak pięknie... Odwracam się na pięcie i ruszam do wyjścia. Wychodzę z mieszkania. Szybkim krokiem idę przed siebie.
  Po chwili wychodzę na świeże powietrze. Z nieba lecą potężne krople deszczu, ale mimo to przechodzę przez ulicę i zagłębiam się w park. Mija tylko kilka minut, a już znajduję to, czego szukałem - różany zagajnik. Pamiętam, jak Katsumi pokazał mi jedną z czarnych róż, mówiąc, że to najpiękniejszy kwiat, jaki kiedykolwiek widział. Wyszukuję ją wzrokiem, podchodzę i ostrożnie łamię łodygę na odpowiedniej wysokości.

  Powolutku kładę kwiat na jego piersi. Zamyślam się na moment. Kiedy wyrywam się z letargu, biorę jego dłonie i składam tak, aby przytrzymywały różę. Po raz ostatni pochylam się nad twarzą ukochanego. Całuję go namiętnie, ale zarazem delikatnie. Kończę dopiero wtedy, kiedy z moich oczu zaczynają wypływać łzy. Głaszcząc go po policzku, szepczę:
- Przepraszam. Ale staliśmy się brudni. Brudni od deszczu.
~~~
I oto koniec "Ame no waltz".

wtorek, 9 lutego 2016

| 032 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. VI

*dwa miesiące później*

  Na palcach wchodzę do domu z nadzieją, że rodzice są u siebie. Niestety. Przeliczyłem się.
- Gdzie Ty się znowu podziewałeś, gnoju? - od razu drze się matka.
- Gdzieś - odpowiadam jej beznamiętnie, zmierzając w kierunku schodów.
- Chodź do mnie natychmiast!
  Nie zatrzymując się ani nie oglądając za siebie, pokazuję jej środkowy palec. Szybko wchodzę po stopniach. Podchodzę do swoich drzwi i otwieram je kluczem, a po wejściu ponownie je zamykam. Siadam przy toaletce, kładąc na niej klucz, a obok opieram torby. Patrzę na swoje odbicie w lustrze. Odgarniam grzywkę lekko na bok. Wyglądam tak... zwyczajnie. Dziś jest nasza trzecia randka, więc chciałbym go jakoś zaskoczyć. Wzdycham ciężko. Wyciągam z opakowanie chusteczkę do demakijażu i zmywam z ust krwisto czerwoną szminkę. Biorę następną chusteczkę i zmywam nią tusz do rzęs oraz cienie z powiek i brwi. Trzecią chusteczką pozbywam się podkładu. Odkręcam kuleczkę od labretu, wyciągam go i wkładam do szkatułki na biżuterię. Palcem delikatnie unoszę dolną wargę do góry, aby obejrzeć dziurkę pozostałą po kolczyku. Patrząc prze siebie, przekrzywiam głowę na prawo, a następnie na lewo. Niespecjalnie wydepilowane, rzadkie brwi, krótkie i niezbyt gęste rzęsy, zmarszczki mimiczne przy zewnętrznych kącikach naturalnie podkrążonych i podpuchniętych oczu oraz pomiędzy kącikami dużych gładkich ust a brzegami ładnego prostego nosa, kilka przebarwień na twarzy, pieprzyk przy zewnętrznym kąciku lewego oka, niesamowicie gładkie, lśniące, aktualnie nieco poczochrane włosy. A więc to tak wyglądam bez żadnych poprawek - jak przeciętniak z bliznami po pryszczach.
  Już odkąd zacząłem dorastać, nie lubię przeglądać się w lustrze, nie lubię nawet w nie zerkać. Nawet kiedy się maluję, nie patrzę w lustro; po prostu nie lubię siebie. Dziś nastąpił przełom; zrobiłem to, spojrzałem na swoje odbicie. Nie jestem zadowolony z tego, co widzę, ale chcę, żeby Yoshiatsu mnie takiego zobaczył, żeby poczuł się... wyjątkowy.
  Próbuję się uśmiechnąć, lecz udaje mi się jedynie lekko unieść kąciki ust. Zdecydowanie nie jest to przekonujące, a Yoshiatsu mówił, że chciałby zobaczyć mój szczery uśmiech...
  Wstaję. Stojąc przed dużym lustrem, rozbieram się do naga. Patrzę na przód, obracam się najpierw jednym bokiem, później drugim, potem odwracam się tyłek i zerkam sobie przez bark. Obracając się tak, unoszę swoje genitalia, rozchylam pośladki. Dokładnie przypatruję się każdemu milimetrowi swojego ciała. Idę do garderoby. Kiedy znajduję szlafrok, zakładam go i kieruję się z powrotem do toaletki. Z jednej z toreb wyjmuję krem do depilacji, służące do tych samych celów plastry z woskiem i paczkę maszynek do golenia, po czym biorę do ręki klucz. Otwieram drzwi, wychodzę z pokoju i ponownie je zamykam, a srebrny przedmiot wrzucam do kieszeni.
  Wchodzę do łazienki, a następnie przekręcam zamek. Ściągam szlafrok i zawieszam go na małym białym haczyku przy prysznicu. Trzymając kosmetyki w dłoni, wchodzę do kabiny. Kładę rzeczy na swojej półeczce, po czym zasuwam drzwi. Namydlam swoje pachy i biorę maszynkę. Powoli pozbywam się odrastających włosków. Ogolone pachy przemywam wodą, płuczę maszynkę i odkładam ją. Wyciągam z opakowania tubkę z kremem, otwieram ją i wyciskam sporą ilość na dłoń. Dokładnie rozsmarowuję to w okolicach intymnych, przygryzając przy tym dolną wargę, aby lepiej się skupić. Zgodnie z instrukcję czekam kilka minut, żeby substancja zaschła; czuję jakbym drętwiał... Po upływie wyznaczonego czasu dołączoną szpatułką zdrapuję krem, a wraz z nim wszystkie włosy. Starannie przyklejam do lewej łydki plaster z woskiem. Odrywam go szybko, płacząc przy tym z bólu.
- Kurwa mać... - jęczę boleśnie. - Trzeba było użyć kremu tak jak zawsze...
  Z trudem przekonuję się, aby kontynuować. Plaster po plastrze i w końcu kończę depilować obie nogi. Wzdycham ciężko z ulgi. To było straszne... Nigdy więcej...

  Pukam głośno, a po chwili drzwi zaczynają się powoli otwierać. Moim oczom ukazuje się Katsumi w zbyt dużym czerwonym jedwabnym szlafroczku z czarnymi lamówkami, który rozchyla się tak, że widać mu niemal całą klatę piersiową; prawy sutek nieśmiało wygląda zza materiału, aż się prosi, żeby go polizać. Z trudem powstrzymuję swoje zapędy. 
- Wejdź - mówi chłopak, pochylając się przy tym, dzięki czemu na wolność wydostaje się również lewy sutek.
  Wchodzę, głośno przełykając ślinę, a on zamyka za mną drzwi na klucz. W półmroku z trudem zauważam, że nie użył dziś makijażu, że nie ma kolczyka pod wargą i starannie ułożonych włosów, a okulary zapewne zostały zastąpione soczewkami. Wygląda dziś tak... inaczej, delikatniej. Uśmiecham się szelmowsko pod nosem. Kilka metrów dalej zauważam pięknie nakryty stół, na którym święci się mnóstwo zapachowych świeczek ustawionych w okrąg; całość prezentuje się przepięknie, ale Katsumi... Katsumi odwraca moją uwagę...
  Podchodzę do niego i splatam nasze palce. Pochylam się nad jego uchem i szepczę:
- Kolacja może poczekać... prawda?..
  Czuję, jak drży pod wpływem mojego głosu. Nic nie mówi, po prostu kiwa głową na potwierdzenie. Puszczam jedną z jego dłoni i powoli ruszam do jego sypialni. Kiedy idziemy po schodach, kątem oka spoglądam na niego; ma zwieszoną głowę i rumieńce na policzkach. Po chwili wchodzimy do pokoju. Wolną ręką włączam światło. Drzwi zostawiamy otwarte. Podchodzimy do łóżka. Puszczam dłoń nastolatka, a obie swoje kładę na jego klatce piersiowej, zmuszając go, aby usiadł, a następnie położył się. Ze stoickim spokojem patrząc się w jego rozbiegane oczy, guzik po guziku rozpinam swoją jeansową koszulę, aż w końcu zrzucam ją na ziemię. Z szerokim uśmiechem na twarzy rozpinam spodnie z ciemnego jeansu. Katsumi coraz szybciej oddycha, przez usta. Ściągam brwi w zamyśleniu. Po chwili szybkim ruchem zsuwam z siebie spodnie i wychodzę z nich. Zauważam, że chłopak uważnie przypatruje się mojemu kroczu, więc gestem ręki pokazuję mu aby usiadł, a on posłusznie to robi. Łapię go za nadgarstki i ostrożnie kładę na swoich biodrach. Nastolatek spogląda na mnie niepewnie, wkładając kciuki za gumkę obcisłych czarnych bokserek. Przytakuję głową. Serce szybko mi bije, lecz staram się tego nie zdradzić. Moje majtki są zsuwane bardzo powoli, a wraz z nimi sunie w dół również mięciutki języczek mojego kochanka. Rozchylam wargi, kiedy dotyka główki mojego penisa. W końcu materiał opada z mojego ciała. Chłopak bierze mojego członka w dłoń i szeroko otwiera buzię. Odginam jego palce.
- Nie.
  Delikatnie ponownie zmuszam go, aby się położył. W skupieniu rozsuwam jego nogi. Zerkam na niego. Obserwuje mnie, dolna warga mu drży, policzki są czerwonawe. Klękam między jego nogami, rozwiązuję szlafroczek. Rozsuwam materiał na boki i rozdziawiam buzię z zachwytu. Jest filigranowy, widać mu dokładnie wszystkie kości, ma ładny, kształtny pępek, jego penis w wzwodzie jest raczej niewiele poniżej średniej, a jego okolice, niewielkie jądra i w ogóle całe ciało chłopaka są idealnie gładkie. Wkładam pod niego lewą rękę i kładę mu na lędźwiach. Unoszę go mocno do góry, a jego ciało bezwładnie wygina się w łuk. Szeroko rozchyla wargi i drżąco zasysa przez nie powietrze. Palcami prawej dłoni ściągam rękawy szlafroka z jego sztywnych rąk. Zabieram dłoń z jego pleców, pozwalając ciału opaść. Do moich uszu dochodzi cichy jęk bólu. Posyłam mu uspokajający uśmiech, lecz moja mina rzednie, kiedy zauważam liczne blizny na przedramionach Katsumiego. Spoglądam na niego pytająco, mam łzy w oczach. Odwraca wzrok, więc pochylam się nad nim i całuję go w nos.
- Będzie dobrze... - szepczę, głaskając go po lewym policzku, a on rumieni się jeszcze bardziej. - Chcesz tego?..
  Kiwa głową. Prostuję się, pytając:
- Masz gumki?
  Tym razem zaprzecza wystraszony.
- Nie martw się, ja mam.
- Poczekaj. Muszę... - mówi, podnosząc się.
- Lewatywa? - pytam, przez co jego policzki przybierają buraczkową barwę, na co wybucham śmiechem. - Idź - pozwalam mu.

  Długo nie wraca, więc idę do łazienki. Zastaję go siedzącego na rozłożonym ręczniku i czytającego instrukcję obsługi irygatora. Wzdycham ciężko, wyciągając do niego rękę.
- Chodź. Jakoś się bez tego obejdziemy.
  Zdziwiony podaje mi dłoń. Pomagam mu wstać. Razem wychodzimy z pomieszczenia i wracamy do jego sypialni. Podchodzimy do łóżka. Zrzucam szlafroczek na podłogę. Znów delikatnie zmuszam go, aby się położył. Znów w skupieniu rozsuwam jego nogi. Znów na niego zerkam. A on znów obserwuje mnie z drżącą wargą i czerwonawymi policzkami. Uśmiecham się, siadając przy jego boku. Przygryzam dolną wargę.
- Jak wolisz?
- Uhm... - rumieni się jeszcze bardziej. - Od tyłu...
  Obracam go na brzuch, a on podnosi się i ustawia odpowiednio, mocno wypinając przy tym zgrabny tyłek. Oblizując usta, wyciągam ze swoich spodni małe opakowanie, po czym klękam między jego nogami i otwieram je. Czuję, jak moje przyrodzenie sztywnieje, więc zakładam na nie mocno nawilżoną gumkę. Chwytam penisa w dłoń i nakierowuję na dziurkę chłopaka. Po chwili obie dłonie kładę na jego biodrach. Jednym szybkim ruchem wbijam się w niego. Głośno krzyczy.
- Przepraszam... Powiedz, kiedy będziesz gotowy.
  Przez około dziesięć minut trwamy nieruchomo; dopiero po upływie tego czasu wypowiada ledwie słyszalne "Już". Poruszam się w nim powolnie, ostrożnie; nie chcę go skrzywdzić. Uspokajająco gładzę jego delikatną skórę. Po dłuższej chwili zauważam, że się rozluźnia. Spogląda na mnie przez ramię i posyła uśmiech. Odwzajemniam gest, widząc, że jego twarzy nie wykrzywia ból. Kiedy się odwraca, z jego ust zaczynają się wydobywać namiętne pojękiwania, pełne zachwytu westchnienia i ekstatyczne krzyki. Cicho mruczę z rozkoszy. Nie mija pięć minut, a już zaczynają mną targać silne dreszcze. Szybko dochodzę, lecz nie przerywam, aby pozwolić się spełnić również mojemu kochankowi. Staram się długo, ale wygląda na to, że mi się nie uda; chyba nie jestem wystarczająco dobry. Niespodziewanie wzdryga się silnie, jęczy tak głośno i przeciągle, jak jeszcze nigdy nie słyszałem i wygina do tyłu w łuk. Nie tryska spermą, ale myślę, że to było to. Wyraźnie zmęczony pozwala, aby jego ramiona opadły, garbi się nieco. Wychodzę z niego, po czym ściągam prezerwatywę i rzucam ją na podłogę.

piątek, 29 stycznia 2016

| 031 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. V

  Coś we mnie wstąpiło. Zrobiło mi się szkoda Katsumiego. Martwię się o tego chłopaka, nie mogę go zostawić w takim stanie bez opieki. Nawracam auto i jadę w kierunku jego domu rodzinnego. Właściwie to nie wiem, dlaczego wcześniej sam nie zaproponowałem mu zabrania go do lekarza. Wyglądał na prawdę kiepsko.

  Po około 10 minutach docieram na miejsce. Zamknięte. Głośno pukam. Czekam dłuższą chwilę, lecz w końcu otwiera mi. 
- Weź klucze, telefon i trochę ubrań - mówię, wchodząc do środka.
- Po co mam brać ciuchy? Przecież do szpitala mnie nie wyślą.
- Nie protestuj tylko idź po te rzeczy.
  Chyba powiedziałem to zbyt ostro... ale ważne, że zadziałało.

  Otwieram Katsumiemu drzwi, a on powolutku wsiada i zapina pas. Również wsiadam, po czym czarny plecak i torbę w tym samym kolorze pakuję na tylne siedzenie auta. Zapinam pas. Pytam go, gdzie się leczy, a on odpowiada mi. Ruszam z podjazdu.
  Przez całą drogę co chwila zerkam na nastolatka; wygląda tak lichutko...

  Na miejsce docieramy po prawie godzinie jazdy. Wychodzę z auta i podchodzę do drzwi od strony pasażera i otwieram je. Rozpinam jego pas, biorę go na ręce, a drzwi zamykam kopniakiem. Niosę go do izby przyjęć, a tam sadzam na krześle z miękkim obiciem. Wyciągam pieniądze z kieszeni kurtki, którą ma na sobie. Podchodzę do rejestracji.
- Dzień dobry.
- Dzień dobry.
- Chciałbym prosić o przyjęcie Katsumiego Honda przez doktor Nakano.
- Przykro mi, ale pański brat będzie musiał poczekać kilka godzin. Miejsca na wcześniejsze godziny są już zajęte.
- Proszę, mogę zapłacić więcej, tylko niech pani powie, ile.
  Kobieta rozgląda się na boki i ruchem palca pokazuje, abym się schylił. Przez otwór w szypie szepcze do mnie:
- 7 tysięcy jenów.

  Otwieram drzwi swojego mieszkania. Pozwalam Katsumiemu wejść pierwszemu, po czym sam to robię. Ściągamy buty i idziemy do mojej sypialni. Kładę plecak i torbę przy drzwiach. Zsuwam z siebie kurtkę, po czym rzucam na podłogę. Podchodzę do chłopaka. Pomagam mu się rozebrać. W samych bokserkach wczołguje się pod kołdrę. Siadam na brzegu łóżka. Ściągam mu okulary, po czym odkładam je na szafkę nocną. Patrząc się na jego zmęczoną twarz, okrywam go szczelniej. Kładę dłoń na jego policzku, głaszczę go po nim. Wzdycham ciężko. Pochylam się nad nim i z niewielkiej odległości wpatruję się w jego oczy. Ze zmrużonymi powiekami coraz bardziej pochylam się nad pięknymi ustami nastolatka.

wtorek, 26 stycznia 2016

| 030 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. IV

- Wpuścisz mnie?.. - pytam, z delikatnym uśmiechem na ustach spoglądając na zdezorientowanego chłopaka ubranego w moje ciuchy.
- T-tak, jasne.
  Odsuwa się i pochyla się jakby mi się kłaniał. Idiotyczne. Wchodzę do środka, a on zamyka za mną drzwi na klucz, po czym bez słowa kieruje się na schody. Idę za nim. Na piętrze otwiera jedne z drzwi, mówiąc:
- Oto moje królestwo.
  Rozglądam się po pokoju. Jest na prawdę ładny, z białymi ścianami oraz meblami, lecz wydaje mi się nieco zbyt bezosobowy. Po prawej od drzwi w małej wnęce znajduje się spora toaletka, na której ułożone są kosmetyki, a resztę ściany zajmuje wąskie, lecz wysokie od podłogi aż po sufit lustro. Naprzeciw siebie zauważam niedbale przykryte kołdrą łóżko, na którym znajduje się także wygnieciona poduszka i... moja kurtka. Obok łóżka stoi niewielka szafka nocna, a niej czarny budzik. Po lewej na tej samej ścianie co drzwi do pokoju zauważam rozsuwane drzwi - zapewne do garderoby. Prostopadłą do nich ścianę w całości zajmuje ogromny regał, na którego półkach leżą kolejno: książki, płyty z muzyką, koncertami, filmami, albumy ze zdjęciami i jakieś notatniki, które zapewne są pamiętnikami, zeszyty i książki potrzebne do szkoły. Z chęcią dotknąłbym tych wszystkich przedmiotów, przejrzał zdjęcia. Chciałbym poczuć choć trochę Katsumiego, ale wiem, że nie powinienem.
- Tak właściwie to przyszedłem oddać Ci telefon.
  Wyjmuję z kieszeni duży biały telefon i podaję mu, a on przyjmuje go. Biel, wszędzie biel; jak sterylnie. Najdobitniejszym kontrastem, a także jednym z nielicznych jest kurtka, którą pożyczyłem nastolatkowi. Chłopak spogląda najpierw na telefon, a następnie na mnie.
- Jak mnie znalazłeś?
- Kumpel pracuje w policji. Wystarczyło do niego zadzwonić.
- Mhmm. I jesteś tu tylko przez ten telefon?
  Zlustrowałem go wzrokiem od góry do dołu.
- Tak, nie będę Ci już przeszkadzał. Weź jakieś leki i prześpij się trochę. 
- Mhm. Właściwie to mnie obudziłeś...
- Przepraszam - mówię to z głębi swojego serca, bo na prawdę mi głupio; gdybym wiedział, przyszedłbym jutro.
  Katsumi spuścił głowę i lekko przygryzł dolną wargę.
- Nic się nie stało.
  Mam ogromną ochotę, aby go przytulić. Nie potrafię się powstrzymać. Podchodzę bardzo blisko niego i nieśmiało obejmuję. Po kilku sekundach umacniam uścisk. Nastolatek powoli podnosi głowę i zadziera ją do góry, aby spojrzeń mi w oczy. Ma rozchylone usta, w jego oczach widzę dezorientację. Odwracam wzrok, po czym odsuwam się.
- Wybacz, ale ja już pójdę.
  Wychodzę z pokoju, zbiegam po schodach, a po chwili wypadam na dwór. Głęboko wciągam powietrze przez nos. Podchodzę do samochodu, wsiadam do niego i odjeżdżam.

  Dziwnie się czuję. Nie wiem, co myśleć o jego zachowaniu. Nie rozumiem go. 
  Schodzę na dół, aby zamknąć drzwi, po czym wracam na górę. Ściągam okulary i odkładam je na szafkę. Kładę się na łóżku w pozycji embrionalnej, przykrywam po czubek głowy, lecz po chwili odkrywam twarz, ponieważ nie mogę oddychać. Z chęcią umówiłbym się do lekarza, ale jedyne pieniądze, jakimi mógłbym zapłacić za taksówkę i wizytę to te, których zapomniałem oddać Yoshiatsu; czułbym się głupio, wykorzystując je teraz.
  Włączam telefon, który nadal trzymam w dłoni i przesuwam kciukiem po ekranie. Wchodzę w kontakty. Jestem zdecydowany zadzwonić do matki zapisanej jako Yuki, lecz pod drodze zauważam nowy kontakt... Yoshiatsu; wygląda na to, że pozwolił sobie zapisać mi swój numer. Nie zastanawiając się dłużej, piszę do niego:

Zapomniałem oddać Ci pieniędzy. Czy miałbyś coś przeciwko, gdybym pojechał za nie do lekarza?

  Odpisuje mi bardzo szybko i krótko.


Oczywiście, że nie.

Uff. Dziękuję.

Dlaczego miałbym Ci nie pozwolić? Nie wyglądasz zbyt dobrze... A może sam Cię zawiozę? Nie odjechałem daleko, mogę zawrócić.

  Co za kochany człowiek. Rozsądek podpowiada mi, żebym się zgodził, więc zgadzam się.

poniedziałek, 25 stycznia 2016

| 029 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. III

- Na prawdę muszę już iść?
  Podnoszę wzrok. Katsumi stoi przede mną w moim ulubionym siwym swetrze, który jest na niego za szeroki i zakrywa mu pupę oraz w, również moich, ciemnych jeansach, które musiał kilkukrotnie podwinąć. Wygląda trochę jak dziecko ulicy...
- Na prawdę. Ale możesz przyjść jutro. I pojutrze. I zawsze. Oczywiście, jeśli będziesz chciał.
  Przygryza dolną wargę, przez co wygląda tak seksownie, że z chęcią zaciągnąłbym go do łóżka. Powinienem się opamiętać...
- Dobrze.
  Nie mówiąc nic więcej, pochyla się i obejmuje mnie, po czym udaje się do korytarza, a ja za nim. Kiedy kładzie dłoń na klamce, każę mu jeszcze chwilę zaczekać. Zdejmuję z wieszaka swoją skórzaną kurtkę oraz czarną zapasową parasolkę i podaję mu. Patrzy się na mnie niepewnie.
- Żebyś nie zmarzł ani nie zmókł. Buty są obok Twoich nóg. Pewnie będą trochę za duże.
  Nieco drżącymi dłońmi bierze ode mnie kurtkę i zakłada ją, a następnie wsuwa niczym nie osłonięte stopy w zasznurowane już białe Air Maxy. Lewą dłonią chwyta parasolkę, a prawą otwiera drzwi. Odwraca się. Spogląda mi w oczy, po czym spuszcza wzrok.
- Do widzenia.
  Wychodzi, cicho zamykając za sobą drzwi. Czuję pustkę.

  Od razu po wyjściu z wieżowca rozkładam parasolkę, ponieważ nadal pada. Szybkimi krokami idę przed siebie, podczas gdy siła deszczu narasta. Po przejściu około kilometra wkładam zmarzniętą prawą dłoń do kieszeni. Czuję w niej jakieś papiery. Chwytam je, myśląc że to śmieci i wyciągam, rozglądając się za koszem. To pieniądze. I to sporo pieniędzy. Zatrzymuję się. Chyba powinienem zawrócić. Ale moment. Może Yoshiatsu celowo je tam włożył, kiedy przebierałem się w łazience? Pewnie chciał, żebym zamówił taksówkę. Szkoda tylko, że zostawiłem telefon w spodniach na jego pralce. Wkładam pieniądze z powrotem do kurtki. Oddam mu je jutro.
  Ruszam przed siebie. Idę jeszcze szybciej niż wcześniej, ponieważ krople lecą już ze wszystkich stron.

  Mimo kurtki, butów i parasola dochodzę do domu całkowicie przemoczony. Stojąc jeszcze na ganku, składam parasol. Naciskam na klamkę. Zamknięte. Zrezygnowany siadam na zimnych, podgniłych deskach. Wzdycham ciężko. Cóż, nie jest to zbyt wygodne siedzisko, a tym bardziej miejsce do spania.

  Budzę się o wschodzie słońca i napawam oczy niesamowitym widokiem. Nawet nie mam pojęcia, kiedy zasnąłem - w pewnym momencie po prostu urwał mi się film. Powoli i bardzo ostrożnie wstaję. Okropnie boli mnie całe ciało, pewnie będę miał siniaki. Boli mnie głowa, gardło i łzawią mi oczy; chyba się przeziębiłem. Bardzo dokładnie oglądam ubrania Yoshiatsu; spodnie pozaciągały się w kilku miejscach, zrobiła się też niewielka dziurka, ale poza tym wszystko jest w porządku.
  Naciskam na klamkę, a drzwi tym razem uchylają się. Przez szparkę ze strachem rozglądam się na wszystkie strony. Na całe szczęście nikogo nie zauważam. Wycieram podeszwy o wycieraczkę, po czym niepewnie wchodzę do środka. Pośpiesznie ściągam obuwie i, trzymając je w prawej ręce, szybkimi krokami pędzę do swojej sypialni. Kiedy już zamykam za sobą na klucz drzwi pokoju, opieram się o nie i wzdycham z ulgą.
  Zerkam na zegarek. Za nieco ponad dwie godziny zadzwoni budzik, który od poniedziałku do piątku przypomina mi, że mam ruszyć dupę i zacząć szykować się do szkoły. Nie mam ochoty tam dziś iść; wolałbym pójść do mojego nowego znajomego i... Katsumi, ogarnij się, chłopie. Yoshiatsu pewnie będzie już wtedy w pracy. Co za pech...
  Siadam na łóżku. Ściągam kurtkę, przytykam ją sobie do twarzy i głęboko wciągam jej zapach; czuję dym tytoniowy oraz jakieś mocne perfumy o bardzo ładnym zapachu. Kładę się, przytulony do nakrycia jak małe dziecko do swojego ukochanego misia.

  O 6:15 budzi mnie irytujący dźwięk alarmu... przeciwpożarowego. Czyżby ojciec znowu próbował sam zrobić naleśniki? Myślę, że to baaardzo prawdopodobne. Nie chce mi się wstawać, żeby mu powiedzieć, aby wyłączył to cholerstwo, więc ściągam okulary, odkładam je na szafkę nocną i wkładam głowę pod poduszkę.
  Po chwili dzwoni kolejny alarm, lecz tym razem jest to ten budzący mnie do szkoły. Wyciągam rękę w kierunku budzika na szafce nocnej; udaje mi się go wyłączyć dość szybko, bo mam już w tym wprawę. Dziś nie idę do legalnego obozu koncentracyjnego, nie ma mowy. Czuję się zbyt gównianie i to pod niemal każdym względem.
  Wyciągam głowę spod poduszki, po czym przygładzam włosy. Zmrużonymi oczyma próbuję odczytać godzinę z budzika, kiedy słyszę głośne jeb! jakby coś z rozpędu pierdolnęło w drzwi. Siadam i zakładam okulary. Ponownie spoglądam na budzik; jest 6:30. 
- Otwórz te drzwi, niewdzięczny gówniarzu! - słyszę obolały krzyk matki. A więc to ta locha chciała się zabawić w duszka Kacperka.
  Ignoruję ją. Nadal obejmując kurtkę Yoshiatsu, wczołguję się pod kołdrę i zakrywam nią, aż po szyję. Opieram plecy o poduszkę.
- Źle się czuję. Zostaję dziś.
- Co tam mamroczesz pod nosem?!
- Źle się czuję i zostaję dziś! - krzyczę ochrypłym głosem; na prawdę porządnie się załatwiłem przez te kilka godzin snu na dworze.
- A rób se co chcesz!
  Słyszę, jak schodzi na dół, ciężko stąpając. Z ulgi udaję, że ocieram pot z czoła. Ponownie zerkam na budzik; jest 6:40, więc za jakieś 10 minut oboje wyjdą, zostawiając mnie w spokoju z samym sobą. 

  Po wyjściu rodziców wychodzę z łóżka, zostawiając w nim kurtkę i otwieram drzwi. Wracając do łóżka, kątem oka zauważam swoje odbicie w lustrze, więc cofam się, aby obejrzeć się w pełni. Włosy mam przetłuszczone, pojedyncze pasma sterczą na różne strony, twarz błyszczy mi się od potu. oczy mam tak podkrążone, że cienie aż wychodzą za dolne krawędzie okularów, usta mi wyschły, a ubrania wymięły, w dodatku trzęsę się z zimna; wyglądam jak chodzące nieszczęście.
  Schodzę do kuchni i wyciągam z apteczki termometr. Mierzę sobie temperaturę. 38 stopni. Biorę jakieś leki na gorączkę, coś na katar i wsadzam pod język tabletkę do ssania na gardło, po czym wracam do swojego cieplutkiego łóżeczka. Wtulony w kurtkę szybko zasypiam.

  Za oknem już ciemnieje, kiedy ze snu wyrywa mnie głośne pukanie przerywane dźwiękiem dzwonka. Niechętnie zwlekam się z łóżka i z żywotnością zombie idę do drzwi wejściowych. Otwieram je, a kiedy zauważam, kto przede mną stoi, zapiera mi dech w piersi.

czwartek, 21 stycznia 2016

| 028 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. II

  Od czasu do czasu zauważam kątem oka, że chłopak rzuca mi spojrzenia pełne... bólu?.. Tak, w jego oczach widać ból. Czy to ja go spowodowałem? A może po prostu nie zauważyłem tego wcześniej?
- Przepraszam - wyrzucam z siebie, patrząc się na mokre plamy na ścianie zamiast na niego.
- Dobrze, wybaczam Ci, ale nie wiem, co.
  Ściągam brwi w niezrozumieniu. Zwracam głowę w stronę Katsumiego.
- Jak to?.. Myślałem...
- Hm?
- Ech, nieważne...
  Wzdychając, odwracam wzrok. Jestem trochę zdezorientowany.
- Herbata jest już dobra - mówię, aby chociaż w małym stopniu rozluźnić atmosferę, lecz on postanawia wrócić do poprzedniego tematu.
- A Ty, ile masz lat?
  Lekko przygryzam dolną wargę.
- Mam być szczery?..
- Nie. Proszę, okłam mnie.
  Oboje śmiejemy się cicho. Kiedy w końcu milkniemy, ze zbłąkanym uśmiechem na ustach mówię:
- 34.
  Gdyby jego szczęka była dłuższa, z pewnością z hukiem opadłaby na podłogę. Chłopak wpatruje się we mnie wielkimi oczyma, brwi ma zmarszczone, a z rozdziawionej buzi wycieka mu cieniutki strumień śliny. Ledwo powstrzymuję śmiech. Ciekawy widok, przyznaję.
- Kłamiesz - mówi, kręcąc głową.
- Nie - odpowiadam, także kręcąc głową.
- Przecież nie wyglądasz na takiego..!
- Starego? - przerywam mu rozbawiony.
  Katsumi zwiesza głowę; chyba go trochę zawstydziłem... Przysuwam się bliżej niego, a on rzuca mi szybkie spojrzenie, w którym oprócz bólu widzę strach i niepewność. Wpatruję się w niego z przekrzywioną na prawo głową. Posyła mi kolejne spojrzenie, po czym znów spuszcza głowę. Niespodziewanie wyciąga się w kierunku mojej twarzy i swoimi dużymi, lekko spierzchniętymi wargami otula moją dolną, która jest znacznie mniejsza od jego i idealnie gładka. Smakuje gorzką czekoladą i krwią. Wyprostowaną lewą rękę opieram o tapczan dość blisko jego tyłka, a nieco zgiętą prawą - pomiędzy swoimi nogami. Poprawiając głowę, przez przypadek odwzajemniam pocałunek szybciej niż chciałem. Pod wpływem muśnięcia przez moje usta, chłopak wzdryga się, gwałtownie wciąga powietrze, po czym szeroko otwiera oczy i odsuwa się nieznacznie. Ech, szkoda... Już mam się odsuwać, kiedy on delikatnie zarzuca mi ręce na szyję, przymyka oczy i ponownie składa na moich ustach czekoladowo-krwisty pocałunek podobny do łaskotania przez skrzydła motyla. Nie zamykam oczu; wolę dokładnie obserwować każdy jego ruch. Subtelnie całuję go, po czym odsuwam na około centymetr i powoli liżę jego dolną wargę. Chłopak mrucząc jękliwie, odchyla głowę w tył, przez co mój język zsuwa się aż na jego szyję. Kilkukrotnie szybko mrugam. Rany, co ja wyczyniam... Nieco niechętnie odsuwam się na sam koniec kanapy.
- Wybacz, Katsumi-kun - powiedziałem, mocno akcentując "-kun". - Nie powinniśmy tego robić. Ledwo się znamy.
  Chłopak smętnie zwiesza głowę i kuli ramiona. Trochę mi go szkoda.
- Na prawdę bardzo Cię przepraszam, ale to niemoralne. Jesteś jeszcze dzieckiem...
- W obecnych czasach dzieją się bardziej niemoralne rzeczy niż seks faceta po trzydziestce z nieletnim. Morderstwa, gwałty, aborcja bez powodu, wyrzucanie niemowląt do śmietników. Przy tych zbrodniach to, co zrobiliśmy wygląda jak ziarnko piasku przy całej plaży.
  Rozdziawiłem buzię. Jaki on jest inteligenty... Jakoś tak... przemówiło do mnie to... co powiedział...
- Chodź do mnie - szepczę wlepiając wzrok w podłogę.
  Po chwili czuję, jak młodzieniec wsuwa mi rękę pod moje ramiona, a drugą sunie po plecach i zamyka mnie w kruchym uścisku. Kładzie głowę na moim barku. Moja piękna baletnica...

wtorek, 19 stycznia 2016

| 027 | Yoshiatsu x Karma - "Ame no waltz" cz. I

Na podstawie piosenki "Ame no waltz" od DADAROMA.
~~~
BOHATEROWIE:

Yoshiatsu ( DADAROMA ):






Karma ( AvelCain ):



























POBOCZNIE:

Tomo ( DADAROMA ):

~~~
  Posiłki z rodzicami zdecydowanie nie należą do najprzyjemniejszych czynności. W milczeniu spożywamy shouyu ramen. Smętnie spoglądam w miskę z zupą. Nie mam dziś apetytu. Nagle ojciec odchrząkuje. Spoglądam na rodziców spode łba. Zauważam, że patrzą się na siebie nawzajem, więc prostuję się i kładę dłonie po obu stronach naczynia. 
- O co chodzi?
  Zerkam na nich na przemian, oczekując, że któreś udzieli mi odpowiedzi. W końcu słyszę tubalny głos głowy mojej niedorobionej rodzinki:
- Niedługo odbywa się konkurs taneczny. Pomyśleliśmy...
  Nie daję mu dokończyć. Gwałtownie odsuwam się na krześle od stołu i, z wyprostowanymi rękoma opartymi o blat, mówię, że nie mam zamiaru dłużej robić tego, co oni chcą, że taniec to moja pasja, a nie sposób na spłacenie ich długów. Oczywiście oboje protestują, ale ignoruję ich nawoływania. Szybko wbiegam po schodach na piętro i podążam do swojej sypialni.
  Otwieram drzwi. Jeden krok i już jestem w swoim sacrum.

  Kiedy na zewnątrz zaczyna się ściemniać, wychodzę z pokoju na palcach i ostrożnie wymykam się z domu. Nie mam na sobie kurtki ani butów, nawet skarpetek. Podążam przed siebie z początku wolno, a z czasem coraz szybciej. W pewnym momencie zaczyna padać, a im dalej idę, tym bardziej zjawisko się nasila.
  Po pewnym czasie docieram do dużego parku, do którego dawniej często przychodziłem. Zatrzymuję się na jego skraju, po czym zadzieram głowę do góry i spoglądam w niebo. Na moją twarz boleśnie spadają duże krople deszczu. W końcu opuszczam głowę.
  Odcinam się od rzeczywistości i zaczynam tańczyć - wkraczam w swój piękny, idealny świat. Wykonuję niezbyt skomplikowane figury baletowe, dzięki czemu czuję się lekko. Przyznaję - siedemnastolatek tańczący balet w parku leżącym niemal w centrum miasta to bardzo dziwny widok.
  Nie mam pojęcia, jak długo tańczę, ale kiedy już kończę, postanawiam, że będę przychodził tutaj każdego dnia.

  Tydzień temu, kiedy wróciłem wieczorem od Tomo, obserwowałem przez okno park naprzeciw wieżowca, w którym mieszkam. W pewnym momencie moją uwagę przykuł ubrany w rozchełstaną białą koszulę i za duże czarne spodnie długowłosy chłopak z dużymi okularami na nosie. Na boso tańczył w ulewie bez parasolki. Poruszał się z gracją rusałki. Z pewnością jego tańcem był balet.
 Od tamtej pory codziennie o tej samej porze siadam na parapecie, aby nacieszyć oko delikatną urodą wyraźnie wrażliwego na świat młodzieńca. Dziś również to robię, ponieważ jestem pewien, że przyjdzie.
  O, właśnie przyszedł. Muszę przyznać, że szkoda mi go, bo przez ostatnie siedem dni cały czas pada i nie zapowiada się na to, aby miało przestać. Nie mogę dłużej patrzeć na to, jak marznie. Podnoszę się ze swojego dotychczasowego miejsca i idę na korytarz. Zakładam kurtkę i buty, biorę w dłoń parasolkę i wychodzę.


  Z rozłożoną parasolką nad głową przechodzę przez ulicę w miejscu, gdzie nie ma pasów. Podchodzę do chłopaka. Mimo mojej delikatności i ostrożności, wzdryga się ze strachu, kiedy kładę mu rękę na barku. Przezroczystym parasolem osłaniam go przed deszczem.
- Co powiesz na ciepłą herbatę? - pytam, uśmiechając się, a on jedynie nieśmiało odwzajemnia gest i kiwa głową na potwierdzenie.


  Nie mam pojęcia, kim on jest ani ile i co o mnie wie. Mimo to, zgadzam się pójść z nim do jego mieszkania, bo jestem przemoknięty i zmarznięty.
  Mieszkanie mężczyzny jest bardzo ładne, przytulne. Znajduje się tu dość sporo mebli jak na tak niewielką powierzchnię. Może podoba mi się tu, dlatego że dom, w którym mieszkam jest całkowitym przeciwieństwem?
- Jaką chcesz? - pyta mnie nieznajomy. Zafascynowany widokiem tak się zamyśliłem, że nawet nie zauważyłem, iż wszedł do kuchni, a nawet naszykował już kubki i wstawił wodę w elektrycznym czajniku.
  Speszony zwieszam głowę.
- Niech mnie pan zaskoczy.
  Spod grzywki kątem oka zauważam, że się uśmiecha.
- Rozgość się.
  Czuję, że na moich policzkach wykwitają rumieńce. Z nadal spuszczoną głową zmierzam w kierunku białej kanapy. Siadam na niej i przeciągam ręką po materiale, z której jest wykonana. Mam nadzieję, że to nie jest prawdziwa skóra...
  Opieram łokcie o uda i nerwowo bawię się palcami. Trochę się boję. Po chwili na drewnianej ławie pojawia się przede mną duże krwistoczerwone naczynie, z którego wydobywa się para. Widok ten tak bardzo mnie raduje, iż jestem niemal pewien tego, że moje oczy rozbłysły. Wpatrując się przed siebie z otwartą buzią, jak zahipnotyzowany wyciągam ręce do przodu. Przytomnieję, kiedy obrywam od mężczyzny po łapach. Masując piekące miejsca i marszcząc brwi, posyłam mu pełne żalu spojrzenie.
- Ałłłć. Za co to?
- Za gorące jeszcze. Poczekaj, aż trochę przestygnie - odpowiada, siadając w typowo męski sposób.
  Wzdycham ciężko.
- Tak właściwie... to jak się nazywasz? - pytam nieśmiało, ponownie bawiąc się palcami.
- Yoshiatsu Mitsubishi. A Ty?
- Katsumi Honda.

  Chłopak wydaje się błądzić myślami gdzieś daleko, a poza tym wygląda na smutnego. Ciekaw jestem, co doprowadziło go do takiego stanu. Uśmiechając się, mówię mu, że miło mi go w końcu poznać.
- W końcu? - pyta, a jego głos jest doprawdy czarujący, brzmi jakby szeptał.
  Twierdząco kiwam głową.
- Och - wyrywa mu się. Uważnie się w niego wpatruję. Ciekawe, jak brzmi, kiedy krzyczy... Po dłużej chwili zastanowienia dodaje: - Widziałeś, jak tańczę, prawda?
  Ponownie kiwam głową na potwierdzenie.
- Masz piękne ruchy.
  Na policzkach młodzieńca wykwitają soczyste rumieńce. Milczy.
- Na prawdę. Jesteś bardzo utalentowany. Poruszasz się zgrabnie jak motyl.
  Jego rumieńce stają się jeszcze wyraźniejsze. 
- Wcale nie. 
  Wybucham śmiechem, kręcąc przy tym głową z niedowierzaniem. 
- Jakiś Ty skromny.
- Wolę być skromny niż narcystyczny.
  Pytająco unoszę brew.
- Czy coś mi sugerujesz?
- Skądże! - A więc tak krzyczy... Uśmiechem się pod nosem. - Po prostu bije od Ciebie tak niesamowite pewność siebie. Zazdroszczę Ci tego.
- Mhmm... 
  Na moment zapada między nami cisza przerywana przez burczenie lodówki. Przerywam ją, pytając:
- Tak właściwie to ile masz lat?
  Siadam normalnie, po czym podnoszę kubek do ust i nabieram w nie herbaty.
- Siedemnaście.
  Napar z mojej buzi rozpryskuje się przede mną na stole i ścianie. Dławię się. Kiedy w końcu udaje mi się opanować, posyłam Katsumiemu spojrzenie wytrzeszczonych z niedowierzania oczu.
- Na prawdę - mówi, patrząc się na mnie. - Nie skłamałbym.
- O rany...
  Ponownie zapada niezręczne milczenie.
~~~
18:34 - zmiana nazwy konta. Już nie jestem Akai. Nienawidzę czerwonego, nie wiem, co sobie myślałam, ustawiając nazwę... Miałam już dość tej hipokryzji, więc od dziś jestem Shiroi.